PGA 2018 to ofensywa Nintendo, wtopa PlayStation i królestwo indyków

Relacja/Gry 13.10.2018
PGA 2018 to ofensywa Nintendo, wtopa PlayStation i królestwo indyków

PGA 2018 to ofensywa Nintendo, wtopa PlayStation i królestwo indyków

Największa growa impreza w Polsce w tym roku wydaje się bogatsza niż kiedykolwiek.

Jadąc na tegoroczną edycję Poznań Game Arena (12-14 października), nie wiedziałem, czego się spodziewać. Wiadome było, że brak Warsaw Games Week nieco przekształci format poznańskiej imprezy. Najwięksi wydawcy nie mając gdzie zaprezentować swoich hitów, mogli z rozmachem uderzyć na PGA. I rzeczywiście tak się stało, choć z różnym skutkiem.

Największe wrażenie robi z pewnością strefa Nintendo.

Firma przygotowała największą powierzchnię w historii polskich targów, większą nawet niż na wspomnianym Warsaw Games Week. Gracze mogą spróbować mnóstwa gier na Switcha – od przedpremierowego Super Smash Bros. Ultimate, przez premierowe Super Mario Party (tylko czemu wyłącznie z dwoma joy-conami, skoro to czteroosobowa gra?), po gry od zewnętrznych studiów: Wolfenstein 2: The New Order, Crash Bandicoot N.Sane Trilogy czy Skyrima.

W skład strefy wchodzi także miejsce, gdzie chętni mogą złożyć gadżety z Nintendo Labo lub przetestować te już złożone – m.in. wędkę, pianino czy robota. Świetna okazja by przekonać się, jak działa najnowszy wynalazek firmy. Ja przy kartonowym instrumencie miałem masę frajdy. Zresztą, przy symulacji transformersa też. Ostatnim elementem przestrzeni Nintendo jest turniejowy zakątek, w którym urządzane są turnieje w Mario Tennis Aces, Splatoon 2 czy wspomniane Super Smash Bros. Ultimate.

Kiedy zsumujemy to wszystko, wychodzi strefa pełna atrakcji, która podczas targów zrobiła na mnie największe wrażenie. To o tyle znamienne, że firma przecież przez wiele lat była dosyć nieobecna na polski rynku. A teraz proszę – wraz z rosnącą popularnością Switcha Wielkie N ewidentnie wraca u nas do łask.

Porządną strefę przygotował także Microsoft.

We współpracy z Ubisoftem zajął sześćset metrów kwadratowych, na których chętni mogą zagrać w najnowsze tytuły obu firm – mowa o Forzy Horizon 4, Assassin’s Creed Oddysey czy The Division 2. W strefie Xboksa znalazło się również miejsce na Shadow of the Tomb Raider i kilka innych mniejszych gier, z obowiązkowym Just Dance, mobilizującym targowiczów do wzmożonego machania rękami.

Najsłabiej wśród wielkich wydawców wypada strefa Sony. Umieszczona tuż przy bogatym Nintendo, zajmuje niby równie dużo miejsca, a w ogóle nie zachwyca. Chętni mogą pograć w kilka tytułów na PS VR lub tryb mulitplayer Call of Duty: Black Ops 4. I na tym koniec. Tak, w roku, w którym wyszedł God of War, Detroit: Become Human czy Marvel’s Spider-Man, Sony nie fatyguje się nawet, by zadbać o porządną strefę. Cóż, ze swoimi wynikami pewnie nie musi. Niemniej szkoda, że tak dobitnie to pokazuje. Choć jak się zastanowić, wśród dużych wydawców jeszcze gorzej wypada chyba EA, którego w ogóle zabrakło na targach.

PGA to dla mnie jednak przede wszystkim gry niezależne, czyli tzw. indyki. I tych jak zwykle jest tutaj pod dostatkiem. Ba, w tym roku podzielono je aż na dwie hale, co ciekawie obrazuje zjawisko dywersyfikacji tego typu gier. Na jednej hali są indyki “III” (od mainstreamowych gier wysokobudżetowych AAA), mające opiekę dużego wydawcy (jak 11 bit studios i Techlandu) lub zebrane pod wspólnym banerem Unreal Engine. Na drugiej są natomiast gry niezależne w najklasyczniejszym rozumieniu tego słowa – tytuły tworzone najczęściej bez wsparcia wydawcy przez skromne, kilkuosobowe zespoły. Na obu halach dało się znaleźć interesujące perełki, ale jednak…

…to klasyczna hala mniejszych indyków jak zwykle skradła moje serce.

Chodzi o tę atmosferę. Miejsca niby więcej niż w poprzednich latach, ale poszczególne studia i tak sąsiadują ze sobą ciasno rozmieszczone stoisko w stoisko, dając poczucie zwiedzania wielkiego, twórczego targu. Tylko zamiast autorskiej biżuterii czy rzeźb, oglądamy gry niezależne tworzone po godzinach przez entuzjastów, którzy teraz nieśmiało mierzą się z pierwszymi opiniami odbiorców.

Przy co drugim stoisku po ograniu dema twórcy pytali mnie z ciekawością o szczerą opinię, wytknięcie tego, co się podobało, a co wymaga poprawy. Czasami nawet podczas gry widziałem kątem oka jak deweloper zerka co robię i notuje coś w zeszycie. Praktycznie wszędzie spotykałem się z serdecznym przyjęciem i twórcami, którzy z przyjemnością mówią o swojej pracy.

Ma się tutaj poczucie obcowania z czymś prawdziwym, nieco surowym. Nie są to piękne (i często przekłamane) targowe dema, do których przyzwyczajają nas najwięksi deweloperzy na świecie, tylko kanciaste, czasami boleśnie niedopracowane fragmenty dynamicznie rozwijających się projektów. I jasne, czasami to „tylko” kolejna niezbyt urodziwa, pixelartowa platformówka retro dla hardkorów, ale zdarzają się też oryginalne tytuły, w których naprawdę drzemie duży potencjał. O których kiedyś będziemy mówić jako o „największych growych zaskoczeniach roku x”. Zestawienie najciekawszych indyków pojawi się zresztą na Spider’s Web już wkrótce.

Fantastycznym pomysłem jest też zabawa obecnej na targach Poznańskiej Gildii Graczy.

Ich Quest jest grą terenową, która polega na odwiedzaniu poszczególnych stoisk i wykonywaniu tam zadań, polegających najczęściej na zagraniu w daną produkcję. To bardzo dobry sposób, by zaktywizować uczestników targów do sprawdzenia wielu niepozornych gier niezależnych. Często gracze wolą bowiem trzymać się sprawdzonych, dużych marek. Dzięki Questowi PGG być może skuszą się na spróbowanie kilku indyków i zobaczą, że te gry mają często więcej do zaoferowania niż takie Call of Duty 15: Strzelający Żołnierze w Wybuchach 4.

Poznań Game Arena to również e-sportowe emocje; chętni mogą więc oglądać Mistrzostwa Polski ESL czy brać udział w turniejach League of Legends, Counter-Strike: GO, Rocket League i, oczywiście, Fortnite’a. Fortnite obecny jest zresztą chyba na co najmniej pięciu różnych stoiskach. Niemal każda hala ma swojego Fortnite’a, a na wejściu na teren targów uczestników wita wielki baner gry. To kolejny interesujący znak dobitnie komunikujący, że jesteśmy w 2018 roku. Jeśli natomiast miałbym wskazać mankament e-sportowego aspektu PGA, byłaby to z pewnością nieprzystępność.

Brakowało mi jakiejś czytelnej rozpiski tego, gdzie jakich turniejów oczekiwać – czy to w formie wyświetlaczy na halach, czy może wydrukowanego przewodnika. Wtedy ktoś, kto przyszedł na targi i nie interesuje się e-sportem, mógłby przynajmniej świadomie spróbować tej aktywności. A tak, pozostaje znajomość wcześniejszych ogłoszeń poszczególnych organizatorów turniejów. Albo przypadkowe obijanie się po halach i zastanawianie się, kto tutaj gra w LoL-a rekreacyjnie, a kto profesjonalnie.

Młodsi uczestnicy mogą spotkać się z ulubionymi youtuberami w strefie Stars4Fans, za którą jednak trzeba dopłacić. Deweloperzy natomiast jak zwykle będą zainteresowani przede wszystkim licznymi wykładami na temat tworzenia gier organizowanymi w ramach Game Industry Conference. Poza tym na PGA obecny jest, rzecz jasna, Giermasz, ale ci, którzy chcą przejrzeć koszyki z przecenionymi gram,i muszą przygotować się na odstanie dłuższego czasu w jeszcze dłuższej kolejce.

Już wczoraj, podczas VIP Day, kiedy było zdecydowanie mniej ludzi, tworzył się sznurek przed wejściem do strefy wyprzedaży.

Kolejek nie ma za to na hali, w której zebrały się różne sklepy oferujące skarby z marzeń sennych każdego szanującego się nerda.

Popkulturowe koszulki, gadżety z anime, figurki FunkoPop, plecaki, wycieraczki… Na PGA zawsze trudno powstrzymać się od kupienia sobie jakiegoś geekowskiego drobiazgu i nie inaczej jest w tym roku. O wiele mniej wyboru mają natomiast ci, którzy chcą coś zjeść, bo oprócz klasycznych stoisk z hot dogami czy średnią pizzą, na zewnątrz zebrała się tylko garstka food trucków. No, ale to nie Open’er Festival. Tutaj nie oczekuje się wszystkich kuchni świata, tylko portfelów z Fallouta.

Jak wspominałem, podczas pierwszego dnia było znacznie mniej osób ze względu na trzykrotnie droższe bilety, ale na halach i tak można było spotkać zaskakująco dużo osób. Dzięki temu już wczoraj dało się poczuć próbkę cosplayowego dobra.

Spotkałem puszystego Deadpoola, dwóch Jezusów Chrystusów (klasyk), postaci z Fortnite’a (a jakże), Dartha Maula…

W starciu Warsaw Games Week vs Poznań Game Arena zawsze wygrywało u mnie WGW. W tym roku WGW nie ma i na organizatorów PGA 2018 spadł dodatkowy ciężar oczekiwań. Muszę przyznać, że tegoroczna edycja robi solidną robotę w wypełnianiu pustki w sercu po warszawskich targach. Duża w tym zasługa Nintendo i Microsoftu, którzy pozwalają poczuć się trochę jak na wielkich, europejskich targach.

Poza tym jednak to stare, dobre PGA.

Pełne pięknie niepięknych gier niezależnych, e-sportowych turniejów, nerdowskich gadżetów, specjalistycznych wykładów i pozytywnych cosplayerów. Jeśli jest się graczem i chce się namacalnie poczuć częścią tej grupy, w tym roku nie ma w Polsce lepszej okazji niż Poznań Game Arena.

Dołącz do dyskusji

Advertisement