Asystent Google nie zmienił mojego życia. Opinia po dwóch miesiącach korzystania

Artykuł/Technologie 19.12.2018
Asystent Google nie zmienił mojego życia. Opinia po dwóch miesiącach korzystania

Asystent Google nie zmienił mojego życia. Opinia po dwóch miesiącach korzystania

Asystent Google po polsku oficjalnie zadebiutuje 15 stycznia 2019 r. Wielu użytkowników – w tym niżej podpisany – może jednak korzystać z niego już od jakiegoś czasu. I tak po dwóch miesiącach z Asystentem mogę powiedzieć, że… nie ma co napalać się na tę premierę.

Jeśli miałbym podsumować Asystenta Google jednym słowem po tych dwóch miesiącach, brzmiałoby ono: bezużyteczny. Przynajmniej gdy mówimy o wykorzystaniu go w telefonie, czyli tam, gdzie na początku trafi, gdy oficjalnie wejdzie do Polski w połowie stycznia.

Asystenci głosowi to przyszłość, nie mam co do tego cienia wątpliwości. Ale nie w takiej formie, jaką obecnie prezentuje Google Assistant po polsku, ani nie na telefonie, a raczej na inteligentnych głośnikach.

Asystent Google z czasem wcale nie stał się lepszy.

Asystenta używam od dwóch miesięcy na dwóch telefonach – LG V30 oraz Sony Xperia XZ3 – i na słuchawkach Jabra Elite 65T oraz Bose QC35 II. I przez te dwa miesiące nie poczułem, by Asystent stawał się lepszym, użyteczniejszym produktem niż na początku. Nadal wykorzystuję go jednak w identyczny sposób, jak wykorzystywałem przez lata polecenia głosowe na Androidzie. A to dlatego, że wszystko ponad te podstawowe polecenia głosowe na razie przerasta możliwości Asystenta.

Do czego przydaje się Asystent Google w codziennym zastosowaniu?

Bardzo lubię prostą komendę „dzień dobry”, po której Google odczytuje krótkie podsumowanie dnia, podaje godzinę i pogodę. Co prawda identyczny zestaw informacji daje mi rzut oka na ekran smartfona po przebudzeniu, dlatego ta komenda ma więcej sensu w innych sprzętach, ale niech będzie – przydatne.

Często korzystam też z polecenia „Ok, Google, ustaw minutnik” – zwłaszcza gdy rano parzę kawę w aeropressie, który wymaga dość precyzyjnych miar i czasu parzenia.

Asystent Google po Polsku

Jeśli komuś jest smutno, może poprosić Google’a, żeby powiedział mu coś miłego. Choć prawdę mówiąc, jeszcze nigdy nie usłyszałem czegokolwiek, co podniosłoby mnie na duchu.

Asystent Google po Polsku

W Polsce z Asystentem nie są zintegrowane jeszcze żadne aplikacje, więc może z czasem będzie lepiej. W końcu po angielsku Asystent może – korzystając z odpowiednich aplikacji – przeczytać nam werset z Biblii lub zarzucić jakimś motywującym cytatem Alberta Einsteina.

Google może nam też opowiedzieć bajkę, zaśpiewać „Wlazł kotek na płotek”, czy przeczytać wiersz. Kulturalny ten Asystent, nie ma co.

Ustawicznie korzystam też z Asystenta w aucie, głównie do ustalania nawigacji bez użycia rąk. To miłe, że teraz zamiast „Włącz nawigację do: Dom”, mogę powiedzieć po prostu „Którędy do domu?”, a Asystent zrozumie, że chodzi mi o włączenie nawigacji w tym kierunku.

I tutaj pozytywy się kończą. Bo nie licząc ustawienia nawigacji czy włączenia losowej muzyki, Asystent w aucie jest przeciętnie użyteczny. Jeśli go poprosimy, może wysłać wiadomość do wybranej osoby czy wykręcić numer. Ale nie przeczyta nam powiadomień na głos, nawet gdy go o to poprosimy. Co jest przedziwne o tyle, że w słuchawkach takich jak moje Jabry Elite 65T czy Bose QC35 II Asystent odczytuje na głos powiadomienia i pozwala od razu na nie odpowiedzieć. Na telefonie tego nie mamy.

Dochodzi też problem działania Asystenta na zablokowanym ekranie. Nie wiem, czy to jakaś bolączka wieku dziecięcego czy kwestia jakichś uprawnień, o których zmianę Google mnie nie poprosił, ale Asystent na zablokowanym ekranie telefonu działać nie potrafi. Owszem, po podaniu komendy „Ok, Google” zaczyna nasłuchiwać, potwierdzając to charakterystycznym dźwiękiem. Niestety, żeby mógł zareagować na komendę, każdorazowo trzeba odblokowywać ekran.

Równie irytująca jest sama interakcja z Asystentem, gdy już raz go wywołamy. Za każdym jednym razem, chcąc odpowiedzieć Asystentowi lub o coś go zapytać, musimy wciskać ikonkę mikrofonu lub powtarzać frazę „Ok, Google”. Rozumiem praktyczne zastosowanie tego ograniczenia, ale przez to interakcja z botem jest jeszcze bardziej sztuczna i nieprzyjemna.

Asystent Google po polsku wykłada się na najprostszych poleceniach.

Pytam go o najważniejsze wiadomości. A Google na to: to sobie otwórz aplikację Wiadomości.

No to próbuję inaczej, pytając o najnowsze informacje z Polski. Dostaję tylko wyniki wyszukiwania, a w nich ani nie najświeższe, ani nie najważniejsze informacje z kraju.

Proszę, żeby przeczytał mi to na głos. Brak reakcji. No to pytam go, co ciekawego na świecie. Google w odpowiedzi wyrzucił mi wyszukiwanie najciekawszych atrakcji w Świeciu. No super!

Przynajmniej SEO w Asystencie jest jak trzeba, sądząc po wynikach wyszukiwania na zapytanie o premierę Google Assistant w Polsce. Bo na samo pytanie, oczywiście, Asystent nie potrafił odpowiedzieć.

Gdy pierwszy raz widziałem na żywo inteligentny głośnik z Asystentem, spodobał mi się potencjał zastosowania tego ustrojstwa w kuchni. Próbowałem więc wykorzystać w ten sam sposób Asystenta Google w telefonie. Niestety, gdy pytam, jak przyrządzić wegańskie curry, dostaję tylko zestaw linków do blogów kulinarnych.

Marnie też wypada tak prosta komenda, jak włączanie muzyki. Ustawiłem domyślny odtwarzacz na Spotify, lecz Asystent ustawicznie pytał mnie, czy na pewno chcę przejść do tej właśnie aplikacji. Gdy już odtwarzał muzykę, robił to z losowych playlist. Jest to szczególnie irytujące, gdy mam we własnej Blbliotece playlistę np. o nazwie „Game of Thrones”, a Asystent poproszony o jej odtworzenie włącza mi losową playlistę o tej samej nazwie.

I nie daj Boże zapytać Google’a o włączenie „jakiejś” muzyki. Zamiast wyszukać mi spokojną muzykę, Asystent zasugerował włączenie karcynogennego wideo na YouTubie.

Podstawowe interakcje również miewają kuriozalne skutki. Na przykład, gdy pytam Google’a, co mam na dany dzień w kalendarzu, o porannych godzinach wyświetla mi wpisy do godziny 12:00. Ale gdy zadam mu pytanie „a potem?”, dostaję przyprawiającą o zażenowanie odpowiedź:

Niezrażony próbuję jeszcze raz. Pytam o kalendarz, a potem zadają pytanie „a później”. W odpowiedzi Asystent… pożegnał się ze mną.

Kuriozalnie bywa też, gdy zadamy pytanie o plan dnia, którego Google nie rozumie:

Wiecie, jak informatyk odpowiada na pytanie „wiesz, która jest godzina?” – „wiem”. Asystent Google’a wiernie przypomina w tym względzie swoich twórców. Jest totalnie pozbawiony funkcji fatycznej:

Mylą mu się też inne kwestie. Na przykład zapytany o to, co grają w teatrze, wyświetla filmy grane w kinach:

Zapytany o inny teatr, wyświetla jedynie linki:

To oczywiście w dużej mierze wina placówek, które nie dbają o należytą integrację swoich danych z wyszukiwarką. W efekcie szukając w Google’u informacji o nadchodzących spektaklach, dostajemy szereg błędnych odpowiedzi, zamiast przejrzystego repertuaru.

Nie słabną jednak zdolności Asystenta, jeśli chodzi o opowiadanie marnych dowcipów. Szkoda tylko, że gdy mówię mu, że opowiedział słaby dowcip, to Asystent zamiast opowiedzieć inny, podsuwa mi losową ciekawostkę ze świata:

Nie napalajcie się na Asystenta Google po polsku.

Ostatni wspomniany problem z Asystentem ilustruje szerszy problem, z którym Google będzie musiał się zmierzyć, chcąc mieć sprawnie działającego bota nad Wisłą. Z pustego i Google nie naleje – Asystent musi być karmiony informacjami. Biznesy, instytucje kultury, wszyscy musieliby religijnie dbać o integrację z usługami Google’a, aby podawać celne wyniki wyszukiwania.

Nie zmienię też zdania, że Asystent w telefonie ma sens marginalny. Owszem, przydaje się do takich pierdółek jak ustawienie minutnika, kiedy mamy zajęte ręce, czy odpisania na SMS-a w czasie jazdy, ale poza tym jego użyteczność jest znikoma. Wyjąwszy te rzadkie sytuacje, kiedy ręce mam zajęte, każdą czynność mogę wykonać szybciej i sprawniej po prostu dotykając ekranu, zamiast prosić o coś Asystenta. Tym bardziej, że póki co tempo realizacji poleceń ten Asystent ma dość ślamazarne.

O wiele bardziej Asystent spisze się w domowym ekosystemie, w głośniku sterującym smart-domem. O wiele bardziej spisze się tam, gdzie będzie miał z czym pracować, np. regulując temperaturę w domu, zasuwając elektryczne rolety czy nastawiając rano ekspres do kawy.

Oczywiście zdaję też sobie sprawę, że gdy Asystent Google wejdzie do Polski powszechnie i nagle zyska potężną bazę użytkowników, każdego dnia „wkładających” do bazy danych Google’a nowe zapytania, może się rozwinąć w przerażająco szybkim tempie. Gdy tak się stanie, z przyjemnością zweryfikuję jego użyteczność i spróbuję dać się przekonać do zmiany zdania.

Póki co jednak Asystent Google’a w telefonie, podobnie jak każdy inny inteligentny asystent w telefonie, uważam za średnio przydatny dodatek.

No, chociaż jedno muszę Asystentowi oddać. Przydaje się doskonale, gdy chcemy na szybko przetłumaczyć jakieś słówko:

Dołącz do dyskusji