Przetestowałem pierwszą w Polsce stację benzynową, na której nie trzeba wysiadać z auta. I mam tylko dwa pytania

Premium/Technologie 24.10.2018
Przetestowałem pierwszą w Polsce stację benzynową, na której nie trzeba wysiadać z auta. I mam tylko dwa pytania

Przetestowałem pierwszą w Polsce stację benzynową, na której nie trzeba wysiadać z auta. I mam tylko dwa pytania

Podjeżdżam na stację, tankuję, zamawiam do tego jeszcze frytki z colą, płacę, odjeżdżam. Brzmi jak jakieś dobre 15 minut straconego czasu? Niekoniecznie – dzisiaj zajęło mi to mniej więcej 3 minuty. 

I nie, nie chodziło o to, że wyjątkowo w kolejce nie stały tłumy. Nie stałem w żadnej kolejce. Ba, nawet nie wysiadłem ani razu z samochodu.

Jak to tak? Gdzie to tak?

Na Orlenie, ale póki co – tylko jednym. Tym zlokalizowanym na MOP Michałowice przy drodze S8, pomiędzy Łodzią a Wrocławiem (w kierunku z Łodzi do Wrocławia). A dokładniej na jej odcinku pomiędzy Oleśnicą a Wrocławiem. To właśnie tam w ten wtorek uruchomiono Orlen Drive – pierwszą taką stację, gdzie nie trzeba nawet na chwilę wysiadać z auta, żeby zatankować i przy okazji kupić coś do jedzenia.

Oczywiście nie mogłem się zadowolić przeczytaniem komunikatu prasowego. Wsiadłem w samochód i postanowiłem zobaczyć tę nowość na własne oczy.

Trudności ze znalezieniem właściwej stacji nie miałem. Orlen Drive jest dość wyraźnie oznaczony już przy zjeździe.

Jeśli ktoś jednak spodziewał się całkowicie nowej stacji, może być rozczarowany. Na pozór wygląda ona jak każda inna.

No i gdzie te wszystkie szumnie zapowiadane nowości? Spokojnie, są. Wystarczy wjechać na specjalnie oznaczony pas. A właściwie wybrać jeden z dwóch pasów.

Jak widać, kolejki w okolicach południa przesadnej nie było.

Do czego służą te pasy? Prawy jest dla tych, którzy nie chcą tankować, a chcą po prostu coś zjeść i napić się czegoś, bez stania w kolejce i wychodzenia z auta.

Drugi natomiast przeznaczony jest dla osób, które chcą albo zatankować, albo zatankować i przy okazji coś zjeść. Również bez wysiadania z auta.

Swoją drogą – przydałby się jakiś dodatkowy pionowy znak określający funkcję tych pasów. Albo przegapiłem go na zjeździe, albo nie było go w ogóle. Więc na początek wjechałem oczywiście na zły tor.

Ostatecznie po zrobieniu małego zamieszania wybrałem pas do tankowania i zamawiania. Po czym stanąłem pod dystrybutorem, ustawionym w jednym szeregu ze zwykłymi dystrybutorami.

Tam zostałem przez miłego pana z obsługi zapytany o to, jakiego paliwa i za ile nalać. Oraz że jak przejadę metr do przodu, to mogę zamówić coś do jedzenia.

I tutaj mały problem, który wydłużył czas obsługi – nie miałem za bardzo pojęcia, co mogę zamówić.

Nie jadam zbyt często na stacjach benzynowych, więc nie wiedziałem ani co Orlen ma w ofercie, ani co powinno się na stacjach zwyczajowo zamawiać. Owszem, zaraz obok ekranu do zamawiania znajduje się dodatkowa budka, prezentująca wycinek oferty, ale i tak zdecydowałem się na najprostsze rozwiązanie – zapytałem obsługującej mnie pani „co jest w ofercie”. I wymienienie wszystkich produktów chwilę trwało…

Ostatecznie zdecydowałem się na colę pepsi i małe frytki. W końcu testy testami, ale nie ma co szaleć. Zostałem od razu poinformowany o łącznym koszcie zamówienia i okienku właściwym do uiszczenia opłaty, pan od obsługi dystrybutora poinformował mnie, że mogę już jechać, więc pojechałem – do okienka numer dwa.

A, i tak, oczywiście zaproponowano mi hotdoga. I nie, nie możemy przez intercom zamówić czegokolwiek z oferty np. sklepu na stacji. Gazeta? Nie. Cola? Nie, tylko pepsi. Jak tak można…

I tutaj właściwie kończy się ta niesamowicie krótka historia.

Frytki i pepsi otrzymałem natychmiast, bez trudów (pomijając moje drobne problemy z kartą…) zapłaciłem telefonem, podziękowałem i odjechałem.

Ani razu przez ten cały czas nie musiałem wysiadać z samochodu, co zdecydowanie w tę pogodę doceniłem.

Kilkudziesięciokilometrowy wyjazd po frytki, pepsi i kilkanaście litrów benzyny muszę zdecydowanie uznać za zakończony sukcesem.

I to wszystko? Coś jeszcze?

Tak, dostałem piłeczkę Orlenu za bycie pierwszym klientem danego dnia, co może sugerować, że póki co kierowcy jeszcze nie wiedzą, czym jest Orlen Drive, albo wolą postać w kolejkach.

Choć teoretycznie nie muszą, nawet jeśli wyjdą z auta i postanowią zapłacić na stacji. W centrum budynku ustawiono bowiem specjalne kioski (podobne np. do tych w McDonaldsie), za pomocą których można zamówić jedzenie albo opłacić paliwo – bez stawania w kolejce. Kiedy nasze zamówienie będzie gotowe, zostaniemy po prostu wywołani po numerku. 

Przyjemne? Jasne. Super innowacyjne? No nie wiem.

Pierwsze wrażenie to przede wszystkim: dlaczego to nie może tak wyglądać wszędzie i zawsze? Nie cierpię przerw w podróży, a do tego – kiedy jadę sam, ale z psem w bagażniku – zawsze szkoda mi wysiadać na dłuższą chwilę z auta. A tutaj nie dość, że cały proces zajmuje pojedyncze minuty, to jeszcze wymaga ode mnie co najwyżej uchylenia okna.

Z drugiej strony, jakoś trudno mi odczuć high-techowość tego rozwiązania. Niemal każdy kupował kiedyś jedzenie z samochodu w podobnym systemie i rozszerzenie tego o tankowanie wydaje się… po prostu normalne.

Można tylko zadać dwa pytania. Po pierwsze – dlaczego dopiero teraz? Po drugie – kiedy z takiego Orlen Drive będziemy mogli skorzystać na każdej stacji?

Dołącz do dyskusji

Advertisement