Trwają poszukiwania życia pozaziemskiego. Co robimy w tej kwestii?

Artykuł/Nauka 14.11.2018
Trwają poszukiwania życia pozaziemskiego. Co robimy w tej kwestii?

Trwają poszukiwania życia pozaziemskiego. Co robimy w tej kwestii?

Niektórych może to zaskoczyć, ale jak dotąd nie udało nam się odnaleźć żadnego twardego dowodu na istnienie życia poza naszą planetą. Nie przeszkadza nam to jednak zupełnie w snuciu kolejnych mniej lub bardziej wiarygodnych teorii o tym, czy takowe w ogóle istnieje. Nie ustajemy również w swoich poszukiwaniach.

Taki Carl Sagan na przykład musiał być ogromnym optymistą życiowym, skoro szacował, że w samej Drodze Mlecznej żyje ok. miliona inteligentnych cywilizacji. Nic dziwnego, że został przewodniczącym komitetu, który odpowiadał za dobór materiałów umieszczonych na pozłacanych płytach, wystrzelonych w kosmos na pokładzie sond Voyager. Swoją drogą – wysłaliśmy w kosmos jedną z najdziwniejszych składanek muzycznych w historii ludzkości.

Nie wiemy jednak, czy te płyty kiedykolwiek do kogoś dotrą. Bardzo chcielibyśmy to wiedzieć, ale na razie żaden program zajmujący się poszukiwaniem dowodów na istnienie życia poza naszą planetą nie zakończył się spektakularnym sukcesem, więc zostaje nam tylko gdybanie.

Życie na Enceladusie?

Teraz na przykład zastanawiamy się, czy molekularne ślady atomów wodoru, azotu i węgla w połączeniu z oddziaływaniami hydrotermalnymi zaobserwowanymi na Enceladusie mogą oznaczać, że w tamtejszych oceanach coś żyje. Niestety, na sondę, która będzie w stanie przyjrzeć się temu dokładniej musimy poczekać przynajmniej do przyszłego roku, więc nie ma co wstrzymywać oddechu.

Zwróćcie uwagę, że do Enceladusa nie mamy wcale aż tak daleko. Co więc powiedzieć mają naukowcy zajmujący się poszukiwaniem życia w innych układach gwiezdnych? Dzięki Kosmicznemu Teleskopowi Keplera, który udał się niedawno na zasłużoną emeryturę, udało nam się odkryć ponad 2,5 tys. planet znajdujących się poza naszym Układem Słonecznym.

Na niektórych z nich, znajdujących się w granicach tzw. strefy zamieszkiwalnej swojej gwiazdy, mogą panować odpowiednie warunki do pojawienia się życia. Obecnie nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy planety, które o to podejrzewamy, rzeczywiście nadają się do zamieszkania. Po prostu dobrze rokują.

Niektóre egzoplanety również wyglądają bardzo obiecująco. Szkoda, że są tak daleko.

Ważnym czynnikiem w naszych poszukiwaniach jest również sama kwestia ilości gromadzonych przez nas danych na temat obiektów obserwowanych w przestrzeni kosmicznej. Wiele rekordów w archiwum Keplera nadal czeka na to, aż ktoś im się przyjrzy. Całe szczęście, NASA dysponuje już prototypem algorytmu maszynowego uczenia się, dzięki czemu poszukiwania egzoplanet powinny niedługo przyspieszyć.

Zupełnie inną kwestią jest to, że nie dysponujemy obecnie żadną sensowną technologią napędu, który pozwoliłby nam na wysłanie misji badawczych w te wszystkie ciekawe zakamarki wszechświata. NASA jest tu oczywiście dobrej myśli. Amerykańscy naukowcy zakładają, że za jakieś 50 lat będziemy w stanie wysyłać sondy w kierunku Alfa Centauri. Trochę wcześniej może uda nam się wysłać flotę mikroskopijnych nanostatków, a w zasadzie to nanoukładów zdolnych do samoregeneracji, które dzięki swoim niewielkim rozmiarom moglibyśmy rozpędzić do 1/5 szybkości światła. Projekt Starshot zakłada, że aby rozpędzić je do takiej prędkości, trzeba użyć odpowiednio silnej wiązki lasera.

Cisza w eterze.

Wspominane już wcześniej algorytmy sztucznej inteligencji mogą pomóc w jeszcze jednym projekcie związanym z poszukiwaniem życia we wszechświecie. Chodzi o programy typu SETI, skupiające się na analizie szumu kosmicznego w poszukiwaniu fal radiowych wskazujących na to, że zostały wysłane przez kogoś inteligentnego.

Piszę o programach, ponieważ obecnie działają przynajmniej cztery takie inicjatywy prowadzone przez SETI Institute, METI International, projekt Listen (Breaktrough Initiatives) i SETI@home. Ten ostatni można zresztą wesprzeć zdalnie, udostępniając moc obliczeniową swojego komputera. Daje nam to szansę na przejście do historii. Bardzo małą, ale zawsze.

Kwestia czasu.

To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o poszukiwanie pozaziemskich form życia. Żadna agencja kosmiczna aktualnie nie skupia się na tym zagadnieniu na tyle, żeby móc mówić o zbliżającym się przełomie w poszukiwaniach. Nasze możliwości są obecnie po prostu za małe. Nic zresztą dziwnego – ludzkość dopiero od niedawna jest w stanie w ogóle prowadzić takie poszukiwania. Pierwszą wiadomość skierowaną do potencjalnych cywilizacji pozaziemskich wysłaliśmy 16 listopada 1974 r., czyli bardzo niedawno. Szczególnie, jeśli spojrzymy na tę datę przez pryzmat kosmicznej skali czasu.

Nawet jeśli te bardzo optymistyczne założenia Carla Sagana są prawdą, to od tych najbliższych cywilizacji może dzielić nas taki dystans, że po prostu miniemy się w czasie. Wszechświat to bowiem bardzo dynamicznie zmieniające się środowisko, w którym co chwilę eksploduje jakaś gwiazda, a planety przyjmują kolejne uderzenia od innych ciał niebieskich. Taka losowość i ogromne odległości między gwiazdami mogą oznaczać równie dobrze, że ludzkość za swojej kadencji nie nawiąże kontaktu z nikim.

Jest oczywiście jeszcze ta teoria o pozaziemskim pochodzeniu ośmiornic, ale proponuję już ją zostawić.

PS Pisząc ten tekst przypomniałem sobie po raz kolejny o świetnym opowiadaniu Arthura C. Clarke’a pt. Gwiazda. Gorąco polecam.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji