Radar? Na rower? Tak, to ma sens. Garmin Varia RTL510 – recenzja

Recenzja/Sprzęt 31.10.2018
Radar? Na rower? Tak, to ma sens. Garmin Varia RTL510 – recenzja

Radar? Na rower? Tak, to ma sens. Garmin Varia RTL510 – recenzja

Jak bezpiecznie i komfortowo poruszać się rowerem po drogach, po których jeżdżą też samochody? Można oczywiście kupić lusterko. Ale można też kupić… radar rowerowy.

Tak, radar. Monitorujący to, co dzieje się za naszymi plecami, wyświetlający na odpowiednim urządzeniu te informacje, a dodatkowo ostrzegający nas za każdym razem, kiedy ktoś pojawi się za nami. A i to jeszcze nie wszystko.

Garmin Varia RTL510 – lusterko rowerowe na miarę naszych czasów.

Jeśli ktoś wcześniej nie interesował się radarami rowerowymi (jak można?), to warto przypomnieć, że nie jest to pierwsze takie urządzenie na rynku. Garmin miał już wcześniej w ofercie sprzęt o podobnych możliwościach, tyle tylko, że w nieco innym opakowaniu i z tylnym światłem w nieco innej formie. Czy ktoś poza Garminem produkuje takie radary? Nie spotkałem się z ani jednym.

Odświeżony model – podobnie jak poprzednika – można kupić w zestawie albo samodzielnie. Wybór zależy głównie od tego, czy posiadamy już inne sprzęty od Garmina. W szczególności komputery rowerowe Edge.

  • Jeśli mamy odpowiedni sprzęt z serii Edge, możemy kupić sam radar (ok. 859 zł). Informacje o sytuacji za nami wyświetlane będą na ekranie Edge’a (o tym za chwilę)
  • Jeśli nie mamy i nie planujemy mieć Edge’a, musimy kupić zestaw z dedykowanym wyświetlaczem (ok. 1300 zł). W przeciwnym przypadku dokonujemy jednego z najbardziej bezsensownych zakupów w historii, nabywając absurdalnie drogą tylną lampkę rowerową

RTL510 można przy tym łączyć zarówno z Edge’ami (m.in. 25, 130, 520, 520 Plus, 810, 820, 1000, 1030), a także zegarkami (seria Fenix 5, Forerunner 735XT i 935, Vivoactive 3) oraz wyświetlaczem Varia Vision.

Najsensowniej jest jednak po prostu podłączyć go do Edge’a. I w taki sposób testowałem go przez ostatnie kilka tygodni.

Jak to się montuje?

Tutaj akurat nie ma żadnej filozofii. W zestawie dołączony jest zestaw gumek, uchwytów i adapterów, które pozwalają zamocować złącze w odpowiednim miejscu i pod odpowiednim kątem. Całość, razem z dopasowaniem, zajmuje maksymalnie minutę, więc jeśli ktoś planuje przekładać radar pomiędzy rowerami – droga wolna.

Lepiej będzie jednak w takim przypadku dokupić po prostu drugi zestaw do mocowania – RTL510 obsługuje typowe garminowe mocowanie (na przekręcenie), więc czas potrzebny na przełożenie radaru skrócimy w ten sposób do pojedynczych sekund.

Garmin zaleca przy tym, żeby radar montować jak najwyżej, możliwie najbliżej siodełka. W trakcie jazd testowych sprawdzałem różne ustawienia wysokości i o ile tylko radar ustawiony był pod odpowiednim kątem i nie chował się za kołem, jego działanie było jak najbardziej prawidłowe. Grunt, żeby nie celował w niebo ani w ziemię. Ale spokojnie, nie musicie dokładnie mierzyć kątów – wszystko można jak najbardziej ustawić na oko.

I choć takie rozwiązanie na gumki może nie wyglądać powalająco solidnie, to raczej nie ma powodu do obaw. Nie tylko nie musiałem ani razu poprawiać ustawienia radaru (nawet mimo jazdy po dziurach), ale też od dwóch lat mam tak zamocowany rowerowy uchwyt na telefon. I to działa.

Jak to się konfiguruje i do czego przydaje się Edge?

Konfiguracja urządzenia trwa… 15 sekund. Musimy tylko włączyć Edge’a, przejść do ekranu dodawania czujników i wprowadzić RTL510 w tryb parowania przez dłuższe przytrzymanie. Potem już tylko kilka kliknięć dzieli nas od momentu, kiedy możemy skorzystać z pełni możliwości takiego połączenia.

Nie mogę jednak napisać, żeby cały ten proces był w moim przypadku całkowicie bezproblemowy. RTL510 funkcjonuje jako dwa urządzenia – jako radar i jako tylne światło rowerowe. Niestety u mnie pierwsze kilka razy dodawał się wyłącznie jako radar, nie będąc jednocześnie widocznym w ustawieniach świateł. Próby połączenia go jeszcze raz jako osobnego modułu świateł nic nie dawały. Dopiero kilkukrotne usunięcie i dodanie urządzenia rozwiązało ten problem.

Co daje nam połączenie RTL510 z urządzeniem Edge?

  • Najbardziej oczywiste: na ekranie Edge wyświetlane będą informacje o ruchu za naszymi plecami
  • Możliwość zdalnego sterowania trybem pracy tylnej lampy
  • Możliwość dołączenia RTL510 do naszej sieci świetlnej

Co oznacza ten ostatni punkt? Że możemy ustawić, aby radar i tylna lampka włączały się automatycznie po uruchomieniu urządzenia lub starcie aktywności (i wyłączały po zakończeniu). Na bazie danych z Edge cała nasza sieć oświetlenia będzie dostosowana do warunków zewnętrznych – przykładowo w dzień tylna lampka w radarze będzie tylko migać, natomiast w nocy będzie świecić się światłem ciągłym. Tryb działania może być przy tym oczywiście synchronizowany z resztą naszego rowerowego oświetlenia.

Ewentualnie pomiędzy trybami świecenia i migania możemy się też przełączać ręcznie, ale z racji lokalizacji RTL510 na rowerze – nie jest to przesadnie wygodne.

Jeśli jednak nie przeszkadza nam taka ekwilibrystyka, do ręcznej zmiany trybów służy przycisk na górze urządzenia.

Z poziomu Edge możemy również zmieniać ustawienia funkcji radaru w RTL510, choć jest ich raczej niewiele. Dotyczą one głównie strony, po której wyświetlana jest kolumna samochodów oraz tego, czy urządzenie wyświetlające dane z radaru ma nas powiadamiać pipnięciem o pojawieniu się auta za naszymi plecami.

Warto przy tym zaznaczyć, że pipnięcie to nie przenosi się na słuchawki, w przeciwieństwie np. do komend z nawigacji Edge. Słusznie, bo w słuchawkach nie powinno się jeździć po drodze, ale jeśli już ktoś wjeżdża w nich na ulicę, to takie ostrzeżenie by mu nie zaszkodziło.

Jak działa radar RTL510?

Na początek trochę niezbędnych danych:

  • Radar rowerowy Varia RTL510 ma zasięg około 140 m
  • Jest w stanie rozpoznać samochody poruszające się z prędkością od 10 do 160 km/h
  • Nie jest w stanie rozpoznać samochodów jadących z naszą prędkością
  • Kąt wiązki radarowej to około 40 stopni

A jak to się przekłada na rzeczywistość? Niemal dokładnie tak, jak obiecuje Garmin, choć dodałbym tu kilka gwiazdek i uzupełnień. Przede wszystkim jednak trzeba zaznaczyć jedno – to nie jest zabawka za spore pieniądze, które sprawdza się głównie jak przepłacona lampka. To naprawdę działa i to w zdecydowanej większości sytuacji.

I tak wartości, które podaje amerykański producent, zazwyczaj sprawdzają się w praniu. Powiadomienie na Edge pojawia się na tyle wcześnie, że nie tylko mamy świadomość obecności samochodu za plecami, ale mamy jeszcze czas, żeby zareagować (np. zjeżdżając bliżej krawędzi jezdni). Czy jest to dokładnie 140 m? To trudno mi stwierdzić, ale na pewno wystarczająco daleko, żebym ani razu nie był zaskoczony autem pojawiającym się nagle za plecami.

Kąt działania radaru jest natomiast bardziej niż satysfakcjonujący. Bez problemu wyłapywane są auta jadące nie tyle bezpośrednio za nami, co po prostu po naszym pasie. Ba, nawet jadąc ścieżką rowerową oddaloną kawałek od jezdni jesteśmy w stanie rejestrować obecność samochodów za nami na radarze.

Co dodatkowo bardzo istotne – radar oczywiście działa równie dobrze w nocy i przy kiepskiej pogodzie. I niezależnie od warunków nie zdarzyło mi się, żeby rower jadący za mną był zidentyfikowany jako samochód. Rowerzystów (przynajmniej pojedynczych) RTL510 nie widzi.

Garmin Varia RTL510 nie jest przy tym nieomylny, choć myli się raczej w sytuacjach, gdzie po prostu musi się pomylić. Jeśli droga przecinająca się z tą, którą jedziemy, przez pewien odcinek przebiega trochę bardziej równolegle, to RTL510 złapie jadący po niej samochód i może dostarczyć nam fałszywy alarm. Tak samo trzeba uważać, jeśli chodzi o pokazywaną przez radar/Edge liczbę samochodów, które jadą za nami – jeśli ktoś jedzie za kimś zupełnie na zderzaku, to RTL510 zdarza się pomylić.

Radar od Garmina nie zwalnia więc całkowicie z obowiązku zerkania przez ramię, ale zdecydowanie potrafi ułatwić poruszanie się na drogach współdzielonych z samochodami. I o ile przed testami radaru zdecydowanie tego unikałem, tak z radarem nie miałem z tym już najmniejszych problemów.

Jak wygląda sygnalizacja?

Banalnie. Na ekranie Edge wyświetlany jest wąski, ale czytelny pasek przy lewej lub prawej krawędzi ekranu (w zależności od ustawień) z nami na szczycie. Na pasku, w postaci punktów zmieniających swoje położenie, wyświetlane są samochody za nami. Jeśli jest ich więcej – punktów na ekranie jest więcej. Jeśli za nami nie ma nic – pasek znika. Jeśli coś się pojawia – Edge piszczy, przywraca pasek i dodatkowo podświetla krawędzie na kolor zależny od poziomu zagrożenia. Pomarańczowy oznacza, że po prostu coś jest za nami. Czerwony natomiast, że coś zbliża się do nas z bardzo wysoką prędkością.

Najlepiej chyba pokaże to krótki GIF (poza trybem nawigacyjnym, więc bez dodatkowego kolorowania po bokach):

Przy okazji, pod koniec GIF-a widać dodatkową funkcję tylnej lampki – kiedy kierowca zbliża się do naszego roweru, lampka zaczyna migać zdecydowanie bardziej intensywnie, po czym – gdy nic za nami nie jedzie – wraca do swojego normalnego trybu. Szanse na to, że ktoś nas przegapi, są więc jeszcze o tę odrobinę niższe.

I może jeszcze ten GIF:

Nie da się tego chyba zrobić łatwiej, lepiej i czytelniej. Teoretycznie można byłoby zrobić odrobinę płynniejszą animację punktów-samochodów, ale mogłoby to zaburzyć czytelność przy rzucaniu okiem na urządzenie. W sposób, w jaki zostało to przestawione, lepiej widać, czy coś jest blisko, czy daleko. Jedyne, do czego można się przyczepić, to minimalne opóźnienie przy pokazywaniu tego, że samochód jest już na naszej wysokości, ale też nie przeszkadzało mi to w codziennych jazdach – kluczowa była raczej informacja, że coś jest już tuż za mną i lepiej się przygotować.

A jak się spisuje tylna lampka? I akumulator?

Zaskakująco dobrze. Ba, świeci tak mocno, że początkowo nie mogłem się przyzwyczaić do tej czerwonej poświaty ciągnącej się za moim rowerem. Według deklaracji Garmina kąt świecenia to 220 stopni, natomiast maksymalna odległość, z której widać światło w ciągu dnia, to ok. 1,6 km. I na podstawie moich obserwacji trudno te deklaracje podważyć. Nie miałem ani jednej sytuacji – nawet podczas jazdy w środku nocy – żeby któryś z kierowców mnie nie zauważył lub zauważył mnie w ostatniej chwili.

Moc samej lampki, gdyby ktoś potrzebował tego parametru, to w zależności od trybu: 20 lumenów (światło ciągłe), 29 (światło ciągłe migające), 65 – światło dzienne migające. Przy czym istnieje jeszcze wersja RTL511, ze słabszą lampką, która dodatkowo nie oferuje trybu migającego.

Obudowa jest też oczywiście wodoodporna, natomiast złącze ładowania ukryto za gumowaną zaślepką:

Na szczęście nie będziemy musieli do niego sięgać aż tak często. W trybie ciągłym radar powinien wytrzymać około 6 godzin, podobnie jak w trybie nocnym migającym. Dla trybu dziennego migającego to z kolei 15 godzin. Nie miałem okazji testować radaru w aż tak określonych warunkach bez zmiany trybu świecenia, ale z moich obserwacji wynika, że dane podawane przez Garmina są jak najbardziej do osiągnięcia.

Kupować czy nie?

Biorąc pod uwagę cenę, trzeba przede wszystkim rozważyć trzy czynniki:

  • Czy mamy już komputer rowerowy Edge albo zgodny z RTL510 zegarek?
  • Czy często jeździmy po drogach?
  • Czy 850-1300 zł to naszym zdaniem sensowny wydatek, jeśli chodzi o bezpieczeństwo w trakcie jazdy?

Jeśli na wszystkie te pytania odpowiemy twierdząco, to odpowiedź na główne pytanie jest prosta: tak. RTL510, jakkolwiek może wydawać się gadżetem, tak jest urządzeniem działającym dokładnie tak, jak powinno, a do tego naprawdę przydatnym przy częstych wypadach na asfalt. Przy czy sam doceniłem go nie tyle na drogach o intensywnym ruchu (tam cały czas wiadomo, żeby uważać), ale na małych drogach pomiędzy wsiami i miasteczkami, gdzie nasza czujność może zostać uśpiona chwilowym brakiem ruchu.

Jeśli natomiast na któreś z pierwszych dwóch pytań odpowiedzieliśmy „nie”, trzeba się już dobrze zastanowić. Nie posiadając Edge’a, RTL510 oznacza wydatek rzędu 1300 zł. A to już naprawdę bardzo dużo.

Choć biorąc pod uwagę liczę przypadków, kiedy podczas jazdy z wyprzedzeniem otrzymałem informację o samochodzie za plecami, nie mam odwagi napisać, że za dużo.

Dołącz do dyskusji

Advertisement