Wielki powrót do pierwszej ligi. Sony Xperia XZ3 – recenzja

Recenzja/SW Testuje 04.10.2018
Wielki powrót do pierwszej ligi. Sony Xperia XZ3 – recenzja

Wielki powrót do pierwszej ligi. Sony Xperia XZ3 – recenzja

Dziś do sprzedaży trafiła nowa Xperia XZ3. Ja ze smartfonem Sony spędziłem już ponad dwa tygodnie – czas więc odpowiedzieć na pytanie, czy warto go kupić.

Długo zastanawiałem się, dla kogo jest ten telefon. Kosztując 3399 zł Sony musi się liczyć z tym, że wkracza na terytorium gigantów. Terytorium, na którym przez jakiś czas firma przestała się liczyć.

Za takie same pieniądze możemy mieć doskonałego Samsunga Galaxy S9. Jak dobrze poszukamy, znajdzie się iPhone X. I nie wspominam nawet o Huawei P20 Pro, który nie tylko dorównuje najmocniejszym rywalom, ale jest od nich również tańszy.

Gdzie więc jest tu miejsce dla Xperii?

Odpowiedź na to pytanie zamieściłem w osobnym tekście:

Xperia XZ3 to smartfon na wskroś multimedialny.

6-calowy wyświetlacz OLED HDR regularnie serwuje naszym oczom niebiańską ucztę, a głośniki stereo dbają o równie wysoki poziom wrażeń akustycznych. Gdy założymy na głowę słuchawki Bluetooth, oczaruje nas również jakość bezprzewodowego audio.

Audio przewodowe to nieco inna kwestia, ale dla tych, którzy wciąż chcą korzystać ze słuchawek „po kablu”, w zestawie znalazła się przejściówka z USB-C. Sony ma w swojej ofercie również dodatkowy adapter, umożliwiający jednoczesne ładowanie telefonu i słuchanie muzyki. Dla każdego coś miłego.

Moje ponad dwa tygodnie z Xperią XZ3 pochłaniała konsumpcja treści – od maratonów seriali na Netfliksie, po trzy przeczytane e-booki w aplikacji Kindle’a, która na OLED-owym wyświetlaczu wygląda obłędnie, zostawiając nas sam na sam z książką. Słuchałem podcastów, strumieniowałem audio przez Bluetooth w samochodzie.

Jednak nie samymi multimediami człowiek żyje. Jak Xperia XZ3 spisuje się w pozostałych aspektach?

Oprogramowanie miód-malina.

Wybaczcie mi to nieco prowincjonalne porównanie, ale trudno lepiej określić wrażenia płynące z obsługi Xperii. Sony robi w zakresie oprogramowania naprawdę solidną robotę od czasów pierwszej Xperii XZ. Nie znajdziemy tu bezużytecznych duplikatów aplikacji – skoro są Zdjęcia Google, to nie ma Galerii. Skoro jest Gmail, to nie ma Poczty. Skoro jest Chrome, to nie ma przeglądarki producenta. I tak dalej…

Również wygląd interfejsu nie jest na siłę udziwniony. To czyściutki wizualnie Android, w dodatku w swojej najnowszej wersji 9.0. Oznacza to, że na skrajnie lewym pulpicie znajdziemy strumień informacji Google, a wybrani szczęśliwcy (w tym wyżej podpisany) skorzystają również z Asystenta Google, skrytego pod przyciskiem home.

Sony dorzuca od siebie w zasadzie tylko dwa dodatki i… w sumie to nie wychodzi na nich zbyt dobrze. Topowy bajer producenta to boczny sensor – po dwukrotnym puknięciu w krawędź urządzenia wysuwają się z niej skróty do aplikacji. Coś jak wiszący przycisk w Samsungach i Huawei, po naciśnięciu którego rozwija się menu.

Wszystko pięknie. Dostęp do aplikacji w podręcznym menu byłby bardzo wygodny, gdyby nie to, że boczny sensor jest mocno niezdecydowany. Niezależnie od wybranego ustawienia czułości raz wybudza się bez przyczyny, raz nie wybudza się wcale. Działanie tej funkcji było na tyle losowe, że po kilku dniach po prostu ją wyłączyłem.

Drugim dodatkiem Sony jest Ekran Dostosowany do Otoczenia, czyli po prostu tryb ambient display. Na wygaszonym ekranie OLED wyświetlają się podstawowe informacje o godzinie i powiadomieniach.

Ten dodatek bardzo się Sony udał, ale… nie obyło się to bez konsekwencji. Więcej o tym za chwilę.

Wydajność z najwyższej półki.

Snapdragon 845 połączony z 4 GB RAM-u i czystym oprogramowaniem musiał przełożyć się na płynną pracę telefonu. Osobiście nieco żałuję, że nie ma tu 6 GB RAM-u jak w Xperii XZ2 Premium, ale nawet przy 4 GB Xperia XZ3 wzorowo radzi sobie z wielozadaniowością.

Smartfon zawsze działa płynnie i szybko. Z wyjątkiem jednego, jedynego miejsca, gdzie animacji zdarza się „chrupnąć” – pulpitu. To nie żart. Xperia XZ3 działa wzorowo w najbardziej wymagających zastosowaniach, nagrywa wideo w 4K, odpala najbardziej wymagające gry, ale animacja zmiany pulpitu najwyraźniej ją przytłacza.

Mam nadzieję, że firma szybko naprawi ten błąd stosowną aktualizacją, bo przez takie „chrupnięcie” na pierwszym ekranie można odnieść całkowicie mylne wrażenie, że Xperia XZ3 ma problemy z płynnością działania. A tak nie jest.

O aparacie niestety nie mogę mówić w superlatywach.

Uwierzcie, chciałbym, żeby ta sekcja miała inny wydźwięk, ale… nie da się. Przykro mi to mówić, ale Sony Xperia XZ3 nie ma najlepszego aparatu. Nie jest nawet w pierwszej piątce.

W dobrych warunkach oświetleniowych z pojedynczego, 19-megapikselowego sensora można wycisnąć całkiem niezłe rezultaty, aczkolwiek konkurencja radzi sobie znacznie lepiej.

Obrazek w większości przypadków jest sztucznie wyostrzany. Kolory rzadko kiedy odpowiadają realnym barwom, jakie widzimy własnymi oczami.

Najbardziej jednak kuleje zakres dynamiczny. W sytuacji, gdzie jest dużo cieni i prześwietleń, możemy być niemal pewni, że Xperia XZ3 wyprodukuje przepalone zdjęcie. Co gorsza, do najlepszych nie należy także autofocus, który często ma problemy z zablokowaniem się na konkretnym punkcie i ustawicznie „myszkuje”, co nierzadko kończy się nieostrymi ujęciami.

Jeszcze gorzej wygląda kwestia zdjęć nocnych. To nie jest smartfon, którym przyniesiecie dobre zdjęcia z imprezy lub wieczornego spaceru.

Jakość fotek strzelanych w kiepskich warunkach oświetleniowych zwyczajnie nie przystoi smartfonowi kosztującemu tyle pieniędzy, a do tego im ciemniej, tym większe problemy ma autofocus, który w skrajnych sytuacjach potrafi kompletnie odmówić współpracy.

Z aparatu Xperii XZ3 można wyciągnąć piękne ujęcia, nie przeczę. Po odpowiedniej obróbce w aplikacji pokroju Snapseed czy Lightroom Mobile zdjęcia mogą wyglądać naprawdę dobrze. Ale to, co zyskujemy „prosto z aparatu”, nie zasługuje na pochwały.

Niejako na odkupienie win głównego aparatu dostajemy całkiem przyzwoity 13-megapikselowy aparat przedni.

Kamerka do selfie robi zdjęcia lepsze od wielu telefonów konkurencji, aczkolwiek ma te same problemy z zakresem dynamicznym co główny sensor.

Niebo jest kompletnie przepalone.

Drogie Sony – mogło być lepiej.

Sytuacji nie ratuje też wideo, które jest najwyżej przeciętne. Nie nagramy filmu w 4K 60 fps, a jeśli chcemy stabilizacji obrazu, musimy pogodzić się z obniżeniem jakości do FullHD 30 fps.

Cieszy za to fakt, że tryb super slow-motion w końcu zaczyna jakoś wyglądać i choć mega-spowolnienie uzyskujemy ledwie na ułamki sekund, to pozwala ono na tworzenie ciekawych filmików na potrzeby festiwalu próżności w mediach społecznościowych.

Szkoda. O ile Sony Xperia XZ3 jest doskonałym urządzeniem do konsumpcji treści, tak definitywnie nie poleciłbym jej jako narzędzia do ich tworzenia.

Na tym nie koniec wad.

Pierwszą i najważniejszą jest czas pracy na jednym ładowaniu. Ogniwo o pojemności 3330 mAh wystarcza na jeden dzień pracy… o ile nie jest to zbyt intensywny dzień pracy i o ile nie korzystamy z Ekranu Dostosowanego do Otoczenia. Już tłumaczę.

Gdy ambient display uruchomiony jest przez cały czas (czyli tak, jak w większości smartfonów z OLED-ami) zużywa on naprawdę dużo energii. Obserwowałem pomiary uważnie przez cały czas trwania testów i zazwyczaj zużycie spowodowane tym trybem wynosiło od 10 do 22 proc. całości.

Sytuacja z czasem pracy znacząco poprawia się po wyłączeniu ambient display lub przełączeniu go w tryb inteligentny. Nie zmienia to jednak faktu, że ani razu nie udało mi się dobić do 4 godzin czasu włączonego ekranu, a też z reguły musiałem telefon podłączać do ładowania znacznie wcześniej niż faktycznie kończyłem dzień.

Taki sobie czas pracy z dala od gniazdka nie jest dla mnie problemem, jeśli mogę smartfon szybko podładować. W przypadku Xperii XZ3 niestety… nie mogę.

Tak – Xperia XZ3 nie ma szybkiej ładowarki w zestawie. Ba, nie obsługuje ładowania Quick Charge w ogóle!

Wynika to z faktu, iż na pokładzie nowej Xperii znajdziemy Androida 9.0 Pie, który nie wspiera ładowania QC, a jedynie ładowanie USB Power Delivery (PD). Dopóki więc Sony nie wprowadzi do oferty ładowarki obsługującej PD-charging, dopóty Xperia XZ3 będzie się ładować w ślimaczym tempie.

Oprócz akumulatora mam jeszcze dwa, może trzy drobne zarzuty.

Dwa z nich mogą być związane tylko z moim egzemplarzem testowym, co nie zmienia faktu, że wypada o nich wspomnieć.

Rozczarowała mnie jakość połączenia bezprzewodowego. Choć Xperia XZ3 wykorzystuje wszystkie najnowocześniejsze standardy łączności, regularnie miała problem z utrzymaniem stabilnego zasięgu sieci LTE, a nawet Wi-Fi.

Dobrze się domyślacie – dedykowanego spustu migawki nie użyłem ani razu.

Początkowo myślałem, że to zasługa legendarnie marnego zasięgu czterech sieci, ale nie – w tych samych miejscach Samsung Galaxy S8, odbierający sygnał tego samego operatora, nie miał żadnego problemu z zasięgiem. Podobnie było z Wi-Fi: Xperia XZ3 gubiła zasięg tam, gdzie Galaxy S8 i LG V30 nie miały najmniejszego problemu z jego utrzymaniem.

Do wyjęcia tacki SIM nie potrzebujemy narzędzi. Wystarczą paznokcie.

Okropnie irytującym drobiazgiem okazała się też praca sensora oświetlenia. Telefon kontrolował jasność wyświetlacza w sposób kompletnie losowy i skokowy, przez co bardzo często musiałem ręcznie regulować podświetlenie ekranu. Co gorsza, sensor miewa też spore problemy z rozpoznaniem, kiedy rozmawiamy przez telefon – kilka razy zdarzyło mi się niechcący zakończyć połączenie lub wcisnąć coś przypadkiem, bo ekran odblokował się w czasie rozmowy.

I w końcu – o ile sam raczej pogardzam pokrowcami na telefony, tak do Xperii XZ3 jest on bezwzględnie konieczny, bo konstrukcja, choć piękna, jest śliska jak mokra kostka mydła. Jeśli nie chcemy, żeby nowo zakupiony telefon zaliczył nieplanowany kontakt z chodnikiem dzień po zakupie, lepiej od razu zaopatrzyć się w jakieś etui.

Te wady nie przekreślają jednak smartfona jako całości. Sony Xperia XZ3 to bardzo udany produkt.

Wyjąwszy taki sobie aparat, po którym faktycznie mógłbym spodziewać się więcej i brak szybkiego ładowania w zestawie, nie mam argumentów za tym, by komukolwiek odradzić zakup nowej Xperii.

Sony dopieściło formułę, którą zapoczątkowała udana Xperia XZ2 i pokazało pięknie zaprojektowany, świetnie wykonany i – co dość niespotykane – ciekawy smartfon, który wyróżnia się z tłumu.

Chciałbym napisać, że Xperia XZ3 jest najlepszą Xperią w historii Xperii, ale tego nie napiszę. Ten tytuł bez dwóch zdań należy się Xperii XZ2 Premium, która – choć jest starszym smartfonem – pod kilkoma względami wyprzedza nowe urządzenie.

Nie da się jednak ukryć, że Xperia XZ3 ma kilka argumentów, by wybrać właśnie ją – począwszy od niższej o 600 zł ceny, na (subiektywnie) ładniejszym wyglądzie skończywszy. Gdybym oceniał XZ3 przez pryzmat samego wyglądu, byłaby to bez wątpienia najładniejsza Xperia w historii Xperii.

I to chyba najlepszy argument za tym, żeby nabyć Xperię zamiast dowolnego innego smartfona rywali. Xperia jest inna. Jest ciekawa. Wyróżnia się z tłumu. Gdy położyć ją obok urządzeń konkurencji, nie ma najmniejszych szans, by pomylić ją z innym telefonem.

Podtrzymuję opinię, którą wygłosiłem przy okazji pierwszych wrażeń – Sony wraca do czołówki. Ma w rękach naprawdę dobry produkt. Teraz wszystko w rękach ekipy od marketingu, która musi przekonać konsumentów, że warto wydać pieniądze na Xperię zamiast na Samsunga czy Huaweia.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji