Prezydent, żarówki czy bielizna? Dla Facebooka nie ma znaczenia czego dotyczy reklama

Artykuł/Social media 08.11.2018
Prezydent, żarówki czy bielizna? Dla Facebooka nie ma znaczenia czego dotyczy reklama

Prezydent, żarówki czy bielizna? Dla Facebooka nie ma znaczenia czego dotyczy reklama

Brytyjska komisarz chce, żeby politycy na całym świecie zastanowili się nad tym, jak uregulować Facebooka. Samoregulacja ewidentnie nie działa. 

Niedawno brytyjski ICO, Information Commisioner’s Office, wlepił Facebookowi karę wysokości 640 tys. dol. I choć to najwyższa możliwa kara, jaką ICO mogło zasądzić, to raczej nie zasiała popłochu na wysokich szczeblach firmy. Co innego to, co właśnie w parlamencie brytyjskim powiedziała komisarz Elizabeth Denham.

Droga komisjo od RODO, zerknij Facebookowi na ręce.

Może się okazać, że kara nałożona przez ICO to tylko początek znacznie bardziej dotkliwych finansowo przygód Facebooka z europejskimi komisjami. Szczególnie tymi, które interesują się tym, jak firma chroni dane swoich użytkowników.

Komisarz postanowiła zwrócić na Facebooka baczniejszą uwagę irlandzkiej Komisji ds. Ochrony Danych, czyli temu organowi Unii Europejskiej, który odpowiada za przestrzeganie przepisów wprowadzonych przez RODO. Komisarz chciałaby, żeby przyjrzano się bliżej niepokojąco dokładnemu systemowi targetowania reklam, który zbiera rozsiane po całym internecie informacje o naszych przyzwyczajeniach, zachowaniach i interakcjach w sieci. Kary za złamanie RODO są drakońskie i wynoszą 4 proc. globalnego obrotu firmy. W wypadku Facebooka to aż 1,6 mld dol

Wybór prezydenta to co innego niż wybór żarówek.

Komisarz zwróciła uwagę na to, że Facebook, a wraz z nim różne inne podmioty zaangażowane w kampanie wyborcze z zatrważającym brakiem szacunku traktują prywatne dane użytkowników.

Wybranie kolejnego prezydenta, burmistrza czy następnej partii rządzącej to jedne z najważniejszych politycznych decyzji dokonywanych w życiu przeciętnego obywatela. Ponieważ w tym procesie zasadza się sama idea demokracji, powinien podlegać nieco innym zasadom niż wybranie kolejnego proszku do prania. Tymczasem kampanie prowadzone w mediach społecznościowych opierają się na takich samych zasadach bez względu na to, czy ich sponsorzy próbują nas namówić do głosowania na konkretnego kandydata, czy do wybrania konkretnej marki majtek.

Samoregulacja ze strony mediów społecznościowych w tym wypadku nie wystarczy. Demokracja jest po prostu zbyt ważna, żeby powierzyć ją dobrej woli i sumieniu szefów korporacji technologicznych. W końcu ich modele biznesowe opierają się na wykorzystaniu jak największej liczby danych. To jak proszenie tygrysa, żeby może jednak przestał ciągle jeść mięso i rozważył poszanowanie prawa do życia uciekającej przed nim antylopy. Powodzenia.

Samoregulacja nie działa, mówi komisarz, i trudno się z nią nie zgodzić, patrząc na to, jak Facebook próbował zwiększyć przejrzystość wśród reklam politycznych. Narzędzie, które uruchomił, okazało się fantastyczne do szerzenia kłamstw i dezinformacji. Trzymając się metafory z sawanny — to jakby zbudować specjalny wodopój dla antylop, sprowadzić je tam i mieć nadzieję, że te niedobre lwy się sprawą nie zainteresują i nie przerobią go na swoją jadłodajnię. Powodzenia.

Dołącz do dyskusji

Advertisement