Trzeba się dzielić? Podobno. Warto się dzielić? Na pewno. Gdzie i czym może się dzielić fan technologii?

Trzeba się dzielić? Podobno. Warto się dzielić? Na pewno. Gdzie i czym może się dzielić fan technologii?

Trzeba się dzielić? Podobno. Warto się dzielić? Na pewno. Gdzie i czym może się dzielić fan technologii?

Podobno trzeba się dzielić. I faktycznie czasem zdarza mi się to robić z dobroci serca. Przede wszystkim jednak warto się dzielić, a poniżej przedstawię kilka popularnych usług, które taką funkcję posiadają.

Dzielenie się samo w sobie jest szczytnym zjawiskiem. Świat technologii generalnie jednak wytworzył pewnego rodzaju modę na robienie rzeczy grupowo, za to taniej. Mało kto już dziś pamięta Groupon, czyli zakupy grupowe. Ale polscy fani np. zegarków bardzo chętnie zaglądają na Massdropa, gdzie przy odpowiedniej liczbie zadeklarowanych kupujących, można wynegocjować u producenta bardzo konkurencyjne ceny.

Streaming dla singli jest wręcz nieopłacalny.

O ile jeszcze Spotify za 20 złotych jest do przełknięcia, tak pakiety Netflixa wydają się dość drogie dla przeciętnego Polaka, a ceny mają jeszcze dodatkowo wzrosnąć. Na szczęście większość popularnych usług posiada możliwość udostępniania naszego konta określonej grupie zainteresowanych osób. Dzięki temu można rozegrać to bardziej strategicznie. Albo dzielimy się z dobroci serca, albo umawiamy, że każdy płaci rachunek co 2, 3, czasem nawet 4 miesiące. Oczywiście każda z ofert ma swoich branżowych odpowiedników, jak chociażby Tidal, Showmax czy HBO GO.

Wadą takiego rozwiązania jest fakt, iż wiele osób niestety nie czyta uważnie umów licencyjnych tego typu serwisów, a te – ma to miejsce np. w przypadku pakietu Office – nakładają dość daleko idące wymogi, by osoby stanowiły jedno gospodarstwo domowe były ze sobą spokrewnione lub spowinowacone i tym podobne. Mimo wszystko jest to jednak bardzo rozsądny i chyba jedyny słuszny sposób korzystania z tego typu usług. Sam niedawno podskoczyłem na pakiet Spotify za 30 złotych i porobiłem konta moim rodzicom!

W podobny sposób zdają się zresztą kombinować operatorzy.

I znów – rynkowa potrzeba już była. Jakiś czas temu poprzenosiłem na swoje nazwisko i do jednej sieci numery mojej mamy i mojej babci – żebym już na spokojnie mógł organizować im sprawy komórkowe. Cała operacja zajęła mi pół roku, a i tak mam dwa rachunki, bo jakoś sensownie (i zarazem tanio) inaczej się tego zgrać nie udało.

Nowa oferta T-Mobile uczy się trochę od serwisów strumieniujących, tworząc pakiety rodzinne. Im więcej bliskich podepniemy do naszej umowy, tym niższy jest rachunek dla każdej z tych osób. Przykładowo – jedna osoba płaci 50 złotych. Dwie – po 40 złotych każda. Trzy i więcej – po 35 złotych. A 35 złotych per capita za nielimitowane rozmowy, SMS-y i internet to już dobra cena nawet w starciu z wirtualnymi operatorami. Podobnie można sobie skonstruować pakiet ze smartfonami i np. Samsung Galaxy A6 kosztuje dodatkowe 90 zł miesięcznie dla singla, ale już trzy Samsungi to koszt rzędu 75 złotych za sztukę. Ciekawa koncepcja.

BlaBlaCar to jedna z najbardziej klasycznych form oszczędzania przez współdzielenie.

Z carsharingu zrodził się tez Uber, który dziś jednak przywodzi raczej na myśl narzędzie łączące z nami kierowców ze Wschodu, którzy wcale się nie dzielą, a po prostu pracują. Dzieleniem jest natomiast z całą pewnością MyTaxi Match, który – wprawdzie z udziałem profesjonalnego taksówkarza – pozwala nam zbierać ludzi na naszej trasie i tym samym optymalizować koszty przejazdu. Grupowy transport taksówką? To coś nowego, ale sam pomysł jest genialny w swojej prostocie.

A skoro Uber, to UberEats, czyli jedzenie. Również na Lunchroom.pl podzielimy rachunek na jedzonko ze znajomymi lub współpracownikami. A co, jeśli generalnie kupujemy rzeczy w dużych paczkach, a potem pojawia się tradycyjny problem z rozliczeniami? Tutaj z pomocą przychodzi nam aplikacja Splitwise, idealna na przykład na grupowe wyjazdy. Każdy rachunek dzielimy na wszystkich przez aplikację i przynajmniej da się ustalić, ile i kto komu „wisi”.

Przede wszystkim oprogramowanie. Opcja ta rozwija się wprawdzie stopniowo i jeszcze nie zawsze działa, ale coraz częściej w usługach dla graczy pojawia się możliwość udostępniania naszej biblioteki gier lub gier przyjaciołom czy członkom rodziny. Swoje formy sharingu przedstawia między innymi Steam, Origin czy PlayStation. Podobnie w przypadku programów – nie ze stuprocentową skutecznością, ale aplikacjami z bliskimi możemy dzielić się między innymi w App Store.  W podobny sposób na „dzielenie się” podatne są niemal wszystkie serwisy hostingowe, działające w chmurze, w tym m.in. iCloud czy Dropbox.

Naprawdę chciałbym tę wyliczankę podsumować jakimś określeniem, że dzielić się trzeba, ale w obliczu tak cynicznie wyprowadzanego dowodu, że dzielenie bywa przede wszystkim opłacalne finansowo, sferę idei pozostawię sobie na inną okazję.

 

* Wpis powstał przy współpracy z T-Mobile.

Dołącz do dyskusji

Advertisement