Nie rozumiem marudzenia. Jestem O-CZA-RO-WA-NY składanym ekranem Samsunga

Felieton/Sprzęt 09.11.2018
Nie rozumiem marudzenia. Jestem O-CZA-RO-WA-NY składanym ekranem Samsunga

Nie rozumiem marudzenia. Jestem O-CZA-RO-WA-NY składanym ekranem Samsunga

Moi koledzy ze Spider’s Web nie przyjęli składanego tabletu Samsunga z entuzjazmem. A przecież jest to przydatna i potrzebna rewolucja. Tak innowacyjnego sprzętu nie widziałem od czasów tabletów Surface.

Zapowiedź Samsung Infinity Flex już za nami. Jakie komentarze do tej pory mogliście przeczytać na Spider’s Web? Przemek jest rozczarowany – liczył na sprzęt na miarę rekwizytów z serialu Westworld. Mateusz z kolei twierdzi wręcz, że Infinity Flex zapewni swoim użytkownikom więcej problemów niż korzyści. Zazwyczaj świetnie się rozumiemy w naszym gronie, tym razem jednak mrugam oczami z niedowierzania. Panowie, serio?

Samsung nie tylko dokonał przełomu technologicznego – bo już szykuje się do masowej produkcji swojego pierwszego hybrydowego tabletu, trafi on na rynek w przyszłym roku – ale też będzie czerpał korzyści z rozwiązań programowych, które od lat już skromnie testuje na swoich użytkownikach. Warto pamiętać, że firma ta wprowadziła możliwość pracy aplikacji w oknach w swojej wersji Androida na długo przed Google’em. A hybrydowe tryby pracy są od długiego czasu testowane za sprawą przystawki Samsung DeX.

Faktem jest, że DeX i desktopowy tryb pracy samsungowego Androida to rozwiązania, z których korzystają nieliczni. Infinity Flex nie wymaga jednak kombinowania z kabelkami, posiadania monitora czy narażania się na inne niedogodności. Jego posiadacze będą od razu korzystać z zalet, jakie oferuje. Bo przecież będą one stanowić istotę posiadanego przez nich urządzenia.

Sceptycyzm względem składanych tabletów przypomina mi czasy pierwszych tabletów Microsoft Surface. A przecież Infinity Flex będzie pozbawiony bagażu Windowsa.

Infinity Flex nie jest pierwszym hybrydowym tabletem. Jego rewolucyjność ma dwie twarze: po pierwsze, miejsce, w którym urządzenie się składa, jest pozbawione plastikowej ramki czy jakiegokolwiek innego elementu przeszkadzającego w pracy. Po drugie, jest odwrotnie hybrydowym tabletem względem Surface’a: sprzęty Microsoftu transformują się w laptopa, podczas gdy urządzenie Samsunga składa się w telefon.

Sam Surface nigdy nie stał się produktem masowym za sprawą swojej wysokiej ceny oraz braku zaufania ze strony twórców oprogramowania. Kilka lat później od jego premiery ze świecą szukać producenta, który nie oferuje tabletowo-notebookowej hybrydy wśród swoich sztandarowych produktów. Niektóre są klonami sprzętu Microsoftu, inne mają własny pomysł na zmianę trybów pracy. PC z ruchomymi zawiasami i znikającą na różne sposoby klawiaturą dawno już trafiły do mainstreamu. A Infinity Flex jest pozbawiony problematycznego Windowsa: wykorzystuje najpopularniejszy na świecie system Google Android, wzbogacony o rozszerzenia opracowane przez największego producenta telefonów na świecie. Dlaczego ludzie pożądają hybryd? To przecież oczywiste.

Prawie nikt nie chce nosić przy sobie wielu urządzeń.

Hybrydowe tablety wedle pomysłu Microsoftu zastępują nam – truizm – dwa urządzenia, z czego jedno przeznaczone jest do pracy, a drugie do konsumpcji treści cyfrowych. Nie trzeba wypełniać plecaka czy torby wieloma różnymi sprzętami, nie trzeba myśleć, po które sięgnąć do danej czynności. Wszystko mamy zawsze w wygodnym miejscu. Z dokładnie tymi samymi aplikacjami i plikami pod ręką.

Tyle że Surface’a, Envy, Yogi i innych tego typu sprzętów nie schowamy do kieszeni. Nadal potrzebujemy wspomnianej torby czy plecaka. Infinity Flex schowamy do kieszeni spodni czy do małej damskiej torebeczki. Dokładnie tak, jak chowamy Galaxy S czy innego iPhone’a. Urządzenie, które nadaje się do robienia zdjęć, słuchania muzyki, przeglądania Internetu, oglądania filmów, odpisywania na maile czy nawet podstawowej pracy na grafice oraz dokumentach biurowych, będziemy mieć zawsze przy sobie.

Wady? Hmmm, niech pomyślę…

Samsung Infinity Flex

Sceptycy (patrzę na ciebie, Mateusz) uważają, że nawet jeśli Infinity Flex zapewni tam jakieś korzyści – choć nawet i w to nie wierzą – to i tak więcej napsuje w użyteczności, niż pomoże. Pozwólcie, że przedstawię kontrargumenty na stawiane zarzuty.

  • To nie jest pierwszy składany tablet. Żaden do tej pory nie zdobył masowej popularności. Podobnież jak iPhone nie był pierwszym smartfonem. Liczy się bowiem nie tylko idea, ale i wykonanie danego pomysłu. Infinity Flex w końcu jest pozbawiony podziału swojego głównego ekranu na dwa mniejsze – jako pierwszy po rozłożeniu jest nieodróżnialny od klasycznego tabletu, a mechanizm transformujący (zawiasy) jest naturalny w obcowaniu z nim.
  • A po co mi to w zasadzie. Yyy, przepraszam, że co proszę? Ileż razy się okazywało, że musiałem w biegu coś poprawić w moich tekstach, lub po prostu coś naprędce stworzyć. Bardzo często nie miałem wtedy przy sobie mojego Surface’a, bo jakoś tak nie mieści mi się w kieszeni. I ileż wtedy bym dał za narzędzie oferujące mi większą wygodę działania niż telefon komórkowy…
  • Żadna aplikacja i tak tego nie wykorzysta. Po pierwsze obsługa tego typu hybryd zostanie zaimplementowana w Androidzie od Google’a, a nie tylko tym od Samsunga. Twórcy najpopularniejszego systemu operacyjnego na świecie zapewne już wiedzą, że Samsung Display będzie sprzedawał swój wynalazek nie tylko firmie Samsung Electronics i że w przeciągu najbliższych kilkunastu miesięcy pojawi się wiele klonów Infinity Flex. No i nie wiem, o jakich aplikacjach myślicie. Kiedy ostatnio uruchamialiście Samsung DeX? Word, Excel, PowerPoint, Chrome, Dokumenty Google i wiele, wiele innych już teraz (a właściwie to od wielu miesięcy) oferują widok desktopowy. I fakt, może Fejsik czy Snapek na dużym ekranie to nadal rozciągnięte nienaturalnie aplikacje na telefon. Ale przecież nie o nie tutaj chodzi.
  • Będzie (zbyt) drogo. O, to na pewno. I z tym zarzutem w pełni się zgadzam, choć miejmy w pamięci fakt, że to tylko spekulacja – ceny Infinity Flex nie znamy. Również przewiduję, że za ten sprzęt trzeba będzie zapłacić o wiele za wiele. Tyle że to argument obosieczny: sprzedawany w cenie porządnego laptopa nowoczesny iPhone na brak zainteresowania nie narzeka. Czy Galaxy Note. Czy Huawei Mate. Czy też iPad Pro.
  • Urządzenie będzie trzeba zbyt często podłączać do ładowarki. Ale… dlaczego? Przecież w wielu mobilnych sprzętach ogniwo jest podzielone na kilka jednostek, poupychanych w różnych miejscach w trzewiach urządzenia. Na dodatek tegoż miejsca będzie znacznie więcej, niż w klasycznym telefonie. To ja już wolę argument, że urządzenie jest zbyt grube. Zapewne między innymi z uwagi na akumulatory.
  • Brak zaufania do ruchomych elementów. Ten zarzut ma nawet ręce i nogi. Ja jakoś mimo tego jestem dziwnie spokojny. Drodzy sceptycy: ile razy dziennie otwieracie i zamykacie klapę laptopa?

Czy na serio jestem jedyny, który po konferencji Samsunga w myślach bił brawo?

Nie wiem jak wy, ale ja już teraz nie mogę się doczekać możliwości przetestowania Infinity Flex. Nie tylko z uwagi na fakt, że na co dzień doświadczam zalet tabletu hybrydowego w drugą stronę (a więc takiego, który zamienia się w laptopa). Nie tylko dlatego, że urządzenie pokroju tego od Samsunga jest mi tak po prostu potrzebne.

Ale i również dlatego, że odnoszę wrażenie, że obcuję głównie z młodzieżą. Która nie pamięta czasów, w których internetowa blogosfera nie istniała. A więc nie mogła w Sieci czytać o absurdalnych i totalnie nieużytecznych pomysłach, jak wpakowanie aparatu fotograficznego do telefonu. Czy odtwarzacza muzycznego. Po co to komu, i tak nikt z tego nie skorzysta.

Dołącz do dyskusji

Advertisement