Rozwiązanie wszystkich problemów z USB-C. HyperDrive 7.5W Wireless Charger USB-C Hub – recenzja

Recenzja/Sprzęt 11.10.2018
Rozwiązanie wszystkich problemów z USB-C. HyperDrive 7.5W Wireless Charger USB-C Hub – recenzja

Rozwiązanie wszystkich problemów z USB-C. HyperDrive 7.5W Wireless Charger USB-C Hub – recenzja

Wybraliśmy – a może to za nas wybrano – przyszłość z jednym złączem: USB-C. Niestety taka zmiana nie może nadejść całkowicie bezboleśnie i często kończymy z masą przejściówek i kabli, które nijak do siebie nie pasują. Na szczęście są na to odpowiednie rozwiązania – nawet jeśli odrobinę mniej typowe. 

Najbardziej na całej transformacji cierpią póki co użytkownicy komputerów Apple’a. Nowy MacBook? Jedno złącze USB-C i żadnych innych. Nowy MacBook Pro? W bazowej wersji tylko dwa złącza USB-C i nic więcej, nawet czytnika kart pamięci. A żeby było jeszcze śmieszniej, nowe iPhone’y wcale nie są dostarczane z przewodem z pasującym złączem. Skąd – wkładana do ładowarki lub komputera końcówka to nadal USB-A.

To samo zaczyna dziać się także w świecie Windowsa. Chociażby tegoroczny Dell XPS 13 oferuje wyłącznie porty USB-C. Chcesz podłączyć kabel Ethernet, monitor, przenośny dysk twardy albo masę innych dotychczas posiadanych akcesoriów, które nie obsługują USB-C? Radź sobie sam, do każdego kabla dokupując przejściówkę, a potem nosząc tę całą plątaninę w torbie z laptopem.

A kiedy wrócisz do domu i będziesz chciał zamienić laptopa w stacjonarkę… ech, szkoda gadać.

Jak rozwiązać to lepiej? Oczywiście stacją dokującą. Nie musi być jednak zwyczajna.

I taka właśnie stacja, o niezbyt finezyjnej i trochę przydługawej nazwie HyperDrive 7.5W Wireless Charger USB-C Hub, trafiła do mnie kilka tygodni temu, stając się od razu obowiązkowym dodatkiem na biurku z komputerem. Główne powody takiego stanu rzeczy były dwa.

Po pierwsze – to stacja dokująca z prawdziwego zdarzenia.

Stacja HyperDrive 7.5W Wireless Charger USB-C Hub nie jest urządzeniem ani przesadnie dużym, ani przesadnie ciężkim. Przy wymiarach 14,4 x 74 x 2,3 cm jest na tyle kompaktowa, że zmieści się niemal w każdej torbie albo plecaku na laptopa, a stosunkowo niewielka masa (ok. 200 g) sprawia, że taki dodatkowy bagaż nie obciążając za bardzo naszych pleców.

Jednocześnie HyperDrive w tej odmianie ma wszystkie złącza, których moglibyśmy oczekiwać w codziennej pracy – zarówno tej mobilnej, jak i tej stacjonarnej.

Z tyłu, na krótszym boku, znajdziemy aż trzy złącza – pełnowymiarowe HDMI, zasilanie (oczywiście USB-C, do 60 W) i Ethernet.

Po prawej stronie wygospodarowano miejsce na kolejne złącze USB-C (tak, może się przydać, o tym za chwilę), a także dwa złącza USB-A w standardzie 3.1. Na pochwałę zasługuje fakt, że te dwa złącza umieszczono stosunkowo daleko od siebie, więc podłączenie dwóch fikuśnych pendrive’ów nie powinno być większym problemem.

Front to natomiast pojedyncza dioda:

Z lewej strony ulokowano kolejne trzy złącza – czytnik kart pamięci SD, czytnik kart pamięci microSD, a także kolejne, trzecie już złącze USB 3.1.

W sumie mamy więc do dyspozycji:

  • pełnowymiarowe HDMI (maksymalnie 4K, 30 Hz, 1080p w 60 Hz)
  • czytnik karty microSD (UHS-I)
  • czytnik kart SD
  • 3 pełnowymiarowe złącza USB 3.1
  • złącze Ethernet
  • 2 złącza USB-C

Każdy z tych portów jest przy tym odpowiednio podpisany na spodzie urządzenia, więc nawet, jeśli nie wiemy, do czego służy, możemy się szybko tego dowiedzieć bez obracania sprzętu albo zaglądania do instrukcji.

I do czego to się może przydać?

Zależy od scenariusza użytkowania i potrzeb użytkownika. Przykładowo, jeśli posiadamy MacBooka albo Della XPS 13, możemy z pomocą stacji HyperDrive zamienić naszego laptopa w komputer stacjonarny w kilka sekund.

HyperDrive stawiamy na biurku, podłączamy do niego monitor (HDMI), internet (Ethernet), może nawet myszkę i klawiaturę (USB), jeśli nadal mamy potrzebę korzystania z przewodowych sprzętów tego typu albo mają dedykowane odbiorniki na USB. Potem wystarczy jeden kabel USB-C, żeby podłączyć komputer do stacji i wszystkich pozostałych sprzętów. To tyle – można pracować, bez podpinania kolejnych przejściówek, na które pewnie i tak zabrakłoby nam miejsca.

Przy tym wszystkim wciąż zostaje nam sporo miejsca na podłączenie np. pendrive’ów czy dodatkowych dysków zewnętrznych, o kartach pamięci w dwóch rozmiarach nie wspominając.

Scenariuszy jest zresztą o wiele więcej – jedno z gniazd USB-C można wykorzystać do podłączenia zewnętrznego monitora (jeśli mamy taki, który obsługuje USB-C), albo podłączyć do niego zewnętrzny zasilacz i tym sposobem zasilać naszego laptopa. Stację można zabrać na wyjazd, dzięki czemu bez dodatkowych przejściówek będziemy mogli naładować z komputera nasz telefon, a przy okazji zgrać zdjęcia z karty pamięci z aparatu.

Szybko, prosto i schludnie – bez tej całej traumy, jaka przeważnie towarzyszy przygodom z USB-C.

Można też podłączyć HyperDrive do komputera stacjonarnego, jeśli np. ma irytująco niepraktycznie umieszczone porty USB i czytnik kart. W rezultacie wszystko zawsze mamy pod ręką, a z naszego PC nie sterczą dziesiątki różnych kabli i przedłużaczy – tylko jeden, USB-C, prowadzący do całkiem dobrze wyglądającej stacji dokującej.

I jak to się sprawdza na co dzień? Zachwycająco bezproblemowo – zarówno, jeśli chodzi o bezprzewodowe ładowanie, jak i o korzystanie ze wszystkich dostępnych portów, nawet jednocześnie. Jedyną uwagę mogę mieć do zapowiedzi „niskiej temperatury ładowania” – owszem, iPhone zdecydowanie się nie przegrzewa, ale też trudno powiedzieć, żeby po długotrwałym pobycie na ładowarce był absolutnie chłodny.

Po drugie – to nie jest zwykła stacja dokująca.

To też – jak widać po zdjęciach – ładowarka. Tak, ładowarka, do tego bezprzewodowa (standard Qi). Potrafiąca ładować umieszczone na niej sprzęty z mocą 15 W. Ok, iPhone’y tylko do 7,5 W, ale to nie wina producenta ładowarki, a Apple’a.

Tutaj trzeba jednak od razu zaznaczyć – jeśli chcemy korzystać z szybkiego ładowania (czyli o mocy wyższej niż 5 W), musimy wykorzystać jedno ze złącz USB-C do podpięcia zewnętrznej ładowarki o odpowiedniej mocy. W przeciwnym wypadku nici z tego, choć dla mnie akurat nie było to problemem – ładowarki bezprzewodowej używam głównie do podładowania telefonu w trakcie dnia, a nie kompletnego uzupełnienia energii od zera.

I gdyby jeszcze było mało tego, że ten hub jest ładowarką bezprzewodową, to dodatkowo jest ładowarką bezprzewodową z opcją… regulowania kąta nachylenia telefonu. Możemy go położyć na ładowarce w jej formie transportowej, czyli zupełnie na płasko, ale można też ustawić go niemal pionowo (ok, do pionu trochę jeszcze brakuje).

Rozmiar telefonu nie robimy przy tym na stacji większego wrażenia. Pomimo tego, że oparcie dla smartfona nie ma żadnych dodatkowych blokad, nawet w przypadku iPhone’a XS Max utrzymuje zadany wcześniej kąt nachylenia. Uważać trzeba jedynie wtedy, kiedy planujemy intensywnie pukać w ekran tak ładowanego sprzętu – przy takim użytkowaniu całość już nie zachowuje swojej sztywności przy takim obciążeniu i potrafi się – powoli i delikatnie, ale jednak – stopniowo składać. Przy lżejszym i mniejszym iPhonie X ten problem nie występował.

Nie ma natomiast powodów o to, żeby bać się o uszkodzenia naszego smartfona, kiedy ktoś np. przypadkiem uderzy w blat biurka. Po pierwsze sama stacja solidnie trzyma się podłoża, opierając się na czterech gumowych nóżkach, które uniemożliwiają jej łatwe przesuwanie. Po drugie również cztery gumowe nibynóżki odpowiadają za kontakt telefonu z oparciem. Rezultat? Można trząść blatem ile się chce, a telefon dalej stoi na swoim miejscu.

Niektórzy mogą przy tym zapytać, po jakiego diabła w ogóle ten bajer z regulowanym oparciem ładowarki. Odpowiedź jest prosta i brzmi: Face ID. Niezależnie od tego, jak siedzimy przy biurku, HyperDrive pozwala nam ustawić iPhone’a tak, żeby kamera wbudowana w telefon była w stanie zeskanować naszą twarz i wpuścić nas do systemu bez konieczności wprowadzania kodu.

W ten sposób bohatersko udało się rozwiązać problem, który mają na świecie wyłącznie użytkownicy iPhone’ów X. I XS. I XS Max. I niedługo XR.

Z ciekawostek: ładowarka ma rozmieszczone tak elementy ładujące, że możemy ładować nasz telefon w dowolnej pozycji – zarówno pionowo, jak i poziomo. Choć akurat to ostatnie w przypadku iPhone’ów ma ograniczony sens.

Czyli wszystko super i cudownie?

Niekoniecznie – jest kilka elementów, które może nie tyle przeszkadzają, co raczej odrobinę drażnią.

Po pierwsze dodawany do zestawu kabel USB-C jest niezbyt długi – ma zaledwie 50 cm, co może czasem utrudnić odpowiednie umieszczenie stacji dokującej na biurku.

Po drugie dość dyskusyjna jest jakość wykonania niektórych elementów stacji. O ile na obudowaną metalem podstawę nie mam żadnego prawa narzekać, o tyle górna, ruchoma część, mogłaby już być odrobinę bardziej premium. Tym bardziej, że obecna cena HyperDrive to 120 dol., czyli około 450 zł, a standardowo kosztuje ona 160 dol., czyli 600 zł.

Samo wykończenie pokrywy gumą oczywiście nie przeszkadza – ma to sens od strony użytkowej. Ale w moim egzemplarzu cały mechanizm rozsuwania oparcia (wymagane do odchylenia i postawienia telefonu) zacząć po pewnym czasie poruszać się dość… nieelegancko. Przy zamykaniu – trzeba go dodatkowo dopchnąć, bez żadnego satysfakcjonującego kliknięcia na końcu. Przy rozsuwaniu natomiast trzeba to robić powoli, żeby wszystko wysunęło się prosto i bez haczenia. 

Nie wygląda przy tym, żeby problem pogłębiał się przez kolejne tygodnie intensywnego użytkowania, więc raczej nie ma powodów do obaw. Idealnie jednak nie jest.

Do wad estetycznych zaliczyć trzeba też klej, który wykorzystano przy mocowaniu folii ochronnych. Jest tak paskudnie solidny, że pomimo tego, że stacja dotarła do mnie tygodnie temu, wciąż nie udało mi się pozbyć jego resztek z frontowej części stacji.

Kupować czy nie?

Napisałbym, że tak, warto nawet w ciemno, bo połączenie ładowarki z dockiem jest świetnym pomysłem i oszczędza miejsce na biurku, ale biorąc pod uwagę cenę, muszę jednak napisać – to zależy.

Zależy głównie od tego, jak bardzo wsiąkliśmy w świat USB, a najlepiej jeszcze na dodatek świat Apple’a. Jeśli szukamy po prostu ładowarki bezprzewodowej, to 450 zł to jednak odrobinę za dużo. Jeśli szukamy huba do komputera, który ma USB-A, to dalej jest to kwota zbyt wysoka.

Ale jeśli los pokarał nas skazał nas nagrodził nas laptopem, który ma wyłącznie złącza USB-C (albo tylko jedno złącze i jest to USB-C) i chcemy, żeby odzyskał pełnię swojej funkcjonalności bez tony przejściówek, a do tego mamy telefon obsługujący standard Qi, to nie ma się co aż tak zastanawiać.

Zalety:

  • 8 złącz, w tym pełnowymiarowe HDMI i 2 razy USB-C
  • Osobne złącza dla SD i microSD
  • Kompaktowe wymiary i masa – na biurku i w torbie zajmie mało miejsca
  • Ładuje telefon – a z dodatkowym źródłem zasilania ładuje go bardzo szybko
  • Regulowane oparcie do ładowania telefonu – niesamowicie przydatne przy FaceID
  • Możliwość ładowania telefonu w każdej pozycji
  • Solidne trzymanie telefonu
  • Bezawaryjna praca
  • Masa zastosowań w świecie USB-C
  • Dobrze wygląda

Wady:

  • Mechanizm rozsuwania mógłby być jakościowo lepszy
  • Klej od folii zabezpieczających mógłby być jakościowo gorszy

Dołącz do dyskusji

Advertisement