Internet nie jest krainą wolności absolutnej. Politycy i firmy technologiczne podpisali pakt o cyberbezpieczeństwie

Artykuł/Technologie 13.11.2018
Internet nie jest krainą wolności absolutnej. Politycy i firmy technologiczne podpisali pakt o cyberbezpieczeństwie

Internet nie jest krainą wolności absolutnej. Politycy i firmy technologiczne podpisali pakt o cyberbezpieczeństwie

Deklarację The Paris Call for Trust and Security in Cyberspace podpisało 370 sygnatariuszy — przedstawicieli państw, firm technologicznych i organizacji pozarządowych. 

W Paryżu podpisano deklarację nawołującą do walki o bezpieczny i otwarty internet. Jego członkowie obiecali troszczyć się o cyberbezpieczseństwo, eliminację z sieci mowy nienawiści, ale też cenzury.

Deklaracja Paryska w sprawie cyberbezpieczeństwa.

Wśród bardziej konkretnych deklaracji znalazła się między innymi wspólna walka z wpływem obcych mocarstw na lokalne wybory (nie, Rosja paktu nie podpisała), ze złośliwym oprogramowaniem, łamaniem praw autorskich, ale także wspólne dbanie o dostępność treści w sieci i brak dyskryminacji.

To nie pierwsza taka inicjatywa. W 2017 r. podejmowano już próby zawiązania wspólnej koalicji, która miałaby zadbać o uregulowanie spraw w sieci. Rozmowy w ramach Narodów Zjednoczonych nie były zbyt owocne, a ich uczestnicy rozjechali się, nie ustaliwszy nic konkretnego. Tym razem stało się inaczej. Deklarację podpisało 51 przedstawicieli krajów, w tym wszyscy członkowie Unii Europejskiej, ale też Japonia czy Korea Południowa. Inicjatywa nie miałaby jednak wielkich szans powodzenia, jeśli nie brałyby w niej udziały firmy technologiczne, mające realny wpływ na kształt sieci.

Deklarację podpisały Microsoft, Google, Oracle czy Facebook, a także liczne organizacje pozarządowe zajmujące się między innymi monitorowaniem internetu.

Emmanuel Macron nie przekonał wszystkich. Deklaracji nie podpisali kluczowi gracze.

Nie wszyscy przywitali deklarację z otwartymi ramionami. To, że Chiny odmówiły jej odpisania, było raczej do przewidzenia. Jednym z kluczowych punktów deklaracji jest walka z cenzurą w sieci, a na ograniczenie jej komunistyczna partia raczej nie ma ochoty się godzić. Nieprzesadnie zaskakujące było też wyłamanie się Rosji, która jest regularnie oskarżana o próbę wpłynięcia na politykę innych krajów za pomocą swojej armii trolli. Większym zaskoczeniem było bez wątpienia powiedzenie pas przez Donalda Trumpa. Brak podpisu prezydenta Stanów Zjednoczonych na deklaracji może utrudnić wprowadzanie w życie zaleceń ustalonych przez sygnatariuszy.

Internet nie jest mityczną krainą wolności absolutnej, która istnieje poza granicami państw i ramami prawnymi.

Od dawna ogrom władzy jest w rękach przedstawicieli firm technologicznych. Wydaje się jednak, że ostatnio politycy coraz częściej, chcą przynajmniej część tej władzy odzyskać.

Dołącz do dyskusji