iPad Pro 11 po tygodniu – wciąż nie mogę się nacieszyć

Recenzja/Sprzęt 24.11.2018
iPad Pro 11 po tygodniu – wciąż nie mogę się nacieszyć

iPad Pro 11 po tygodniu – wciąż nie mogę się nacieszyć

Nowy tablet Apple’a pojawił się w moim domu ponad tydzień temu, a ja nadal się nim zachwycam, ilekroć biorę go do ręki. iPad Pro 11 ma jednak kilka irytujących wad, chociaż wielu dałoby się łatwo uniknąć.

iPad Pro 11 oczarował mnie już w trakcie prezentacji, a po zobaczeniu go w sklepie wiedziałem, że nie tyle muszę, ale chcę go mieć. Nowego urządzenia nie mogłem jednak kupić od ręki, więc miałem sporo czasu, żeby ochłonąć i przemyśleć zakup. Kilka razy byłem już o krok od anulowania zamówienia.

Dotychczas korzystałem z modelu iPad Air 2, który nadal jest sprawny, ale i brak głośników stereo daje się we znaki, i jego prędkość działania pozostawiała już nieco do życzenia. Po długich rozważaniach uznałem jednak, że skoro ostatni tablet kupiłem 4 lata temu, to mogę zrobić sobie prezent na urodziny.

Chęć posiadania nowej zabawki wygrała z rozsądkiem, a iPad Pro 11 trafił w moje ręce.

Postawmy sprawę jasno: zdaję sobie sprawę, że dla osoby, która nie zajmuje się profesjonalnie obróbką grafiki, nowy iPad Pro to zbędny wydatek. Do tego tablet, nawet z klawiaturą, nie zastąpi mi nadal w pracy komputera. Używam go głównie do przeglądania wiadomości, czytania komiksów i oglądania seriali.

Nie przeszkadza mi to jednak być niezmiernie zadowolonym z zakupu. Nowy tablet Apple’a należy do tej kategorii urządzeń, z których korzystanie daje geekowi, tak po prostu, ogromną frajdę. iPad Pro 11 jest jak słuchawki AirPods, czytnik e-booków marki Kindle czy Poke Ball Plus do konsoli Nintendo Switch.

A do tego nowy tablet Apple’a jest absurdalnie szybki.

Procesor ma taki zapas mocy, że pewnie nigdy go nie wykorzystam. Przewijana treść aż fruwa pod palcem. iPad Pro 11 wydaje się nawet szybszy od iPhone’a XS, co jest pewnie zasługą ekranu ekranu odświeżanego w 120 Hz. Wspierały to co prawda starsze iPady Pro, ale jak wspomniałem, przesiadłem się z modelu Air 2.

Nie jest to jednak zaskoczeniem, jeśli spojrzeć na specyfikację. iPad Pro 11 to przecież maszyna, która ma w przyszłości poradzić sobie bez zająknięcia z obsługą pełnego Photoshopa, wtłoczonego na mobilny system operacyjny. Liczę na to, że posłuży mi przynajmniej tak długo, jak poprzedni model.

Niezmiernie podoba mi się też design urządzenia.

Jestem przekonany, że i pod tym względem iPad Pro 11 się źle nie zestarzeje. Przypomina stylistyką iPhone’a 5s, który do dzisiaj niezwykle mi się podoba. Ma to jednak swoje minusy – iPad Pro 11 jest ciut cieńszy od iPada Air 2, ale sprawił wrażenie grubszego, właśnie przez kanciaste krawędzie.

Na dłuższą metę trzyma się go jednak wygodniej. Ostre krawędzi w modelu Air 2 potrafiły po czasie powodować dyskomfort, którego tutaj nie ma. Nowy tablet Apple’a mógłby być za to nieco lżejszy, ale ta masa jest pochodną nieco większych wymiarów oraz ekranu o wyraźnie większej powierzchni.

Front w iPadzie Pro 11 jest dzięki temu śliczny.

Ekran i obudowa mają zaokrąglone rogi tak jak nowe iPhone’y i Apple Watche. Czerń na panelu LCD nie zlewa się wprawdzie z ramkami tak, jak w wyświetlaczach typu OLED, ale na jakość obrazu nie mogę narzekać. Kolory są żywe, a oglądając wideo, nie ma się już wrażenia, że patrzy się na mały telewizor. Przez okno.

Ramki dookoła ekranu oczywiście nie są tak cienkie, jak w iPhone’ach. Ba, te boczne są nawet grubsze niż w poprzednim modelu mniejszego iPad Pro! Na górnej krawędzi zamontowano jednak Face ID bez uciekania się do notcha, a Apple zdecydował się jednak na zachowanie symetrii. To była dobra decyzja.

Wątpliwości mam natomiast co do Face ID.

Z uwierzytelniania za pośrednictwem skanowania twarzy korzystam od roku i je lubię. W tablecie Face ID sprawdziło się jednak niestety gorzej niż w smartfonie. Po kilku dniach Face ID się poprawił, bo sztuczna inteligencja z czasem uczy się twarzy użytkownika, ale i tak częściej muszę teraz wpisać kod.

Bywa, że stawiam tablet w takiej pozycji, że kamerka po prostu nie ma szans mnie objąć swoim polem widzenia. Akurat w tej kategorii urządzeń Apple mógł czytnik linii papilarnych upchnąć w dolną krawędź, skoro jest na niej miejsce, a z Touch ID firma nie rezygnuje całkowicie, bo dodaje go teraz do komputerów.

Tak jak jednak Touch ID mi brakuje, tak nie miałem też żadnego problemu z brakiem przycisku Home.

Byłem jednak na to przygotowany. iOS 12 wprowadził obsługę gestów znanych z iPhone’a X i jego następców również w starszych tabletach, więc korzystałem z nich w iPadzie Air 2. Przycisk potrzebny mi był tylko do odblokowania urządzenia i natychmiastowej autoryzacji.

Touch ID jednak zniknęło, a iPad Pro 11 obsługuje do tego funkcję tap-to-wake, która pozwala wybudzić urządzenie dotknięciem ekranu w dowolnym miejscu. Jeśli trzymam tablet w dłoniach, to od razu po stuknięciu w wyświetlacz widzę rozwijające się powiadomienia po autoryzacji Face ID.

Po wyjęciu tabletu z pudełka zrozumiałem też, że gołe urządzenie nie ma u mnie racji bytu.

Smart Cover stał się dla mnie integralną częścią iPada Air 2. Tablet bez etui jest nieporęczny – nie da się go postawić na stole podczas odtwarzania wideo, a odkładając go, ryzykuję porysowanie obudowy albo ekranu. Nie schowam go do kieszeni ani nie postawię na stacji dokującej, tak jak telefonu.

Planowałem zakup Smart Keyboard Folio i miałem nawet zamówiony egzemplarz, który miał dotrzeć do mnie kilka dni później niż tablet, ale zrezygnowałem. Ten sprzęt i tak nie zastąpi w pełni MacBooka, więc wybrałem się do sklepu po zwykłe etui… klnąc pod nosem, że do iPada Pro 11 nie ma Smart Coverów.

Okazało się, że Smart Folio to najlepszy case do tabletu, jaki Apple kiedykolwiek wyprodukował.

Było to zaskoczenie, bo nie przyjrzałem się temu akcesorium podczas prezentacji – z początku chciałem kupić wersję z klawiaturą. Po zmianie zdania byłem przeświadczony, że Smart Folio to kolejny case, który zakrywa plecki razem z krawędziami – a ja od zawsze od Smart Case’ów wolałem Smart Covery.

Po rozpakowaniu Smart Folio uświadomiłem sobie, że nowe etui do tabletów Apple’a nie bez powodu dostało nową nazwę. Zamiast przyczepiać się na magnes do krawędzi, Smart Folio przyczepia się magnetycznie do całej powierzchni plecków! Chroni tablet z obu stron, ale nie pogrubia go specjalnie.

iPad Pro 11 nie jest oczywiście urządzeniem bez wad.

O większości z nich wiedziałem zresztą przed zakupem. Z większą masą, brakiem wsparcia dla Thunderbolt 3 przy podpinaniu monitorów i jednoczęściową ładowarką o mocy zaledwie 18 W się pogodziłem. Inne, takie jak brak obsługi pamięci zewnętrznej przez USB-C, dałoby się pewnie rozwiązać aktualizacją systemu.

iPad Pro 11 ma jednak pewien poważny minus, który wynika ze specyfiki iOS-a – chodzi o skalowanie aplikacji. Nie tylko nadal wiele programów nie ma wersji przygotowanych pod tablety, a część wyświetla się tylko w trybie pionowym, ale do tego doszły kolejne problemy z kompatybilnością.

A to dlatego, że iPad Pro 11 ma ciut inne proporcje niż wszystkie inne tablety Apple’a.

Podczas oglądania na pełnym ekranie wideo w poziomie czarne pasy są węższe, w trybie pełnoekranowym ucinane jest mniej treści. iPad Pro 11 lepiej sprawdza się też podczas czytania komiksów – paski po bokach są węższe. Do tego dochodzi oczywiście dłuższa przekątna, a co za tym idzie, większa powierzchnia.

Wynika to z tego, że w widoku poziomym ekran o proporcjach 1,43:1 (4,29:1) jest proporcjonalnie nieco szerszy niż w innych iPadach, w których wynoszą one 4:3. Nadal jest jednak wyższy i to sporo niż w tabletach z panoramicznymi wyświetlaczami. Apple trafił chyba w złoty środek.

Dobre wrażenie psuje fakt, że część aplikacji z tego powodu nie wykorzystuje całej powierzchni wyświetlacza.

W trybie pionowym tego aż tak nie widać. Na wyższym wyświetlaczu nad przestarzałą aplikacją wyświetlany jest pasek status z czarnym tłem, pod nią znalazło się miejsce na pas z białym indykatorem Home. Dramat robi się dopiero w widoku poziomym – aplikacje mają wtedy już czarne pasy na każdej krawędzi.

Sytuacja nieco się poprawiła zanim odebrałem swój egzemplarz, ale wiele programów wciąż czeka na aktualizację – i to nawet pomijając te rodzynki bez wersji tabletowej lub bez widoku poziomego. Są to m.in. Facebook, Allegro, Ceneo, Amazon, Audibile, Google Analytics, Google Maps, Yelp, IMDb, HBO GO i Prime Video.

Przestarzałe aplikacje wyświetlają też starszą klawiaturę ekranową.

To potęguje frustrację, bo w nowej przycisk przełączania liter na cyfry i znaki specjalne oraz przycisk do zmiany języka i wyboru innej klawiatury są zamienione miejscami. I to się raczej nie zmieni w aktualizacji, by zachować spójność ze Smart Keyboard Folio. Pozostaje czekać na deweloperów.

Mam do Apple’a o to ogromny żal, bo sytuacja cyklicznie się powtarza. Firma nie wyciągnęła wniosków i nie wymusiła na deweloperach pisania aplikacji z myślą o przyszłości, by odpowiednio skalowały się niezależnie od tego, jakie rozdzielczości i proporcje będą miały urządzenia z iOS w przyszłości.

Jestem przekonany, że gdyby Apple zaczął odrzucać programy niespełniające tych wymogów, zmotywowałby deweloperów.

Owszem, byłoby to dla nich uciążliwe, ale zaoszczędziłoby im to pracy w przyszłości po wydaniu kolejnych modeli. Mogłoby to przy okazji rozwiązać problem aplikacji, które nie mają obsługi trybu poziomego lub iPadowej wersji nie mają w ogóle. Tych też jest jeszcze cała masa.

Instagram, PeoPay, PayPal i JakDojade wyświetlają się w pionie w proporcjach 16:9, a tekst jest w nich brzydko rozmyty. Uber, MyTaxi, Audioteka i Pokemon GO z kolei mają pełnoekranowe wersje, ale tylko pionowe. Nie da się z nich korzystać w trybie podzielonego ekranu, ani nawet wydzielić do pływającego okna.

Nie jest to wada, która dyskwalifikuje sprzęt, ale i tak jestem rozczarowany.

Złego słowa nie powiem za to na obiektywy. Te montowane w tabletach zawsze były dużo gorsze niż w telefonach. iPad Pro 11 otrzymał jednak kamerę True Depth i główny aparat bazujące na tych z iPhone’ów. Pewnie zacznę z nich korzystać, gdy akurat będę miał tablet w dłoni. A zdarza się to coraz częściej.

Wcześniej korzystałem z telefonu średnio dwukrotnie częściej niż z tabletu. Teraz proporcje się odwróciły. Nawet jeśli jednak wezmę na to poprawkę, to i tak negatywnie oceniam czas pracy na jednym ładowaniu w porównaniu do 4-letniego iPada Air 2.

Taka cena większego ekranu w połączeniu ze szczuplejszą obudową. Na szczęście nie sprawia to, że muszę ładować tablet częściej niż raz dziennie, a i tak zawsze wieczorem przed snem podłączam go do ładowarki. A kolejnego dnia iPad Pro 11 jest teraz pierwszym urządzeniem elektronicznym, które biorę do ręki.

Dołącz do dyskusji