To powinien być standard słuchawek bezprzewodowych. Astro ma świetny sposób na oszędzanie energii

Artykuł/Gry 13.10.2018
To powinien być standard słuchawek bezprzewodowych. Astro ma świetny sposób na oszędzanie energii

To powinien być standard słuchawek bezprzewodowych. Astro ma świetny sposób na oszędzanie energii

Takie proste, a takie pomocne. Podczas testów zestawu słuchawkowego Astro A50 zetknąłem się z rozwiązaniem, które powinno być standardem we wszystkich bezprzewodowych headsetach dla graczy. Nigdy nie spotkałem się z lepszym sposobem na oszczędzanie energii.

Zbiórka na orbicie. Pięć osób z klanu czeka na mnie w Destiny 2, aby po raz kolejny spróbować sił w nowym rajdzie. Znowu jestem spóźniony. Miotam się po salonie, rozpaczliwie szukając kabli. Kilka godzin wcześniej zostawiłem bezprzewodowe słuchawki na stole, a te się rozładowały. W takim momencie nie wiem, czego nie cierpię bardziej – swojego braku organizacji czy oczywistych wad bezprzewodowego rozwiązania.

Słuchawki, jak każde inne urządzenie, lubią się rozładować, gdy najbardziej ich potrzebujemy.

Oczywiście gdybym po każdej rozgrywce osadzał słuchawki do stacji dokującej albo podłączał je kablem USB, nie byłoby problemu. Niestety jestem typem człowieka, który (zbyt) rzadko odkłada rzeczy na swoje miejsce. DualShock 4 zostaje włączony na stole, a słuchawki leżą i drenują akumulator na sofie – to u mnie częstszy widok niż chciałbym przyznać. Nie cierpię tego w sobie, ale przynajmniej jestem świadom własnej ułomności. Podobno to pierwszy krok do zmiany.

Rozładowany bezprzewodowy kontroler to żaden wielki problem. Wyciągam z szuflady zapasowy, zazwyczaj przeznaczony dla gracza numer dwa. Słuchawki do gier ma się za to tylko jedne. Jasne, są jeszcze te do smartfonu, te pozwijane w szufladzie, te stare w komodzie, ale gdy akurat potrzeba zamiennika, jak na złość nigdy nie ma go pod ręką. Niby rozładowane słuchawki zawsze można podłączyć do gniazda 3,5 mm w kontrolerze, ale znajdź odpowiedni kabel w środku ligowej potyczki na serwerach Call of Duty. Powodzenia.

Producenci zestawów bezprzewodowych stosują rozmaite sztuczki zapobiegające nieświadomemu rozładowaniu.

Powszechny jest na przykład mechanizm automatycznej dezaktywacji słuchawek, gdy konsola ulega wyłączeniu. Podłączona do niej karta dźwiękowa przestaje być zasilana, więc słuchawki przechodzą w stan spoczynku. Niestety nie działa to w moim przypadku. Swoje PS4 skonfigurowałem w ten sposób, aby nawet po uśpieniu konsoli porty USB wciąż zasilały podłączone urządzenia. Wszystko po to, by na zewnętrzny dysk twardy mogły się pobierać w tle aktualizacje gier. Te coraz częściej zajmują od kilkunastu do kilkudziesięciu GB, a ja lubię być przygotowany.

Innym sposobem na oszczędzanie akumulatora słuchawek jest dezaktywacja urządzenia, gdy to przestaje otrzymywać bodźce dźwiękowe. Jeśli headset nie może rejestrować dźwięku na mikrofonie lub jeśli przestaje otrzymywać audio z konsoli, po prostu się wyłącza. Nawet jeśli stacja dokująca/karta muzyczna wciąż działa. To rozwiązanie również nie sprawdzało się w moim przypadku. Mieszkam w bloku, na górniczym osiedlu. Tutaj zawsze coś słychać. Samochód, wiertarka, instalacja wodna, zamykane drzwi – mikrofon ma co rejestrować.

Częściowym rozwiązaniem problemu czułego mikrofonu jest mechanizm dezaktywacji oparty wyłącznie na dźwięku przychodzącym. Jeśli słuchawki nie grają przez kilka minut, są wyłączane. Tak działają np. bezprzewodowe Razery. Tutaj sytuacja przechodzi w drugą skrajność. Wystarczy spędzić kilka dłuższych chwil w menu konsoli, aby usłyszeć dezaktywujący beep. Zatrzymasz rozgrywkę i odpiszesz na kilka maili oraz wiadomość SMS – beep. Zminimalizujesz grę, żeby wysłać na Twittera kilka zrzutów ekranu – beep. Można się zirytować. Zwłaszcza, gdy zestaw jest podłączony do PC i chwilowo zatrzymujemy Spotify, żeby z uwagą coś przeczytać.

Najciekawszym, najbardziej niezawodnym rozwiązaniem było dla mnie to zaproponowane przez SteelSeries. Ich bezprzewodowe zestawy są sprzedawane z dwoma bateriami. Gdy jedna znajduje się w słuchawkach, druga powinna się ładować w kieszeni zewnętrznej karty dźwiękowej. Gdy dochodzi do rozładowania słuchawek (lub na moment przed) wystarczy podejść do stacji USB i po prostu zamienić baterie. Ta naładowana na 100 proc. trafia do słuchawek, a ta rozładowana zaczyna gromadzić energię. Taka żonglerka co prawda odrywa nas od gry, ale na kilkadziesiąt sekund. Mój klan jakoś to przeżyje.

Teraz zobaczyłem, jak z problemem akumulatora radzi sobie Astro. A radzi sobie kapitalnie.

Nie spodziewajcie się żadnej technologii z kosmosu. Mechanizm zastosowany w Astro A50 jest do bólu prosty. Jak to jednak z prostymi rzeczami bywa – są niezwykle skuteczne. Gdy zapomnę zadokować Astro w stacji ładującej, słuchawki nie drenują akumulatora. Nawet, jeśli na ekranie wciąż jest włączona gra. Astro A50 wyłączają się tylko wtedy, gdy faktycznie nie są używane.

Kryterium dezaktywacji nie jest brak wychodzącego lub przychodzącego dźwięku. Nie jest nim również włączona karta dźwiękowa. Astro A50 po prostu wie, kiedy mamy słuchawki na głowie. Headset rozróżnia sytuacje w których ktoś z niego korzysta od tych, w których urządzenie leży na biurku. Albo krześle. Lub fotelu. Ewentualnie sofie czy nawet podłodze. Gra może sobie dudnić w słuchawkach w najlepsze. Jeśli jednak nie korzystamy z nich w tradycyjny sposób, to i tak się wyłączą. Świetna sprawa.

Skąd słuchawki Astro A50 wiedzą, że nikt z nich nie korzysta?

Do urządzenia zaimplementowano czujniki położenia oraz ruchu. Dzięki akcelerometrowi słuchawki „wiedzą“, gdy leżą na czyjejś głowie albo gdy ktoś położył je na płaskiej powierzchni. Nawet nie ruszając głową słuchawki i tak potrafią wychwycić, że ktoś z nich korzysta. Za to jeśli położę je na stoliku, wyłączają się same. Niezależnie od tego, co dzieje się na konsoli i czy dobiegają z niej dźwięki.

Co świetne, wystarczy ponownie chwycić za słuchawki, a Astro A50 automatycznie się włączają. Nie trzeba używać żadnego przycisku. Po prostu nakładamy je na głowę, a połączenie ze stacją dokującą zostaje wznowione. Wszystko jest w pełni automatyczne oraz prawie natychmiastowe. Jakie to proste. Jakie oczywiste. Mimo tego, dopiero w Astro A50 Wireless spotkałem się z takim rozwiązaniem.

Mechanizm oszczędzania akumulatora oparty na sensorach ruchu powinien być nowym standardem. To najprostszy, najbardziej intuicyjny sposób na wydłużenie życia bezprzewodowych słuchawkach dla graczy. Nie spotkałem się z lepszym rozwiązaniem, a sprawdziłem wszystkie topowe zestawy bezprzewodowe dla PlayStation 4.

Dołącz do dyskusji