Wyjechał do Kopenhagi z 300 zł w kieszeni. Ze zmywaka przeskoczył na fotel prezesa – sukces Jarka Owczarka w Danii

Artykuł/Biznes 07.11.2018
Wyjechał do Kopenhagi z 300 zł w kieszeni. Ze zmywaka przeskoczył na fotel prezesa – sukces Jarka Owczarka w Danii

Wyjechał do Kopenhagi z 300 zł w kieszeni. Ze zmywaka przeskoczył na fotel prezesa – sukces Jarka Owczarka w Danii

Dziś Jarek Owczarek jest jednym ze współtwórców kopenhaskiej firmy technologicznej, Contractbook, ale jego początki na Zachodzie wcale nie były takie różowe.

Jarek Owczarek kończy 2018 rok jako CPO (dyrektor odpowiedzialny za produkt) duńskiego Contractbooka, cyfrowej platformy do zarządzania kontraktami. Zajmuje się rozwojem aplikacji webowej, rekrutacją i tworzeniem firmowej kultury. Dekadę temu trafił na studia do Kopenhagi, którą wymarzył sobie po krótkiej wizycie i porównaniu z doświadczeniami z polskiego technikum.

Łapałem się wtedy każdej dorywczej pracy, aby tylko zyskać swobodę w podejmowaniu decyzji. Chciałem być całkowicie niezależny, a na dodatek strasznie podobała mi się perspektywa studiowania w międzynarodowej szkole – wspomina Jarek.

Wyjechałem spod Wrocławia mając trzysta złotych w kieszeni. Tyle miało mi wystarczyć na start – dodaje.

Dostał się na upragniony kierunek – mulitmedialnej komunikacji i projektowania, gdzie nauczył się tworzyć internetowe projekty. Początki nie były jednak łatwe. Chwytał się wielu prac dorywczych, aby się utrzymać. Pracował na budowie czy jako barman w kopenhaskich restauracjach i barach.

Miałem tak przez całe studia. Wszystko by osiągnąć ten upragniony długoterminowy cel – opisuje. Czy było ciężko? – Tak, ale również warto – dodaje.

Z drugiej strony, to podczas studenckich imprez bardzo często powstają pomysły na biznes czy zespoły, które będą je w przyszłości realizowały. Pożegnanie się z akademikowymi imprezami może być więc złym wyborem pod kątem zapoznawania się z ewentualnymi współpracownikami. Jarek starał się jednak zachować odpowiedni balans. Kiedy realizował projekt na studiach trafił na spotkanie z dwójką znajomych kolegi z zespołu. Chcieli porozmawiać o pomyśle na startup, więc umówili się w lobby jednego z hoteli.

Podchodzimy do stolika, przy którym siedzi dwóch młodych, dobrze ubranych, przystojniaczków-biznesmenów. Rzucam „Hi” a jeden z nich odpowiada po polsku: „No cześć!” – wspomina Jarek.

Tym kimś był Filip Hunger, Polak urodzony w Danii. Rodak wkrótce stał się wspólnikiem Jarka, z którym dzielił pierwsze niepowodzenia w biznesie. Wraz z drugą osobą przy stoliku – Nielsem Brochnerem – stworzyli aplikację mobilną, czyli miejski przewodnik oparty na personalnych preferencjach użytkowników.

Doświadczenie użytkownika było tworzone na podstawie testu osobowości. Bazując na nim sugerowaliśmy miejsca do odwiedzenia, takie jak bary, restauracje, hotele, kawiarnie. Wszystko dopasowane do odpowiednich preferencji – wyjaśnia Jarek.

Kolejno: Viktor Heide, Niels Brochner i Jarek Owczarek. Współtwórcy Contractbooka.

Niestety, wouworld trafiła wkrótce na smartfonowe cmentarzysko. Choć działała, to trójce młodych przedsiębiorców nie udało się zbudować wystarczającej bazy użytkowników i zarabiającego modelu biznesowego. Skończyły się im pieniądze, które zainwestowali z własnych oszczędności.

Próbowaliśmy podtrzymać firmę przy życiu, ale w końcu musieliśmy powiedzieć stop. Teraz nie czekałbym tak długo. Albo powolna śmierć i liczenie na cud, albo twarda decyzja, wyciągnięcie wniosków i zmiana koncentracji – opisuje Jarek.

To niepowodzenie nie ostudziło jednak przedsiębiorczych zapędów Polaka. Choć Filip przeniósł się do branży nieruchomości, to na jego miejscu pojawił się Viktor Heide, z którym Jarek pracował wcześniej w branży usług alko-gastronomicznych.

Trio zrezygnowało ze startupowania i przeniosło swoją uwagę na bezpieczniejszy biznes, związany z przygotowaniem oprogramowania dla klientów.

Jednym z pierwszych projektów nowej agencji było stworzenie platformy do zarządzania umowami. Po zbadaniu rynku okazało się, że pomysł jest na tyle ciekawy, że software house zechciał być nie tylko jego wykonawcą, ale i zarządcą.

Okazało się, że rynek jest nienasycony. Uzgodniliśmy, że zainwestujemy czas i pieniądze, i stworzymy pierwszą wersję produktu – wspomina Jarek.

Po pierwszych testach okazało się, że potencjał jest ogromny. Nie było to takie oczywiste na samym początku, bo przecież większość kontraktów i tak przepływa teraz przez sieć. O tym, że jest jeszcze dużo do zrobienia świadczyć może choćby niedawna premiera Pergaminu, polskiego startupu, który oferuje platformę do online’owego tworzenia umów.

Jarek tym bardziej chciał zaangażować się w projekt, że doświadczył już konsekwencji niedopracowania strony formalnej, co okazało się bardzo kosztowne. Teraz nie zajmuje się żadną nową kwestią bez podkładki, ale nie zawsze tak było.

Na początku zdarzało się nam angażować w projekty, które nie były dokładnie sprecyzowane i brakowało dokumentu podpisanego przez strony zaangażowane – zdradza Jarek. – Innym razem klient podbierał nam pracowników, bo nie zapisaliśmy w umowie o wykonanie projektu klauzuli o zobowiązaniu o niekonkurowaniu – dodaje.

Wkrótce projekt zyskał nazwę Contractbook i rozwinął się w firmę zatrudniającą kilkadziesiąt osób.

Pomogło mu unijne rozporządzenie znane jako RODO, które nałożyło na przedsiębiorstwa konieczność odpowiedniego zarządzania danymi, w tym umowami. Znajomość polskich realiów także okazała się nieoceniona. Jarek zatrudnia dziś bowiem wielu swoich rodaków, którzy pracują dla niego zdalnie z Polski.

Miło jest mieć polskie DNA w zespole – mówi Jarek. – Moje wychowanie, korzenie i znajomość kultury pomogły mi nie raz, także w pozyskaniu polskich klientów – dodaje.

Z duńskiej perspektywy widzi, że programiści są znakiem rozpoznawczym Polski. Sam kraj postrzegany jest zaś przez Duńczyków jako prężnie rozwijający się, choć nie na tyle, aby wydać firmę odnoszącą globalny sukces. Na taki liczy ze swoim startupem, który niedługo ma wejść także do Polski.

Jarek (po prawej) wykorzystuje dziś swoje polskie pochodzenie w biznesie.

Ze zmywaka na fotel prezesa.

Historia Jarka pokazuje, że ciężka praca i wyrzeczenia popłacają w długim okresie i potrafią odwdzięczyć się z nawiązką. Dziś nie wyobraża on sobie zarządzania własną firmą, bez drogi łączącej studia z pracą fizyczną.

Ta droga mnie ukształtowała. Jest bezcenna – wyjaśnia. – Polecam każdemu, aby zaakceptował własną ścieżkę i patrzył na nią krytycznie, aby złapać odpowiedni dystans. Zastanowienie i wyciąganie wniosków z przeszłości jest kluczowe w rozwoju. I to nie tylko biznesu – podsumowuje.

Dołącz do dyskusji

Advertisement