Niedługo trzydziestka na karku, a bawię się doskonale. Spyro Reignited Trylogy – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 22.11.2018
Niedługo trzydziestka na karku, a bawię się doskonale. Spyro Reignited Trylogy – recenzja Spider’s Web

Niedługo trzydziestka na karku, a bawię się doskonale. Spyro Reignited Trylogy – recenzja Spider’s Web

Spyro Reignited Trylogy to coś więcej niż sentymentalna podróż do czasów szarego PSX-a, telewizorów CRT oraz poradników z drukowanych czasopism. Stworzone zupełnie od zera przygody smoka Spyro to przede wszystkim kapitalna gra na tutaj i teraz, która zjada 90 proc. platformówek wydanych w ostatnich latach.

Rime, kilka odsłon LEGO, Yooka-Laylee, Unravel Dwa, Celeste, Kirby Star Allies – w 2018 r. pojawiło się kilka poprawnych, dobrych oraz bardzo dobrych gier platformowych. Jednak pod względem czystej frajdy z gry Spyro robi z tej gatunkowej konkurenci rożen. Nie mam żadnej wątpliwości, że Spyro Reignited Trylogy to absolutnie najlepsza gra platformowa wydana w 2018 r. Jest lepiej niż sądziłem, a oczekiwania miałem gigantyczne.

Za nowego Spyro odpowiada ekipa, która ma mistrzostwo w rekonstruowaniu kultowych gier.

Toys for Bob to studio, które rok temu dało światu cudownego Crasha Bandicoota. Teraz twórcy powtarzają manewr, tym razem z fioletowym smokiem w roli głównej. Znowu dostaliśmy trylogię w cenie niższej niż standardowa gra na konsolę. Ponownie projekt powstał od zera, bez recyklingu bibliotek z pierwszego PlayStation. Znowu producenci postawili na idealną wierność oryginałowi, zyskując punkty u starszych i bardziej wymagających graczy.

Spyro Reignited Trylogy jest dokładnie tą samą serią gier, w którą zagrywaliśmy się na pierwszym PlayStation. Tyle tylko, że w zupełnie nowej oprawie graficznej. Z lepszym sterowaniem oraz kilkoma poprawkami QoL. Jednak sam świat, sami przeciwnicy i sama mechanika jest dokładnie ta sama, co lata temu. Półki skalne dzielą rozpadliny o tych samych odległościach. Przeciwnicy mają ten sam wachlarz ciosów. Skarby znajdują się w tych samych miejscach. Lokacje są tych samych rozmiarów. Zmieniło się wszystko, ale jednocześnie nie zmieniło się nic. Na szczęście.

Toys for Bob podeszło do Spyro Reignited Trylogy z gigantycznym pietyzmem. Czcią wręcz.

W wywiadzie z twórcami przeczytacie, w jak niesamowity sposób producenci trylogii odwzorowali środowisko starych platformówek. Toys for Bob napisało specjalny progam, dzięki któremu wydobyto sto procent potrzebnych danych z gier na PSX-a. Następnie na ten niewidoczny, wierny oryginałom w skali 1:1 szkielet nałożono własne tekstury, modele postaci, animacje oraz efekty graficzne. W rezultacie Spyro Reignited Trylogy to gra stuprocentowo wierna oryginałom, w której wszystko wydaje się nowe, błyszczące i po prostu lepsze.

Toys for Bob zmienił na przykład modele postaci. O ile Spyro wygląda jak Spyro, tak smoki do uratowania w grze nabrały zupełnie nowego wyglądu. Każdy z nich otrzymał unikalny model 3D, oryginalne zachowanie oraz niepowtarzalny charakter. To samo tyczy się niektórych postaci pobocznych, również przemodelowanych na potrze by lepszej narracji. Tak samo jak bossowie, którzy są zabawniejsi, bardziej wyraziści i ciekawsi niż kiedykolwiek wcześniej.

Zmianą na plus jest także system automatycznego zapisu gry. Wystarczy przebiec obok jednego z setek magicznych punktów, a rozgrywka ulega zapisaniu w tle. Gigantyczna zmiana jakościowa względem oryginalnej trylogii, z postępami przechowywanymi na kartach pamięci. Zmieniło się również sterowanie. Gra otrzymała pełne wsparcie dla gałek analogowych, a przyciski kierunkowe nie służą już do siermiężnego nawigowania kamerą. Masochiści wciąż mogą wybrać oryginalne sterowanie, w imię wierności stylowi retro.

Rozgrywka w Spyro Reignited Trylogy jest taka, jak lata temu. Nowi gracze mogą być zaskoczeni poziomem trudności.

Chociaż Spyro wygląda bajecznie i kolorowo, platformówka nie jest leniwym spacerem po łące. Nowe pokolenie graczy może być zaskoczone poziomem trudności. Część skarbów jest schowana za takimi rozpadlinami, że skok trzeba powtarzać kilka razy, aż złapany zostanie ten idealny moment wybicia. Nikt tutaj nie zostawia kilka metrów bezpiecznego trawnika na błędy. Nawet czasowe sekwencje latające są tak skonstruowane, że więcej niż jedna pomyłka eliminuje gracza.

Oczywiście Spyro to nie Dark Souls. Jeżeli gracz nie chce czyścić każdej lokacji na 100 proc., przebiegnie grę bez większych problemów. Tyle tylko, że straci wtedy wiele wspaniałych wyzwań. Zbieranie wszystkich jaj, diamentów i smoków to najlepsza część przygody. Główkowanie jak dostać się na balkon widoczny z daleka jest połową frajdy z gry. Przebiegnięcie Spyro Reignited Trylogy z minimalną liczbą odblokowanych smoków powinno być karalne.

Przechodząc każdą z trzech gier nigdy nie miałem momentu, w którym chciałem rzucić kontrolerem o ścianę. Nieudane wyzwania zachęcają do dalszych prób. Niepowodzenia motywują, a choroba jeszcze tylko jednej próby natychmiastowo wchodzi w krwiobieg. Niesamowite, jak dawniej potrafiono dopracowywać gry pod względem balansu trudności. Trafiano w idealny środek między wyzwaniem oraz przystępnością. Tęsknię do tamtych zdrowych proporcji.

Dziwi, że Spyro Reignited Trylogy wykłada się na banalnych błędach, które nie powinny istnieć.

Dwa razy spotkałem się z sytuacją, w której znikał ostatni diament dzielący mnie od zebrania 100 proc. skarbów w misji. Szukałem go przez długie minuty, zaglądając w każdy najciemniejszy kąt. Dopiero samobójczy skok w głębiny sprawiał, że w lokacji pojawiał się przeciwnik, po pokonaniu którego wypadał cenny kamień. Idiotyczny błąd, który może stanąć ością w gardle wszystkim miłośnikom zbierania trofeów.

Drugim dziwnym problemem jest brak napisów, poruszony już przez mojego redakcyjnego kolegę. Spyro Reignited Trylogy to gra w polskiej wersji językowej, ale bez jakichkolwiek napisów. Gracz jest zdany na wypowiadane kwestie, które nie zawsze są idealnie wyraźne. Zdarzało się, że kilka razy nie rozumiałem wszystkiego, co mówiły do mnie uratowane smoki. Gdybym mógł sobie włączyć angielską wersję językową i polskie napisy, byłbym znacznie szczęśliwszy.

Te mankamenty nie zmieniają finalnej oceny. Spyro Reignited Trylogy to najlepsza platformówka 2018 r.

W trylogii Spyro każdy poziom, każdy przeciwnik i każde wyzwanie daje czystą, dziecinną wręcz frajdę. Pomimo 30-tki na karku bawię się doskonale. Jakbym oglądał animację Piksara. Jest kolorowo, bajkowo i naiwnie, lecz uniwersalna przyjemność z rozgrywki sprawia, że to dobry tytuł dla każdego. Nie ma znaczenia, czy jesteś graczem w wieku 15, 25 lub 35 lat. Spyro Reignited Trylogy wyciągnie z ciebie wewnętrznego dzieciaka. To idealna gra na odstresowanie i odsunięcie od siebie ponurych myśli dnia codziennego.

Jeżeli uwielbiacie skakać, latać, eksplorować i zdobywać, będziecie zachwyceni. W Spyro Reignited Trylogy gra mi się jeszcze lepiej niż w zeszłorocznego Crasha. To najlepsza produkcja platformowa tego roku. Wątpię, czy do grudnia pojawi się jakakolwiek produkcja, która będzie w stanie zdetronizować fioletowego smoka. W Toys for Bob znowu wyprodukowali coś niesamowitego.

Największe zalety:

  • Najlepsza gra platformowa w jaką grałem w 2018 r.
  • Oryginalny Spyro odtworzony 1 do 1
  • Strzał w dziesiątkę z balansem trudności
  • Dokładnie ta sama, wciągająca rozgrywka co na PSX
  • Przepiękna, niesamowicie przyjemna dla oka grafika
  • Usprawnienia takie jak automatyczny zapis gry
  • Trzy wspaniale gry w jednej, bardzo dobrej cenie

Największe wady:

  • Brak napisów
  • Znikające diamenty
  • Gdzie moja edycja dla Nintendo Switcha?!

Jak nic mamy króla tegorocznych platformówek.

Dołącz do dyskusji