Od lwowskiej Doliny Krzemowej po wojnę z Rosją – jak się robi IT na Ukrainie

Artykuł/Biznes 31.10.2018
Od lwowskiej Doliny Krzemowej po wojnę z Rosją – jak się robi IT na Ukrainie

Od lwowskiej Doliny Krzemowej po wojnę z Rosją – jak się robi IT na Ukrainie

Dlaczego Ukraina jest tak często wybierana przez zachodnie firmy, jako centrum outsourcingowe? – Podobnie jak Polska – jest tańsza, a programiści należą do światowej czołówki. Dodatkowo, jeśli porównujemy ją np. z Indiami, to różnica czasu nie gra jeszcze tak wielkiej roli – mówi specjalista IT, Roman Orfinyak ze Lwowa.

Wiele lat temu tata Romana pracował w fabryce chemicznej na wschodzie Ukrainy. Poza pracą był też dużym entuzjastą technologii. Niestety komputerów było wtedy jeszcze jak na lekarstwo, więc postanowił, że zbuduje go sobie sam. Kupił płytę główną ZX Spectrum, wszystkie potrzebne chipy i kartę graficzną. Dodał klawiaturę i podłączył do starego, ukraińskiego telewizora Electron. Tak zaraził swojego syna pasją do technologii.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Sam też korzystałeś z tego Spectruma?

Roman Orfinyak, Symphony Solutions: Oczywiście. Jednym z najprzyjemniejszych wspomnień było, kiedy na telewizorze zobaczyłem, jak program generuje „Hello Roman”. Magiczny moment.

A dziś pisaniem oprogramowania zarabiasz na życie. Opowiedz co robiłeś po kolei.

Zaczynałem jako administrator baz danych w banku, później zajmowałem się tworzeniem oprogramowania w Ipem, aż w końcu trafiłem do Symphony solutions. Firma potrzebowała managera do zarządzania projektem do Corala – brytyjskiego bukmachera, a moje CV idealnie dopasowało się do wymagań.

Jakie macie dziś największe wyzwania w pracy?

Zbudowanie wydajnych rozwiązań, które odpowiednio się skalują – to duże wyzwanie.

Rozmowa z Romanem Orfinyakiem w biurze Symphony Solutions.
Rozmowa z Romanem Orfinyakiem w biurze Symphony Solutions.

W tym momencie – kiedy ze sobą rozmawiamy – ktoś na świecie obstawia zakłady. Gdzieś trwa mecz, ludzie go oglądają i się emocjonują. Co jakiś czas masz jednak prawdziwe święto zakładów – finał Ligi Mistrzów czy Olimpiadę. Wtedy do obstawiania rzucają się miliony ludzi, a infrastruktura musi to wszystko wytrzymać.

Obstawiający zakłady wyróżniają się czymś konkretnym? Zachowują inaczej niż reszta populacji internatów?

Bardzo podobnie do tego jakbyś kupował sobie laptopa. Przecież nie wchodzisz na pierwszą, lepszą stronę z laptopami i nie wrzucasz go do koszyka. Zamiast tego porównujesz ceny u różnych sprzedawców. Dokładnie tak samo działa rynek zakładów. Przykładowo, w czasie Grand National, czyli najbardziej prestiżowej gonitwy konnej, do obstawiania rzuca się prawie cała Wielka Brytania. Dlatego 15 minut przed wyścigiem musimy obsłużyć ruch tysiące razy większy niż zwykle.

Zakłady sportowe to również bardzo konkurencyjny rynek. Nie ma tu czegoś takiego jak miłość do marki czy sentyment do strony. Obstawiający idą tam, gdzie jest taniej albo zakłady bardziej odpowiadają ich preferencjom.

Dlatego we współpracy z biznesem zaprojektowaliśmy zupełnie nowe narzędzie, które pozwalało obstawiającym na samodzielne skonstruowanie zakładów.

Czyli mogli sami ustawiać iloma golami ma wygrać dana drużyna albo kiedy ma paść gol, tak?

Tak, nazwaliśmy to Build your bet.

Jak to działało od zaplecza? To znaczy, czy byli ludzie, którzy analizowali, jaki kurs wystawić na dany zakład?

Nasz klient współpracuje z kilkoma tysiącami bukmacherów. To oni decydowali o opłacalności danego zakładu. Wspierali się oczywiście uczeniem maszynowym – algorytmy analizowały za nich szansę na wygraną.

O tym jak bardzo jest to konkurencyjny rynek niech świadczy fakt, że już po dwóch miesiącach konkurencja miała zbudowaną kopię naszego narzędzia.

Wiem już czym się zajmujecie, ale skoro jesteśmy już na Ukrainie to chciałbym też przez chwilę o niej porozmawiać. Dlaczego zachodnie korporacje wybierają Ukrainę?

Dwa powody: jest kosztowo-efektywnie i mamy dobrych specjalistów w porównaniu np. do Indii. Dodatkowo jest to nearshore, mamy kilka godzin samolotem z Wielkiej Brytanii, a ze Stanami Zjednoczonymi możemy połączyć na się głosowo naszym popołudniem, kiedy u nich jest rano. W Indiach taka komunikacja jest utrudniona.

Wiele krajów byłego ZSRR łączy podobna charakterystyka. Interesuje mnie to, z czego to wynika – gdzie leży przyczyna, że zachodnie korporacje doceniają wschodnioeuropejskich inżynierów.

Zgadzam się, że to spuścizna ZSRR. Mieliśmy i mamy wiele dobrych uczelni ścisłych, które wypuszczały na rynek specjalistów od przedmiotów technicznych. Teraz ludzie jak na dłoni widzą, że jeśli są dobrzy z matematyki, to mają szansę na bardzo fajną przyszłość w IT bez potrzeby wyjazdu na Zachód.

Jednak zdarzało się, że zachodnie firmy przenosiły swoje siedziby z Ukrainy za zachód kontynentu – obawiały się o bezpieczeństwo?

Masz na myśli wojnę na wschodzie?

Tak.

Znam przypadek pewnej korporacji IT, która zabroniła swojemu kierownictwu podróży na Ukrainę właśnie z tego powodu. Mieli tu swoje biura i startupy, w które zainwestowali, ale mogli z nimi współpracować tylko zdalnie. Później zreflektowali się i zmienili politykę. Zobaczyli, że centrum i zachód Ukrainy są bezpieczne i do Kijowa czy Lwowa można podróżować bez problemu. Firmy przenosiły swoje siedziby z Doniecka czy Charkowa właśnie do nas.

Ale zagrożenie ze strony Rosji wpłynęło chyba na rozwój ukraińskiego IT?

Oczywiście. Nasi klienci również byli zaniepokojeni. Musieliśmy wstrzymać kilka projektów.

Nie mieliście kłopotów z rekrutacją biorąc pod uwagę to, że specjaliści wyjeżdżali z kraju?

Nie wydaje mi się, aby wojna była głównym powodem emigracji. To mógł być najwyżej impuls do wyjazdu.

Znajomy z IT, także z Ukrainy, powiedział mi, że jednym z powodów była niechęć do ginięcia na froncie. Zapytałem, co dokładnie miał na myśli. Odparł, że wobec słabego wyposażenia w broń i dowództwa błądzącego jak we mgle jego poświęcenie niewiele by zmieniło. Zgadzasz się z tym?

Nie chciałbym tego komentować, bo po prostu się na tym nie znam. Wiem jednak, że wielu gości z IT zostało na Ukrainie i nic nie robili sobie z wojny, bo im nie zagrażała. Wszystko zależy od wymagań w kwestii komfortu. Jednym może bardziej pasować służba zdrowia w Polsce czy polskie drogi, ale pewnie wiesz, że i z tym nie zawsze jest idealnie. Ja nie mam ogromnego problemu z tym jak obecnie wygląda sytuacja na Ukrainie, jeżdżę po dobrych drogach w mieście i mam prywatną służbę zdrowia, choć widzę, że świat gdzie indziej jest lepiej zorganizowany.

Dołącz do dyskusji