FIFA 19 na Nintendo Switch jak przed rokiem: najlepsza mobilna piłka, ale najgorsza stacjonarna – recenzja

Recenzja/Gry 11.10.2018
FIFA 19 na Nintendo Switch jak przed rokiem: najlepsza mobilna piłka, ale najgorsza stacjonarna – recenzja

FIFA 19 na Nintendo Switch jak przed rokiem: najlepsza mobilna piłka, ale najgorsza stacjonarna – recenzja

Są alternatywne mecze z turbo-doładowanymi zasadami, jest Liga Mistrzów oraz NARESZCIE pojawiły się mecze online wyłącznie ze znajomymi. FIFA 19 to krok w odpowiednim kierunku, ale na kontaktową bramkę z wersjami PS4/XONE wciąż musimy poczekać.

W tym roku wygrywa EA Sports. Tak wynika z recenzji redakcyjnego fanatyka footballu Jakuba Kralki, który wziął pod lupę zarówno Pro Evolution Soccer 2019, jak również stacjonarną FIFĘ 19. Chociaż obaj z Kubą mamy serca po tej PES-owej stronie, musimy oddać Elektronikom, że tym razem naprawdę się postarali. Niestety, nie na Switchu. Przenośną FIFĘ będę katował tylko z jednego powodu – kompletnego braku mobilnej konkurencji.

FIFA 19 to najlepsza przenośna piłka nożna i najgorsza piłka stacjonarna. Znowu.

Dokładnie to samo pisałem o zeszłorocznej edycji gry na Switcha. Nic się nie zmienia. W zasadzie mógłbym przekleić recenzję sprzed roku, a ta wciąż byłaby zaskakująco aktualna. Mobilna FIFA stoi w miejscu. Albo brnie do przodu w tak ślamazarnym tempie, że z zewnątrz praktycznie nie widać różnicy. Bo chociaż pojawiły się nowe tryby i Liga Mistrzów, to obszar najbardziej potrzebujący zmian pozostał nietknięty. Chodzi o samą rozgrywkę. Samo mięso.

Mobilna odsłona działa na podrasowanym silniku Ignite, pamiętającym czasy PS3 oraz X360. Była to era potwornie drętwej FIFY oraz cholernie przekonującego, doskonałego pod względem fizyki i rozgrywki PES-a. Gra dla Switcha dostała w spadku sporo drewna i nużącej schematyczności, charakterystycznej dla EA Sports tamtego okresu. Gracze biegają jak gdyby mieli wbite nie-powiem-co w nie-powiem-co. Ich ruchy są widocznie pisane pod piłkę, ze sztucznym autopilotem namierzającym kulisty obiekt. Messi ma piłkę dosłownie przyspawaną do stopy, a reprezentacje Pucharu Kobiet zawstydzają umiejętnościami topowe kluby piłkarskie. To się nie klei.

PES tamtej ery był zmienny. Chaotyczny. Fizyczny. Kontaktowy. Z kolei FIFA polegała na wykonywaniu tych samych sekwencji, które owocowały niemal identycznymi bramkami. To samo dzieje się teraz na Switchu. Mobilna FIFA 19 jest znacznie bardziej schematyczna względem wersji na PS4 oraz XONE. Mniej się w niej dzieje. Sędzia rzadziej interweniuje. Arbiter unika czerwonych kartek. Piłkarze popełniają mniej błędów, a gdy już dochodzi do potknięcia, bardziej przypomina ono błąd w kodzie niż ludzką niedoskonałość.

Mobilna FIFA 19 jest wszystkim tym, dzięki czemu kilka lat temu wybierałem PES-a zamiast serii EA Sports. Nie chodzi o to, że gra jest nieprzyjemna. Tryb kariery na zawodowym poziomie potrafi wzbudzić jakieś tam emocje. Brakuje jednak tego celebrowania piłki nożnej. Głębszej relacji między graczem i wirtualnymi sportowcami. Wszystko dzieje się jak gdyby zza szyby. Nie czujemy zapachu murawy. nie onieśmiela nas niesamowita oprawa turniejowych spotkań.

Przestarzały silnik daje o sobie znać również na płaszczyźnie wizualnej. Bywa brzydko.

Kiedy mobilna FIFA 18 pojawiła się na Switchu, pomyślałem sobie, że naprawdę nie wygląda to tragicznie. Byłem przekonany, że będzie tylko lepiej. Niestety, EA poszło na łatwiznę i w zasadzie nie udoskonaliło silnika graficznego. Do gry zaimplementowano kilka kosmetycznych upiększeń, jak na przykład brud i błoto na koszulkach zawodników. Jednak te same upiększacze pojawiły się jeszcze w mobilnej FIFIE 18, w formie bezpłatnej aktualizacji kilka miesięcy po premierze. Do tego część efektów specjalnych wygląda naprawdę źle. Na przykład wślizg po mokrej trawie. Brrr.

Publika nie zachwyca. Stadiony nie zachwycają. Piłkarze wyglądają przeciętnie. Jedynie murawa i zabawa planami cieszy oko. Oczywiście FIFA 19 pozwala na rozpoznanie najpopularniejszych piłkarzy po samych twarzach, ale do niesamowitego odwzorowania facjat z najnowszego PES-a w ogóle nie ma startu. To kompletnie inny wymiar. Totalnie nie ta liga. Na szczęście mobilna FIFA 19 działa błyskawicznie, szybko się ładuje i nie łapie zadyszki, co trzeba odnotować.

To na szczęście nie jest okropna FIFA z PS Vity, ale edycja na stacjonarne konsole pozostaje niedościgniona.

Gra piłkarska w wersji dla PlayStation Vity do teraz śni mi się po nocach. Kolejne odsłony były niczym więcej jak aktualizacją składów. Skandaliczna praktyka. Na Switchu EA robi znacznie, znacznie więcej. Liga Mistrzów, dodatkowe „niepoważne“ tryby, puchar kobiet czy (nareszcie) implementacja pełnowymiarowego multiplayera to wszystko postępy względem zeszłorocznej edycji. Z tym nie da się polemizować. Tak samo jak z tym, że na Switchu mobilna gra posiada popularny tryb FUT z prawdziwego zdarzenia. Działający tak samo jak na stacjonarnych platformach. Zero kompleksów.

Największe zalety:

  • Najlepsza mobilna FIFA jaka kiedykolwiek powstała
  • Nowości takie jak Liga Mistrzów czy mecze z abstrakcyjnymi zasadami
  • FUT z prawdziwego zdarzenia
  • Błyskawiczne czasy ładowania i płynna rozgrywka
  • Nareszcie multiplayer z prawdziwego zdarzenia
  • Pełne wsparcie polskiej wersji językowej

Największe wady:

  • Nie dorównuje wersji stacjonarnej
  • Schematyczna, pozbawiona życia, brudu i chaosu piłka
  • Polski komentarz czasami sam przełącza się na angielski
  • Wciąż brak Huntera

Wiem jednak, że przenośna FIFA 19 mogłaby być jeszcze lepsza. Już pal licho fabularną kampanię Huntera. Chodzi o samą rozgrywkę. O sztukę piłkarską. EA musi wyrzucić do kosza kod spięty z Ignite i napisać mobilną odsłonę od zera. Nauczyć piłkarzy realistycznych zachowań. Umoczyć ich w brudnym futbolu kontaktowym. Wprowadzić do starć więcej zmiennych oraz niewiadomych. To ważniejsze niż jakakolwiek liga.

Nawet Liga Mistrzów.

Zrzuty ekranu pochodzą z gry FIFA 19 uruchomionej na konsoli Nintendo Switch w trybie stacjonarnym

Dołącz do dyskusji

Advertisement