Wear OS na szybko i sportowo. Fossil Sport – pierwsze wrażenia

Relacja/Sprzęt 20.11.2018
Wear OS na szybko i sportowo. Fossil Sport – pierwsze wrażenia

Wear OS na szybko i sportowo. Fossil Sport – pierwsze wrażenia

Atrakcyjny, szybki, lekki, z całym kompletem możliwości i aplikacji, a do tego z rozsądną ceną. Nowy Fossil Sport zapowiada się na jeden z ciekawszych zegarków z Wear OS w tym roku. Miałem już okazję przyjrzeć mu się bliżej.

Przyznam się już na samym początku – nie jestem przesadnym fanem Wear OS. Ale od razu po krótkim kontakcie z Fossilem Sport zdecydowałem się zarezerwować sobie miejsce w kolejce po egzemplarz testowy, żeby poświęcić mu trochę więcej czasu.

Dlaczego?

Nowy procesor = szybciej i lepiej

Fossil Sport na lewej ręce. Na prawej – Q Explorist dla porównania.

Do tej pory smart zegarki z Wear OS pracowały w zdecydowanej większości w oparciu o nieco już leciwy układ Snapdragon Wear 2100. Fossil Sport zmienia ten stan rzeczy i jest jednym z pierwszych urządzeń, które w swoim wnętrzu skrywają zupełnie nowy chip – Wear 3100.

Co oznacza to dla użytkownika? Przede wszystkim całość będzie działać dużo sprawniej i widać to już na pierwszy rzut oka. Nie jest to może gigantyczna zmiana w wydajności, ale możemy zapomnieć o większości drobnych przestojów czy klatkowaniu animacji, które znamy ze sprzętów ze Snapdragonem 2100. Większe aplikacje dalej potrzebują chwili na uruchomienie, ale i tak startują szybciej, niż na zegarkach ze starszym układem.

Mam nadzieję, że niedługo uda mi się sprawdzić, jak 3100 spisuje się na co dzień. Ale jedno jest pewne – szukając zegarka z Wear OS, zdecydowanie powinniśmy najpierw przyjrzeć się uważniej tym, które w specyfikacji mają wylistowany nowszy z procesorów Qualcomma.

Tym bardziej, że wydajność to nie jedyna zaleta zmiany pod maską.

Więcej życia bez doładowywania…

Czas pracy zegarków z Wear OS na jednym ładowaniu z całą pewnością nie jest ich mocną stroną. Przykładowo Fossil Q Explorist, którego aktualnie testuję, przeważnie wytrzymuje od rana do późnego wieczora albo ranka następnego dnia i na tym kończy się jego przygoda z daleka od kabla. Choć w teorii powinien działać do 24 godziny bez ładowania.

Fossil Sport powinien być pod tym względem dużo lepszy. Przy czym czas ogólnej pracy, gwarantowany przez akumulator o pojemności 350 mAh, wynosi według producenta „ponad 24 godziny”. Ile dokładnie ponad? Tego niestety nie wiem i muszę poczekać na egzemplarz testowy.

Jeśli jednak przyjrzeć się informacjom na temat Snapdragona Wear 3100, Fossil Sport powinien wyróżniać się przede wszystkim czasem pracy na jednym ładowaniu podczas użytkowania GPS. Do tej pory dla zegarków z Wear OS było to zaledwie kilka godzin. Teraz ma być dużo, dużo lepiej, co może być istotne dla tych, którzy nie tylko od czasu do czasu wyjdą pobiegać na pół godziny, ale i np. co weekend wyskoczą w góry na dłuższy wypad.

… i jeszcze trochę więcej.

Sport to ten najmniejszy – po lewej.

Fossil Sport wyposażony został w dodatkowy tryb niskiego zużycia energii. Po tym, jak po – przynajmniej teoretycznie – dobie nasz akumulator dotrze do kresu swoich sił (9 proc. naładowania), Sport przełączy się w tryb normalnego zegarka, w którym będzie m.in. wyświetlał godzinę.

W takim trybie powinniśmy bez problemu wytrzymać z daleka od ładowarki kolejne dwa dni. Tak, nie będziemy mieć dostępu do większości jego funkcji, ale przynajmniej np. podczas dłuższego wyjazdu nie będziemy musieli chodzić z zegarkiem z czarnym ekranem.

Jest leciutki!

Pomimo tego, że Fossil Sport ma ekran o standardowej średnicy 1,2″, a do tego całkiem sensowny akumulator, całość jest bardzo, bardzo lekka. Odświeżająca odmiana po tym, jak większość producentów zdecydowała się robić wielkie, masywne zegarki, które podczas nawet krótkiego biegania czy jazdy na rowerze stają się uciążliwe.

Owszem, Sport na ręce leży nieco mniej premium niż np. Fossil Q Explorist, ale coś za coś – biegać wolałbym właśnie ze Sportem.

Fossil Sport będzie przy tym dostępny w dwóch rozmiarach – 41 mm i 43 mm. W obu przypadkach koperta ma grubość 12 mm.

Sport = Sport

Jak dobry będzie Fossil Sport podczas treningów – o tym dopiero się przekonam. Ale na papierze ma właściwie wszystko, co jest niezbędne, żeby był sensownym wyborem do uprawiania amatorskiego sportu.

Jest czujnik tętna, jest GPS, jest całodobowe monitorowanie aktywności, obsługiwane przez niezłe Google Fit. Do tego – w końcu to Wear OS – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby np. podczas biegania zamiast z Google Fit korzystać ze Stravy czy aplikacji Nike. Słuchać muzyki możemy natomiast np. ze Spotify.

Jedyne, co trochę rozczarowuje, to fakt, że pomiary tętna w ciągu dnia nie są realizowane w sposób ciągły, ale co 20 minut.

Można w nim pływać.

Tak, nie tylko brać prysznic czy pluskać się w wannie, a po prostu pływać.

Można go dostosować do własnych preferencji.

Fossil produkuje zegarki już na tyle długo, że doskonale wie, że jedna wersja kolorystyczna i kilka pasków wcale nie muszą wystarczyć wszystkim. Dlatego Sport sprzedawany będzie w kilku różnych wersjach – od m.in. szarej, przez czerwoną i niebieską, aż po złotą.

Do tego dochodzi jeszcze wybór pasków – Sport jest zgodny ze standardowymi paskami 22 mm, więc wybór mamy ogromny.

Ma Google Pay.

Tutaj wiele nie trzeba wyjaśniać. Płacenie zegarkiem to druga najlepsza forma płatności na świecie – tuż obok płatności smartfonem.

Ma Wear OS.

Nie jest to może (jeszcze) najlepszy system operacyjny na świecie, ale w najnowszej odsłonie zaczyna prezentować jakiś potencjał i staje się naprawdę używalny.

Ale o tym więcej w recenzji Sporta i wcześniej w recenzji Q Explorista…

W oczekiwaniu na odpowiedzi

Na część moich pytań dotyczących Fossila Sport udało mi się znaleźć odpowiedź już podczas prezentacji. Zegarek faktycznie jest lekki – jak przystało na zegarek sportowo-treningowy – a jednocześnie jest solidnie wykonany i może się podobać. Do tego działa odrobinę szybciej niż modele korzystające z poprzedniej generacji Snapdragona i ma na pokładzie wszystko, co może być niezbędne na co dzień – od GPS i pomiaru tętna, aż po aplikacje i płatności Google Pay.

Jest jednak kilka elementów, które trzeba będzie zweryfikować. Czy faktycznie wytrzyma dłużej na jednym ładowaniu podczas treningu? Czy ponad 24 godziny na jednym ładowaniu faktycznie będą osiągalne? Czy GPS i pomiar tętna będą na tyle skuteczne, że będzie można polecić ten sprzęt osobom lubiącym aktywniejszy tryb życia?

Pozostaje też pytanie o polską cenę. W Stanach Zjednoczonych zegarek kosztuje 255 dol., czyli zauważalnie mniej od np. Galaxy Watcha czy Apple Watcha. Jak uda się tę różnicę w cenie przetłumaczyć na polską walutę?

O tym wszystkim – mam nadzieję – przekonamy się już niedługo.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement