Dziś opowiem wam o tym, jak Bill Gates postanowił zostać Królem Sedesów

Felieton/Technologie 07.11.2018
Dziś opowiem wam o tym, jak Bill Gates postanowił zostać Królem Sedesów

Dziś opowiem wam o tym, jak Bill Gates postanowił zostać Królem Sedesów

Jedną z nielicznych zalet tego, że jesteśmy krajem, który ciężko doświadczył największych tragedii XX wieku – wojny i komunizmu – jest fakt, że w naszym kraju wszystko jest względnie nowe. 

Chwilowo jestem we Włoszech i tradycyjnie już w tzw. Starej Europie dobijają mnie tutejsze łazienki. Stare, z abstrakcyjnymi rozwiązaniami, jak mamy pecha to trafimy też na dziurę w ziemi, Włosi dodają do siebie jeszcze pare bonusów w postaci nieprzyzwoitego wręcz syfu, niezależnie od tego, czy akurat jest to stadion San Siro czy niezła przecież restauracja w pobliżu Duomo. Dramat.

Kiedy więc nad ranem przeczytałem nagłówek o Billu Gatesie, od razu poczułem nieprawdopodobny przypływ empatii wobec problemu. Tych cywilizacyjnych problemów z ubikacjami doświadczymy zresztą w wielu krajach za granicą, bo a to podwójne krany (ok, to element kulturowy), a to za małe rury. My w Polsce musimy gonić, budować się. I nawet nie dostrzegamy jak mamy wszystko nowe, a zarazem zadbane i czyste. To jest fajne.

Bill Gates chce zostać Królem Sedesów

Jakkolwiek trudno w to uwierzyć, są kraje, które w kwestii sanitarnej są sto lat nawet za Włochami. I Bill Gates w swojej działalności filantropicznej zdecydował się na to, by rozwiązać złożony problem.

To nie żart – co roku pół miliona dzieci poniżej piątego roku życia traci życie z powodu złych warunków sanitarnych. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że tylko 39 proc. ludzi na całym świecie korzysta z w miarę bezpiecznej ubikacji (i ja w to wierzę – tutaj podałbym przykład Dworca Centralnego, ale niestety mają najlepsze publiczne kibelki w całej Warszawie, a może i Europie – a już na pewno lepsze niż w mediolańskiej operze La Scala).

Źródło: Fundacja Billa i Melindy Gates.

Brudne kibelki mogą zabijać natychmiast i pośrednio. Natychmiast, bo mogą przenieść patogeny E. Coli, wirusowego zapalenia wątroby typu A i E, mogą powodować zapalenie płuc czy biegunkę, które mają naprawdę imponujące statystyki zabójstw, zwłaszcza wśród dzieci. Ponadto – zwraca uwagę Business Insider – w mniej cywilizowanych krajach, by skorzystać z toalety, jeśli takowej nie mamy w ogóle, trzeba się udać na stronę. Na przykład do lasu, co nie jest bezpieczne wśród dzikiej przyrody czy w strefach ogarniętych konfliktami. Płacimy za to wszyscy, ponieważ brak dobrych warunków sanitarnych kosztuje świat 223 miliardy dolarów rocznie – w zwolnieniach lekarskich i nakładach na służbę zdrowia.

A więc mamy argument, zgodnie z którym rozwiązanie problemu brudu w toaletach jest nie tylko ważne, słuszne, ale i pożyteczne. Na tyle pożyteczne, że miliarder i filantrop chce z nim walczyć.

Bill Gates chce zostać królem życia

Jeśli przecieracie oczy ze zdumienia widząc, że Kralka pisze o brudnych ubikacjach na łamach Spider’s Web, na swoje usprawiedliwienie dodam, że nawet Bill Gates otwarcie przyznaje – „10 lat temu nie pomyślałbym, że będę wiedział tak wiele na temat kupy”.

Choć Włosi mogliby się z tym nie zgodzić, naczelną przyczyną ww. problemów jest nie tyle brak higieny, co brak właściwej kanalizacji. Dlatego Gates chce zrobić światowym kibelkom to, co zrobił lata temu światowym komputerom – wyrwać je ze scentralizowanego systemu.

Zdecentralizowana kanalizacja jest możliwa, ale sporo kosztuje. Wydano 200 milionów dolarów i przeznaczono 7 lat życia na testy nowego projektu w Indiach, Chinach i całej Afryce. Równocześnie przygotowano kilka różnych rozwiązań, opierających się na nieco innych zasadach. Jednak większość tych założeń ma wiele elementów wspólnych – zasilanie energią słoneczną oraz przerabianie (na różne sposoby) odchodów na czystą wodę, która następnie jest używana do celów sanitarnych. Tak jest, dobrze czytacie. Kibelkowe perpetuum mobile.

Technologia wyciągania z naszych odchodów tego, co najlepsze, wydaje się mieć zresztą o wiele większy potencjał sanitarny i gospodarczy, a tej misji Gates planuje poświęcić się w przyszłości. Skoro Bill Gates dał radę z Windows 95 wyciągnąć to, czym system jest dzisiaj, pozostaje z optymizmem mieć nadzieję, że Amerykanin z każdej kupy wyciągnie coś dobrego.

Dołącz do dyskusji

Advertisement