PlayStation 4 obchodzi w Polsce 5. urodziny. Konsola urosła do rangi symbolu, któremu nic nie może zagrozić

Artykuł/Gry 29.11.2018
PlayStation 4 obchodzi w Polsce 5. urodziny. Konsola urosła do rangi symbolu, któremu nic nie może zagrozić

PlayStation 4 obchodzi w Polsce 5. urodziny. Konsola urosła do rangi symbolu, któremu nic nie może zagrozić

PlayStation 4 właśnie stuknęło pięć lat w Polsce. Przez ten czas w społecznej świadomości mieszkańców Starego Kontynentu urządzenie Sony urosło do rangi symbolu gier wideo, radykalnie dominując krajowe rynki sprzedaży. Nawet te, które tradycyjnie należały do konkurencji. Jak do tego doszło?

Na świecie sprzedało się ponad 500 mln konsol z rodziny PlayStation i prawie 90 mln konsol PlayStation 4. Najnowsze gry na wyłączność Sony to najchętniej kupowane ekskluzywy w historii. Marka PlayStation jest silniejsza niż kiedykolwiek, co będzie miało długofalowe konsekwencje. Zmienia się bowiem społeczne postrzeganie konsoli. Tego, czym ona jest dla przeciętnego człowieka.

Znajomy mieszkający w Stanach z rozbawieniem wspominał, że dla jego matki każda konsola to było Nintendo. – Wyłącz to Nintendo – kobieta krzyczała zarówno w kierunku PlayStation 2, jak również Xboksa 360. W jej świadomości każda kolejna platforma do gier była właśnie Nintendo. Zmieniała się grafika, zmieniała się technologia, ale w świadomości rodzica istniał prosty obraz – jak gry wideo przed telewizorem, to Nintendo. Zadziałały szufladki. Zadziałała symbolika.

Trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy. Nintendo było pierwszą firmą, która zdominowała i podbiła zachodnie rynki po wielkim kryzysie w branży gier. Sprzedaż NES-a, GameBoy-a oraz DS-a była tak dobra, że dla wielu osób spoza świata gier i konsol każda nowa platforma była właśnie Nintendo. W przestrzeni publicznej powstał pewien schemat, którym posługiwali się rodzice oraz opiekunowie, aby ułatwić rozmowę z podopiecznymi.

Gdy znajomy wspominał te chwile, zdałem sobie sprawę, że u mnie było podobnie. Chociaż na odwrót.

Dla mojego ojca po dziś dzień każda konsola to PlayStation. Switch, Xbox One, PS4 – nie ma znaczenia. Mam odłożyć PlayStation i naprawić drukarkę, skoro już przyjechałem do rodzinnego domu. W oczach mojego ojca, który nie ma bladego pojęcia o grach wideo, każda konsola to szary plejak z 1994 r. Nie interesują go gry, więc po co ma się uczyć wszystkich nazw produktów. PlayStation i kropka, wiadomo o co chodzi.

Uproszczająca szufladka mojego ojca powstała jeszcze w minionym wieku. Kultowy PSX był pierwszą poważną konsolą, jaka trafiła pod nasz dach. Cały dom musiał słuchać, jak ucinam sekundy na torach w TOCA 2, jak Lara Croft strzela z uzi oraz jak Crash Bandicoot niszczy drewniane skrzynki. Do teraz pamiętam, jak w wielkim sekrecie katowałem Resident Evil 2, byle tylko rodzice nie odkryli, że gry mogą być również straszne, krwawe i przerażajace. Upiorne miasto Raccoon City zwiedzałem, gdy mama i tata już spali, z nosem na telewizorze CRT. Byle z głośników nie wydobywał się zbyt głośny skowyt żywych trupów. Byle nie obudzić domowników. Kapitalne czasy.

Potem pojawiły się inne platformy, ale wyłącz PlayStation pozostało. Trwa po dziś dzień. No i będzie trwało, bo pozycja PS4 w krajach Środkowej i Wschodniej Europy jest niezachwiana. Nie mam dostępu do aktualnych statystyk, ale jeszcze dwa lata temu na każdego kupionego Xboksa One w naszej części Europy przypadało pięć konsol PlayStation 4. Całkiem możliwe, że ta pięciokrotna przewaga rynkowa wciąż jest aktualna, w sam raz na piąte urodziny PS4 w Polsce. Znowu wracamy do symboliki.

Jak Sony udało się zdobyć tak wielką przewagę? Pomógł im sam Microsoft.

Gdybym był Philem Spencerem, w swoim biurze w Redmond miałbym na ścianie wielki plakat Dona Mattricka. Byłby przyklejony do tablicy korkowej, a ja dzień w dzień rzuciłbym w znienawidzoną twarz ostrymi lotkami. Oczy za 50 punktów, czoło za 20, pyszałkowaty uśmiech za 10. To właśnie Don Mattrick sprawił, że pięć lat temu gracze spojrzeli na Xboksa One jak na trendowanego. Jak na zaprzeczenie idei konsoli do gier. Niesamowite, jak chybiona wizja jednego człowieka może obrzydzić dobry produkt, nad którym w pocie czoła pracowano przez wiele długich lat.

Sony dostało opaskę lidera na złotym talerzu, podaną prosto pod nos. Wystarczyło po nią sięgnąć. W początkowej fazie rywalizacji Japończycy postawili na działania reaktywne. Zamiast forsować własną wizję konsoli, rozbrajali idiotyzmy Microsoftu. Xbox utrudnia wymienianie się grami? My nie. Xbox wymaga regularnego logowania się? My nie. Kinect jako zakup obowiązkowy? U nas to nie przejdzie.

Fani PS4 mogą się na mnie obrazić za to stwierdzenie o złotym talerzu podstawionym pod nos, ale nie oszukujmy się – pierwsze gry na wyłączność dla konsoli Sony nie były wielkimi hitami. Nie było tam diamentów na miarę późniejszego Bloodborne’a, Spider-Mana czy God of War. Driveclub, Killzone: Shadow Fall, InFamous 2 – dzisiaj już mało kto pamięta o tych produkcjach. Dlatego uważam i będę uważać, że pierwszy rozdział sukcesu PlayStation 4 nie został napisany dzięki sile Sony, ale słabości Microsoftu. BLAM. Dwadzieścia punktów.

W ciągu tych pięciu lat Sony udało się zaoferować niesamowitą bibliotekę gier na wyłączność.

Chociaż wielu zarzekało się, że „nie kupi konsoli dla jednej gry“, tak to właśnie działa. Te kilka tytułów wydanych w ciągu całej generacji platformy decyduje, komu powierzymy swoje środki. Z kolei Sony dostarczyło absolutnie genialne zestawienie hitów na wyłączność. Śmiem sądzić, że najlepsze w całej swojej historii. Bloodborne, Uncharted 4, Detroit: Become Human, Astro Bot, God of War, Ratchet and Clank, Marvel’s Spider-Man, Until Dawn – to wszystko najwyższa półka interaktywnej zabawy.

Oczywiście nie jest tak, że Xboksowi brakuje dobrych gier na wyłączność. Forza Motorsport i Forza Horizon to serie, które nie mają sobie równych. Tyle tylko, że cała reszta katalogu Microsoftu nie jest już tak udana. Sea of Thieves, State of Decay 2, Halo Wars 2 czy Gears of War 4 to bardzo przyjemne tytuły, ale nie na tyle dobre, żeby kupić z myślą o nich konsolę. Fajnie mieć je na dysku, ale mało kto pójdzie z myślą o nich do sklepu. Z kolei dla God of Wara, dla Uncharted, dla Spider-Mana ludzie byli w stanie to zrobić. Robią to zresztą dalej.

Marvel’s Spider-Man to najszybciej sprzedająca się gra na wyłączność Sony w całej historii marki PlayStation. Trudno o lepsze zobrazowanie tego, jak ważne we współczesnym świecie gier wideo są tytuły na wyłączność. Nie bez powodu Microsoft zakupił w ostatnich miesiącach masę zewnętrznych studiów deweloperskich. Firma zobaczyła, że rywalizacji o serca graczy nie wygra ani tańszą konsolą, ani ciekawymi programami abonamentowymi, ani wsteczną kompatybilnością. To przyjemne dodatki, ale środek ciężkości powinien leżeć gdzie indziej.

Koniec końców zawsze chodzi o nowe gry na wyłączność. O zaledwie 3 – 5 proc. tytułów z całego cyfrowego katalogu, za które fani każdej ze stron skaczą sobie do gardeł. Pod tym względem Sony osiągnęło mistrzostwo. Co najlepsze, nim PS5 stanie się faktem, czeka nas jeszcze The Last of Us Part II, Dreams, Days Gone oraz enigmatyczne Death Stranding od wizjonera Hideo Kojimy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement