Assassin’s Creed Odyssey jest podobne do Origins, ale te siedem rzeczy znajdziesz tylko w nowej grze

Artykuł/Gry 04.10.2018
Assassin’s Creed Odyssey jest podobne do Origins, ale te siedem rzeczy znajdziesz tylko w nowej grze

Assassin’s Creed Odyssey jest podobne do Origins, ale te siedem rzeczy znajdziesz tylko w nowej grze

W naszej recenzji możecie przeczytać, że pod wieloma względami Assassin’s Creed Odyssey to bliźniaczy brat egipskiego Origins z zeszłego roku. Nie myślcie jednak, że zmieniła się wyłącznie otoczka. Nowa odsłona posiada kilka fundamentalnych elementów, które odróżniają ją od przygód Bayeka na Czarnym Kontynencie.

Własność prywatna oraz kradzież

Skończyły się czasy wszechobecnej komuny, trwającej w świecie Assassin’s Creed od samego początku istnienia serii. W Odyssey przedmioty znajdujące się w wioskach, polis, świątyniach czy skarbcach mają już swoich prawowitych właścicieli. Ci z kolei wcale nie są skorzy do altruistycznego dzielenia się swoim dobytkiem. Bohater(ka) Odyssey nie może podnosić wszystkiego, co tylko wpadnie mu pod nogi. No, a przynajmniej nie bez ponoszenia konsekwencji swoich czynów.

Od teraz przedmioty należące do kogoś innego są oznaczone na czerwono. Wciąż można je podnieść, lecz będzie to tożsame z kradzieżą. Gdy zostaniemy przyłapani na gorącym uczynku, spadnie nasza reputacja wśród miejscowych. Jeśli regularnie łamiemy porządek publiczny, za naszą głowę zostanie wyznaczona nagroda. Wymagający, wysokopoziomowi najemnicy rzucą się wtedy na polowanie gracza. Do obrony swojego dobytku czasami stają również zwyczajni mieszkańcy Grecji.

Oczywiście bez większych szans na przeżycie.

Wybór awatara, wybór płci

To nie pierwszy raz, kiedy fan serii Assassin’s Creed może grać kobietą. Wcześniej zabójczyni była główną bohaterką przenośnego Liberation na PS Vitę. Później jedną z głównych ról dostała Evie z wyspiarskiego Syndicate. Jednak dopiero teraz gracz ma pełną swobodę w wyborze płci głównego bohatera. Może grać zarówno kobietą, jak i mężczyzną. Nie liczcie jednak na to, że początkowa decyzja będzie miała wielkie znaczenie albo głębokie konsekwencje narracyjne.

Płeć to w Assassin’s Creed Odyssey kwestia drugorzędna. Nawet biorąc pod uwagę ewentualne romanse głównego bohatera. Starożytna Grecja to czas bogatych relacji żeńsko-żeńskich oraz męsko-męskich. M.in. dlatego związki tych samych płci nie są niczym nadzwyczajnym. Rozgrywka Kasandrą wydaje się ciekawsza niż Aleksiosem, ale to tylko dlatego, że przez dziewięć poprzednich odsłon Assassin’s Creed byliśmy zdani na męskiego protagonistę. Odmiana raz na jaki czas jest dobra.

Wojny o terytorium

Mad Max, GTA, Shadow of Mordor – większość gier z otwartym światem posiada pewnego rodzaju mini-grę opartą na zdobywaniu regionów. Nie inaczej jest w Assassin’s Creed Odyssey. Gra osadzona w czasie wojen Aten ze Spartą wykorzystuje historyczne tło, aby wprowadzić na mapie taktycznej strefy wpływów oraz bitewne podziały. Ateny kontrolują jedną część półwyspu. Sparta kontroluje drugą. Tylko od gracza zależy, kogo poprze w militarnym wysiłku.

Awatar gracza może zostać wynajęty zarówno jako strona atakująca, jak i broniąca aktualnego układu sił w regionie. Obrona dotychczasowego porządku jest szybsza i prostsza, ale to obalenie aktualnej władzy zapewnia więcej punktów doświadczenia oraz lepszy ekwipunek do zdobycia. Jak obalić władzę? Poprzez osłabianie garnizonów, palenie zapasów oraz zabijanie wrogich żołnierzy. Na końcu trzeba wyeliminować lokalnego przywódcę (można spróbować zrobić to wcześniej, ale posiada wtedy potężną ochronę).

Po zabójstwie miejscowego dyktatora dochodzi do kulminacyjnej bitwy…

(Prawie) Wielkie bitwy

Jak wspomniałem wyżej, obalenie lokalnego przywódcy zawsze prowadzi do rozstrzygającej bitwy między Spartą oraz Atenami. To od tego starcia finalnie zależy, w czyich rękach pozostanie dany region. Obie strony konfliktu mają swoje „paski energii“. Gracz zabijający żołnierzy oraz dowódców skutecznie ten pasek skraca. Gdy spadnie do zera, wroga armia ucieka, a teren przechodzi pod władanie sojusznika. Razem z pobliskimi koszarami oraz portami.

Wielkie bitwy to zupełna nowość w Assassin’s Creed. Ubisoft już wielokrotnie próbował pokazać gigantyczne starcia, ale nigdy wcześniej nie dochodziło do jednoczesnego pojedynku tylu jednostek widocznych na ekranie. Chociaż na jednym ujęciu możemy się doliczyć nawet kilkudziesięciu wojów, batalie są bardziej efekciarskie niż emocjonujące. W praktyce wciąż walczymy z maksymalnie kilkoma przeciwnikami jednocześnie, doskonaląc kontry oraz wykorzystując potężne umiejętności specjalne.

Umiejętności specjalne

Assassin’s Creed Odyssey silniej flirtuje z gatunkiem cRPG niż jakakolwiek poprzednia odsłona serii. Widać to nie tylko na przykładzie punktów doświadczenia, poziomów postaci czy statystyk broni i pancerzy, ale również umiejętności specjalnych. Z tych korzysta się niczym w Dragon Age czy Mass Effect, wywołując efektowne ruchy ze specjalnego kołowego menu.

Umiejętności specjalne są kompletnie wyrwane z pozornego historycznego realizmu. Wśród nich znajduje się bycza szarża przenosząca bohatera za przeciwnika, dosłowny deszcz strzał, podpalanie własnego ostrza czy rzut włócznią połączony z natychmiastową teleportacją (?!). Wszystko wygląda bardzo efektownie, a używanie umiejętności specjalnych to czysta frajda.

Problem polega na tym, że te w ogóle nie pasują do reszty gry. Są jak gdyby siłą wyrwane z jakiegoś alternatywnego wymiaru. Dlatego tzw. skille to jednocześnie wielka zaleta, jak również wada Odysei.

Statki, bitwy morskie i kolekcjonowanie załogi

W Origins mieliśmy do czynienia z morzami piasku. W Odyssey gracz wypływa na bardziej naturalne, mokre wody. Do Assassin’s Creed powracają wielkie statki, którymi bezpośrednio steruje gracz. Jednak tym razem zamiast kręcić kapitańskim kołem wydajemy polecenia załodze. Załoga jest jak silnik, który możemy ulepszać, werbując na pokład kolejne osobliwości. Robimy to podczas rozmów, jak również… ogłuszając przeciwników. Niemal jak system rekrutacji w nowszych odsłonach Metal Gear Solid.

Pływanie jest nie tylko bardzo przyjemne, ale obfituje w wiele atrakcji. Bitwy morskie zostały zrealizowane niezwykle przyzwoicie. W Odyssey potrafimy nie tylko taranować i rozrywać wrogie łajby, ale również dokonywać abordażu. Aż się przypomina świetny Black Flag. Do tego własny statek można rozbudowywać o kolejne bronie, a także systematycznie go ulepszać.

Z prowadzeniem statku połączone jest kapitalne poczucie wolności. Każda wysepka, każdy brzeg i każdy ląd – wszędzie możemy się dostać, wydając odpowiednie polecenia załodze. Widok własnego statku czekającego w porcie, gdy my wspinamy się na najwyższą wieżę na wyspie – ach, wspaniale to wygląda. Mało która gra buduje takie poczucie swobody.

System dialogowy oraz ważne decyzje

Umiejętności specjalne to nie jedyne podobieństwo względem gatunku cRPG, jakie od razu odnotujecie w Assassin’s Creed Odyssey. Drugim jest system dialogowy, w którym sami wybieramy, co mówi bohater(ka). Gracz podejmuje własne decyzje, mające swoje naturalne konsekwencje. Przykładowo, zaledwie od kilku zdań zależy, czy potworna choroba ogarnie całą wyspę, zmieniając ją nie do poznania.

Oczywiście w większości przypadków wybory wypowiadanych zdań mają znaczenie czysto kosmetyczne. Zdarza się jednak, że podjęte przez nas decyzje niosą ze sobą bezpośredni i nieodwracalny wpływ na świat. I to jest świetne. Tak samo świetne jak fakt, że w zależności od podjętych wyborów zostaniemy uraczeni jednym z kilku możliwych zakończeń epickiej przygody.

Dołącz do dyskusji