Oceany mogą być kluczem do ocalenia naszej planety. Naukowcy chcą je wykorzystać do walki ze zmianami klimatu

Artykuł/Nauka 09.10.2018
Oceany mogą być kluczem do ocalenia naszej planety. Naukowcy chcą je wykorzystać do walki ze zmianami klimatu

Oceany mogą być kluczem do ocalenia naszej planety. Naukowcy chcą je wykorzystać do walki ze zmianami klimatu

Oceany zajmują ok 70 proc. powierzchni naszej planety. Wykorzystanie tak dużego ekosystemu do walki ze zmianami klimatycznymi zachodzącymi na Ziemi może pomóc nam je powstrzymać.

Wielu ludzi nadal uważa, że cała ta zmiana klimatu na naszej planecie to w gruncie rzeczy nic wielkiego. Naukowcy prognozują, że do 2100 r. średnia temperatura na Ziemi wzrośnie o 2 st. C. 2 stopnie nie brzmią strasznie, prawda?

Niewiele osób rozumie w pełni te konsekwencje. Do tego informacje na temat globalnego ocieplenia są bardzo często bagatelizowane. Z różnych powodów. Zmiany, które musiałby przejść światowy przemysł, żeby ograniczyć emisję gazów cieplarnianych do zalecanych poziomów, kosztują fortunę. Dlatego naukowcy na całym świecie dwoją się i troją, żeby zaproponować najbardziej optymalne solucje na walkę z postępującym ociepleniem naszej planety.

Oceany mogą okazać się kluczem do ocalenia naszej planety.

Jednym z takich pomysłów jest optymalne wykorzystanie oceanów. Międzynarodowy zespół naukowców, którzy wykonali iście syzyfową pracę analizując ponad 1000 prac naukowych na temat walki ze zmianami klimatycznymi zachodzącymi w morskich ekosystemach, ma kilka takich propozycji. Nadrzędnym celem tej pokaźnej analizy było znalezienie najlepszych i w miarę uniwersalnych rozwiązań, które można by zastosować jak najszybciej. Oto wnioski, do jakich doszli.

Pierwszą, dość mało sensacyjną, ale bardzo skuteczną metodą według nich jest odnowa i ochrona przybrzeżnej roślinności. Jean-Pierre Gattuso z francuskiego Laboratoire d’Océanographie de Villefranche twierdzi, że większość linii wybrzeża w globalnym ujęciu to tereny niezamieszkałe przez ludzi, które przy odpowiedniej strategii ochrony występujących tam roślin mogą pochłaniać ogromne ilości dwutlenku węgla z atmosfery. Wystarczy im nie przeszkadzać.

Do tego samego celu możemy wykorzystać również fitoplankton, czyli mikroskopijne organizmy roślinne żyjące w morskiej wodzie. Żeby zwiększyć ich efektywność, Jean-Pierre Gattuso z Laboratoire d’Océanographie de Villefranche sugeruje nawożenie fitoplanktonu nawozami na bazie żelaza. Zaznacza przy tym, że to działanie może okazać się ryzykowne, gdyż może doprowadzić do powiększenia powierzchni stref beztlenowych w morzu.

Kolejną przybrzeżną aktywnością, która może przyczynić się do znacznego zredukowania ilości gazów cieplarnianych w naszej atmosferze, jest budowa elektrowni wiatrowych i falowych. Tak samo mało szokujące, jak i skuteczne. Zamiana energii generowanej przez oceany w energię elektryczną stanowi realną alternatywę dla elektrowni wykorzystujących paliwa kopalne.

— Wybrzeże północnoatlantyckie, jeśli zostałoby wykorzystane optymalnie, mogłoby wygenerować energię dla całej planety – twierdzi Gattuso.

Istnieją też mniej konwencjonalne metody walki ze zmianami klimatycznymi.

W swojej pracy, zepół Gattuso wskazał również mniej konwencjonalne rozwiązania z dziedziny geoinżynierii. Moglibyśmy na przykład przykryć sporą powierzchnię mórz czymś, co odbijałoby większość promieni słonecznym, tym samym powstrzymując dalsze ocieplenie morskiej wody. Mowa tu o czymś w rodzaju lekkiej, unoszącej się na powierzchni wody gąbki. Pomysł należy do kategorii trochę szalone, ale może okazać się, że za jakiś czas tak ekstremalne rozwiązania będą naszą jedyną nadzieją. Jak program geoinżynierii solarnej ogłoszony w zeszłym roku na Uniwersytecie Harwarda.

Inżynierowie klimatyczni mogą zainteresować się również chmurami powstającymi nad oceanem. Mowa tu o procesie nazywanym rozjaśnianiem chmur morskich. Polega on na dosypywaniu soli pozyskiwanej z oceanu rzecz jasna do chmur unoszących się nad jego powierzchnią. Dzięki takiemu zabiegowi mogłyby one odbijać więcej promieni słonecznych i zatrzymać, albo przynajmniej spowolnić proces ocieplania wody morskiej.

— Będziemy prawdopodobnie potrzebować o wiele więcej sposobów na walkę ze zmianami klimatycznymi. Zarówno tych globalnych, jak i lokalnych – mówi Janos Pasztor, współautor badania.

Im szybciej zaczniemy działać, tym lepiej.

Właściwie to powinniśmy działać już teraz. Wiele badań sugeruje, że to ostatni dzwonek, jeśli chodzi o szanse na powstrzymanie ocieplania się naszej planety. Niektórzy naukowcy są zresztą bardziej pesymistyczni i uważają, że ten statek już odpłynął. Mam szczerą nadzieję, że się mylą i że jakimś cudownym sposobem jednak uda nam się uniknąć nadchodzącej katastrofy. Jeśli tego nie zrobimy, wiele stracimy.

Najnowsze badanie opracowane przez naukowców z Uniwersytetu Rutgersa sugeruje np. że postępujące topnienie lodowców może do 2300 r. doprowadzić do podniesienia poziomu mórz o 15 metrów. Z jednej strony wydaje się to odległym zagrożeniem. Pamiętajmy jednak, że ziemski ekosystem bardzo powolnie reaguje na wszystkie zmiany. Jeśli za te ponad 200 lat nie chcemy mieć kolejnego problemu związanego z migracjami klimatycznymi, należy zacząć działać już dzisiaj.

Wzrost średniej temperatury, oprócz podwyższonego poziomu morza oznacza też spore zmiany w dostępności wody pitnej. O ile tego życiodajnego płynu przybędzie w miejscach położonych na dużej wysokości, o tyle w Indiach, Afryce Wschodniej i w strefie podzwrotnikowej zasoby wodny pitnej mogą zmniejszyć się nawet o jedną trzecią.

European Geosciences Union przewiduje, że wzrost średniej temperatury o 2 st. C. oznacza koniec dla 99 proc. raf koralowych na całym świecie. Oznacza to kompletne przemodelowanie ekosystemów dla 9 mln różnych organizmów występujących w wodzie morskiej.

Postępujące zmiany klimatyczne już teraz noszą znamiona efektu kuli śniegowej.

Zagłada raf koralowych nie jest naszym jedynym problemem. Wzrost temperatury oznacza zmniejszenie się poziomu tlenu w wodzie morskiej, co z kolei spowoduje powiększenie się tzw. „martwych stref”. Strefy te nie do końca są martwe, ponieważ zamieszkują je bakterie beztlenowe. Bakterie siarkowe na przykład. Nie dość, że uwielbiają martwe strefy w oceanie, to ich głównym zajęciem jest produkcja siarkowodoru na masową skalę.

Jak na ironię, siarkowodór to kolejny gaz cieplarniany.

Najgorsze jest to, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji, które spowodują te „mało ważne” zmiany w klimacie. I zaraz pod tym tekstem przeczytam kilkanaście komentarzy o tym, że zmiana klimatu to naturalny proces, występujący na Ziemi od początku jej istnienia, więc nie musimy się tym zupełnie przejmować.

Posługując się tą logiką rozumiem, że zjawiska masowego wymierania gatunków też są całkowicie naturalne i właściwie to nic się nie stanie, jeśli nasz gatunek w takim zjawisku weźmie udział?

Obecnie szanse na to, że do 2100 r. średnia temperatura na Ziemi wzrośnie o 2 st. C., wynoszą 95 proc.

Dołącz do dyskusji