Apple pod rządami Tima Cooka? Steve Jobs lubi to

Felieton/Technologie 05.11.2018
Apple pod rządami Tima Cooka? Steve Jobs lubi to

Apple pod rządami Tima Cooka? Steve Jobs lubi to

Czy Apple byłby inną firmą, gdyby nadal kierował nim Steve Jobs? Śmiem twierdzić, że nie.

Tim Cook z racji pełnionej w Apple funkcji porównywany jest do Steve’a Jobsa, a każda jego decyzja gdzieś na świecie komentowana jest stwierdzeniem, że Jobs zachowałby się inaczej.

Cook od początku nie miał łatwego zadania. Gdy Jobs ostatecznie przekazał mu stery Apple’a, w sierpniu 2011 r., dało się słyszeć głosy, że naturalnym następcą powinien być Jonathan Ive. A przecież Cook sprawdził się jako menadżer, gdy zastępował Jobsa również w 2004 i 2009 r.

Wybór Jobsa nie był przypadkowy. Cook okazał się świetnym organizatorem. To on odpowiadał pod koniec ubiegłego wieku za sanację systemu produkcji i dystrubucji. Systemu, który generował potężne koszty i był mało wydajny. Fabryki w Stanach Zjednoczonych, Irlandii i Singapurze miały obsługiwać regiony świata, w których się znajdowały, tymczasem – jak zauważa Leander Kahney, biograf Jony’ego Ive’a – płyty główne komputerów Apple’a przemierzały kolejne zakłady produkcyjne w odległych rejonach świata, choć było to wbrew logice.

Tim Cook dokonał rewolucji. W 1999 r. przeniósł produkcję iMaca do fabryk LG, a w kolejnym roku rozpoczął współpracę z Foxconnem. Wytwarzanie PowerBooków i iBooków również zlecono na zewnątrz. Tym samym udało się zredukować koszty magazynowe. Równolegle wdrożono system zarządzania zasobami umożliwiający dostosowywanie wysokości produkcji w oparciu o prognozy tygodniowe. Apple przeszedł na model just in time z czasem magazynowania towaru zredukowanym z 36 do 2 dni, co pozwoliło zaoszczędzić setki milionów dolarów.

Jonathan Ive był bratnią duszą Jobsa w Apple.

Gdy Steve Jobs wrócił do Apple’a w 1997 r. szybko nawiązał bliską relację z Ive’em. Ten ostatni pracował w firmie od 1992 r., a w 1996 r. został szefem działu projektowego. Jobs tłumaczył swojemu biografowi, Walterowi Isaacsonowi, że Ive nie tylko rozumie biznes i marketing, ale lepiej niż ktokolwiek pojmuje to, co robi Apple.

Jeśli miałbym wskazać mojego duchowego partnera w Apple, byłby nim Jony. On i ja wspólnie wymyślamy większość produktów i dopiero potem wciągamy w to innych, pytając: „Hej, a co wy o tym myślicie?” – mówił Jobs.

Dalej szef Apple stwierdził, że Ive nie tylko potrafi uchwycić szeroką perspektywę, ale i skupić się na najdrobniejszych detalach. Jobs nadał mu uprawnienia, jakich nie miał nikt w firmie poza nim, co podkreślił w rozmowie z biografem.

Ostatecznie to Cook, a nie Ive został szefem Apple’a. Dlaczego? Bo sam Ive tego nie chciał. Jak przypomina Kahney, Ive nie był zainteresowany prowadzeniem firmy i aspektami związanymi z zarządzaniem globalnym przedsiębiorstwem. Powiedział to zresztą głośno, gdy w jednym z wywiadów stwierdził, że interesuje go wyłącznie wzornictwo i projektowanie produktów.

Apple Tima Cooka.

Kilka dni temu Apple zaprezentował doskonałe wyniki kwartalne. Przy tej okazji ogłoszono, że spółka przestanie raportować sprzedane iPhone’y, iPady czy Maki. Komentując tę decyzję Przemysław Pająk napisał ważne słowa, dotyczące zmiany, jaka dokonała się pod rządami Tima Cooka.

Apple stał się uporządkowanym do bólu wielkim konglomeratem, skrytym za armią księgowych, wyciskających każdy grosz z fana – stwierdził redaktor naczelny Spider’s Web.

Trudno nie zgodzić się z faktem, że Apple z Cookiem u sterów przeobraził się. Firma jest organizacyjnie uporządkowana i próbuje dywersyfikować źródła przychodów. Apple w 2018 r. to przedsiębiorstwo, które mocno stawia na sprzedaż usług i – jak zauważył Przemek – chce „monetyzować lojalność klientów” korzystających z jego produktów.

To wszystko nie odziera Apple’a z owej magii, której pod rządami Cooka ma brakować. W DNA firmy nadal można wyczuć bardzo silny rys Steve’a Jobsa. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą Ive’a i produktów tworzonych pod jego kierownictwem.

Ive jako Chief Design Officer raportuje bezpośrednio do Cooka. Na stronie firmy możemy przeczytać, że „odpowiada za całe wzornictwo Apple’a, w tym wygląd sprzętu, interfejs użytkownika, opakowania, główne projekty architektoniczne, takie jak Apple Park i sklepy detaliczne”. Można zatem stwierdzić, że wszystkie aspekty wzornicze, na które patrzymy, musiały być zaakceptowane przez Ive’a.

To Ive’owi i jego starannie wybranemu zespołowi zawdzięczamy choćby pięknego iPada Pro, zaprezentowanego w ubiegłym tygodniu. To on jest łącznikiem między Apple’em Jobsa i Apple’em Cooka. Wieloletnia współpraca CDO Apple’a z jego CEO przy powstawaniu kolejnych produktów zaowocowała stanem rzeczy, w którym Ive’a nie można sprowadzić tylko do roli depozytariusza spuścizny Jobsa. Był on bowiem pełnoprawnym uczestnikiem procesu twórczego i projektowego. Razem z nim współtworzył najważniejsze urządzenia.

Apple pędzi dzięki sile rozpędu nadanej przez Jobsa?

Pozycja Apple’a, zwłaszcza na rynku smartfonów, jest dziś zgoła inna niż za czasów Jobsa. Przez lata konkurencja nauczyła się projektować doskonałe urządzenia, które bez kompleksów mogą stawać w szranki z iPhone’ami, a pod pewnymi względami je przewyższają. To dlatego tak często można dziś przeczytać, że firma odcina kupony od spuścizny Jobsa. Inni twierdzą, że swój sukces zawdzięcza sile rozpędu, nadanego jej przez zmarłego w 2011 r. szefa.

Interesujące jest to, że jeszcze za jego życia, zarówno Ive jak i Cook protestowali przeciwko utożsamieniu firmy z jej CEO. Mimo bardzo bliskiej relacji szef działu projektowego był bardzo wyczulony na sytuacje, gdy Jobs przywłaszczał sobie jego pomysły. Z kolei Cook w charyzmatycznej przemowie do inwestorów i analityków w 2009 r. głośno podkreślał pracę grupową i znaczenie wartości reprezentowanych przez przedsiębiorstwo, które mają przetrwać niezależnie od tego, kto będzie stał na jego czele.

Odniesienia do Jobsa pojawiają się także przy okazji wpadek Apple’a. „Steve przewraca się w grobie”, „ta firma zatraciła jego ducha” – to tylko dwa przykłady lubianych stwierdzeń. Tymczasem każdy, kto pamięta Jobsa, dobrze wie, że potrafił być arogancki i nie znosił sprzeciwu. Dość przypomnieć szum wokół anteny w iPhonie 4. CEO firmy i Ive uparli się na ramę ze szczotkowanego aluminium, mimo że były przeciwskazania konstrukcyjne i wątpliwości dotyczące działania anteny. Zwyciężyły walory wzornicze. Pokłosiem była tzw. Antennagate i powstałe na bazie odpowiedzi Jobsa stwierdzenie „trzymasz go źle”. W iPhonie 4S błąd naprawiono.

Jobs był niewątpliwie wizjonerem, ale nie był zawieszony w próżni i nie działał sam.

Po jego śmierci w Apple’u nadal pracują ludzie współodpowiedzialni za ogromny sukces. Równie ważny jest fakt, że Ive i Cook pełnią swoje funkcje dzięki namaszczeniu przez Jobsa. Choć Apple w 2018 r. jest już w zgoła innym miejscu niż w 2011 r., jedno pozostaje niezmienne: produkuje sprzęt i oferuje usługi, które Jobsowi by się podobały. DNA marki zostało zachowane. Świadczyć o tym może paradoksalnie również to, że dziś Apple jest krytykowany dokładnie za to, co kilka lat temu.

 

* Cytat słów Steve’a Jobsa pochodzi z książki Waltera Isaacsona pt. „Steve Jobs” wydanej przez wydawnictwo Insignis.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement