Pracownicy dopięli swego. Google wstrzymuje prace nad chińską wersją wyszukiwarki – na razie

News/Technologie 18.12.2018
Pracownicy dopięli swego. Google wstrzymuje prace nad chińską wersją wyszukiwarki – na razie

Pracownicy dopięli swego. Google wstrzymuje prace nad chińską wersją wyszukiwarki – na razie

Chińska wyszukiwarka Google jednak nie powstanie, w każdym razie nie w najbliższym czasie. Pracownicy firmy dopięli swego, projekt Dragonfly jest wygaszany. Przynajmniej na razie. Chińczycy jednak nie będą mogli cieszyć się swoją własną, specjalnie dostosowaną do polityki krajowej (czyt. ocenzurowaną) wersją wyszukiwarki Google. Technologiczny gigant wycofuje się z kontrowersyjnego projektu po tym, jak dowiedzieli się o nim jego pracownicy. Szczególnie ci, którzy mają w teorii stać na straży prywatności użytkownika. Szefostwo najwyraźniej przypadkiem zapomniało im wspomnieć o projekcie. Ups.

Chińska wyszukiwarka Google od początku wzbudzała kontrowersje.

Google, który na sztandarach obnosi takie hasła jak równość, prodemokratyczność i powszechny dostęp do informacji, w zaciszu firmy pracował nad wyszukiwarką dla chińskiego rządu. Nie byłoby w niej stron i tematów niemiłych decydentom partii komunistycznej. Nie istniałyby prawa człowieka, nieprzychylne rządowi opcje polityczne czy niewygodne drobnostki historyczne takie jak masakra na placu Tian’anmen. Chińczycy nie mogliby wejść na stronę podejrzanej ideologicznie angielskojęzycznej Wikipedii czy jeszcze bardziej podejrzanego BBC.

Trudno ten projekt racjonalnie pogodzić z wartościami wyznawanymi przez firmę. Trudno tak długo, jak długo łykamy górnolotne hasła i zakładamy, że jednak nadrzędną wartością nie są tu pieniądze. Ogromny rynek chiński ma jednak niemal czarnodziurowe właściwości naginania zasad. W wypadku Państwa Środka są to jednak głównie zasady etyki, fizyka nawet tam ma się dobrze.

Pracownicy Google nie chcą pracować nad projektem Dragonfly.

Dragonfly był przez ostatnie dwa lata priorytetem dla CEO Google’a, ale dla jego pracowników stał się solą w oku, gdy tylko się o nim dowiedzieli. Na Medium część zespołu Google opublikowała list otwarty, w którym sprzeciwia się dalszemu udziałowi firmy w tym projekcie. Podkreślali w nim, że nie chodzi o Chiny per se, ale o precedens, który może sprawić, że reszta państw z negocjowanym podejściem do praw człowieka będzie domagać się od Google’a podobnej usługi. Jeśli Google ulegnie raz takim namowom, może ulec i drugi.

Z informacji The Intercept wynika, że także pracownicy zajmujący się w Google’u prywatnością i prawami użytkownika wnieśli w firmie wewnętrzną skargę i zażądali widzenia z szefostwem. Według słów Yonatana Zungera, pracownika Google, który w zeszłym roku spędził kilka miesięcy nad projektem Dragonfly, główny architekt projektu Scott Beaumont nie czuł, że zespoły zajmujące się bezpieczeństwem, prywatnością i prawem mają prawo kwestionować jego decyzje.

Dragonfly był trzymany w tajemnicy, a o projekcie pracownicy dowiedzieli się dopiero od dziennikarzy.

Cóż, z jednej strony trudno się dziwić Google’owi, że nie chciał konsultować z nimi projektu, który miał wyrzucić do kosza wszystkie wartości, na których straży stali, jednak z drugiej trzeba się zastanowić, jakie dokładnie były plany firmy? Chcieli postawić zespół zajmujący się prawami użytkowników przed faktem dokonanym? Mieli nadzieję, że nikt nie zauważy, że nowy produkt wystartował w Chinach?

Po rozmowie speców od prywatności ze specami od szefowania firmą projekt zarzucono. Pracujący nad nim inżynierowie dostali inne zadania, a dostęp do 265.com, skąd czerpali informacje na temat zakazanych słów i fraz, został zablokowany.

Wcześniej w tym roku Google na prośbę swoich pracowników (wyrażoną groźbami odejścia i 10 faktycznymi odejściami) porzucił projekt Maven, który realizował dla Pentagonu. Od tego czasu napięcie na linii pracownicy i szefostwo wydaje się tylko eskalować.

Dołącz do dyskusji