Na ten zegarek czekałem bardziej, niż na nowego iPhone’a. Apple Watch Series 4 – pierwsze wrażenia

Artykuł/Sprzęt 01.10.2018
Na ten zegarek czekałem bardziej, niż na nowego iPhone’a. Apple Watch Series 4 – pierwsze wrażenia

Na ten zegarek czekałem bardziej, niż na nowego iPhone’a. Apple Watch Series 4 – pierwsze wrażenia

Tegoroczne telefony Apple’a to świetne urządzenia, ale iPhone XS jest do bólu nudny, a iPhone XS Max – za duży. Nie można tego powiedzieć o zegarku Apple Watch Series 4, który trafił do sprzedaży razem z nowymi smartfonami. Bawię się nim od wczoraj i jestem zauroczony.

Tim Cook na tegorocznej jesiennej konferencji Apple’a już od samego początku zapowiadał, że jego firma skupi się wyłącznie na dwóch kategoriach produktowych. Oprócz odświeżonych telefonów, które nie wprowadzają zbyt wielu nowości (poza np. lepszym procesorem i poprawionym aparatem), pojawiły się nowe zegarki.

Czytaj też: Nowy Apple Watch. Nowy design. Nowy rozmiar. Nowe funkcje. Stara cena

Apple Watch Series 4
Apple Watch Series 4

 

To był zresztą najwyższy czas, by odświeżyć bryłę Apple Watcha.

Przez kilka generacji dostawaliśmy w końcu nowe bebechy w tej samej obudowie. Apple Watch stawał się coraz szybszy, zyskał wodoodporność, moduł GPS i opcjonalne LTE, ale to było za mało, by przekonać mnie do zmiany na nowy model. Postanowiłem, że wymienię zegarek dopiero w jednym z trzech przypadków:

  • gdy pojawi się na naszym rynku wariant LTE wspierany przez polskich operatorów;
  • w chwili, kiedy mój zegarek przestanie dostawać aktualizacje oprogramowania;
  • w momencie, w którym zmieni się diametralnie bryła.

Spełniły się w tym roku dwa ostatnie z trzech zakładanych przeze mnie scenariuszy. Na wsparcie ESIM w zegarkach Apple’a w Polsce nadal czekamy, ale ze względu na brak aktualizacji do watchOS 5 w wykorzystywanym przeze mnie Apple Watch Series 0 postanowiłem kupić nowy model. Fakt, że wygląda nowocześnie, to miły bonus.

Apple Watch Series 4
Apple Watch Series 4

 

Tak samo, jak to, że do nowych zegarków pasują paski i zapięcia od poprzednich modeli.

Bryła się zmieniła, ale zegarek jest ciut wyższy, ale nie szerszy. Nie trzeba będzie też się przyglądać dokładnie oznaczeniom, kupując nowe paski w sklepie. Wystarczy pamiętać, że paski od poprzednich modeli 42 mm będą pasować do nowego modelu 44 mm, a te od 38 mm do tegorocznego 40 mm.

Dzięki temu mogę korzystać w Apple Watch Series 4 ze swojej starej bransolety. To o tyle zaskakujące, że w przypadku telefonów często konstrukcja z roku na rok zmieniała się w bardzo małym stopniu, ale skutkowało to koniecznością wymiany wszystkich etui i case’ów.

Apple Watch Series 4 z kolei pozwala zamontować stare paski, ale od poprzednika różni się już na pierwszy rzut oka.

OLED-owy ekran w pierwszym Apple Watchu robił ogromne wrażenie po premierze, ale przy nowym modelu wygląda archaicznie. Koperta tegorocznego zegarka w większej wersji urosła bowiem w pionie z 42 do 44 mm (w mniejszej z 38 mm do 40 mm), ma zaokrąglone rogi, a w dodatku ekran wypełnia znacznie większą powierzchnię.

Apple Watch Series 4
Apple Watch Series 4

 

Ramki wokół samego OLED-a są węższe i zaokrąglone – na wzór tych z iPhone’a X. W dodatku oprogramowanie tak sprytnie zlewa tło interfejsu z obudową, że ma się wrażenie, że całe szkło na froncie jest ekranem. Wykorzystano tu pewne sztuczki programowe, w tym zmniejszające i wygaszające się karty w przewijanych menu.

Co tu dużo mówić – ekran w Apple Watch Series 4 wygląda fenomenalnie.

Świetne wrażenie potęguje fakt, że aplikacje i system operacyjny mają czarne tło, którego w normalnych warunkach nie umiem odróżnić od czarnej ramki dookoła wyświetlacza. Interfejs składający się przede wszystkim z przycisków i kart prawie nigdy nie dotyka ramki, aby tego wrażenia nie psuć.

W nowym zegarku pojawiło się też kilka nowych tarcz, które robią użytek z większej powierzchni ekranu. Można na nich włączyć kilka komplikacji, aczkolwiek jeszcze się tym dłużej nie bawiłem. Zresztą i tak coś czuję, że zostanę przy tarczy Siri – ze skrótami do kalendarza i budzika.

Apple Watch Series 4
Apple Watch Series 4

 

Pasuje mi jej układ, a elementy wyświetlane na niej są teraz znacznie bardziej czytelne.

Dużo łatwiej odczytuje się z zegarka podstawowe informacje albo treść powiadomień – które w watchOS 5.0 są w dodatku grupowane jak w iPhonie. Nie trzeba też dokładnie celować, by wpisać kod PIN i dużo rzadziej się mylę, wybierając np. emotkę, którą z poziomu zegarka odsyłam w odpowiedzi na wiadomość.

Po przesiadce z Apple Watch Series 0 jestem też zachwycony prędkością działania, jaką zapewnia nowy procesor. Apple Watch Series 4 działa w porównaniu do mojego poprzedniego zegarka jak rakieta. Programy ładują się błyskawicznie, nawet gdy nie korzystałem z nich przez dłuższy czas.

Nareszcie aplikacje na Apple Watch ładują się na tyle szybko, że korzystanie z nich ma sens.

Pierwszy inteligentny zegarek w ofercie firmy miał zbyt wolny procesor, by sprawnie uruchamiać aplikacje, nawet te systemowe – o programach firm trzecich nie wspominając. Wykorzystywałem go w ostatnich miesiącach głównie do odbierania powiadomień. Teraz z programów aż chce się korzystać.

Oczywiście nie mam pewności, że faktycznie będę korzystał z programów na zegarku – to wyjdzie w praniu w najbliższych tygodniach. W dodatku na liście aplikacji mam teraz mniej pozycji niż… kilka lat temu. Wielu deweloperów (w tym np. Slack, Trello, Instagram) zrezygnowało z ich rozwijania.

Apple Watch Series 4
Apple Watch Series 4

Nie wszystko złoto, co jabłko.

Zegarek mnie zachwycił, ale nie wszystko poszło gładko. Miałem spore problemy, by uruchomić na nim aplikacje firm trzecich pisane po raz pierwszy kilka lat temu. Chociaż przywracałem kopię zapasową z poprzedniego zegarkach, Messenger, Pokemon GO i Uber zaskoczyły dopiero po kilku restartach zegarka i iPhone’a.

Mam jednak nadzieję, że watchOS 5 i nowy hardware przekona programistów, by dać Apple Watchowi znowu szansę. Jak na razie zadowolę się jednak tymi preinstalowanymi programami oraz grupowanymi powiadomieniami, które pozwalają na wykonywanie innych akcji niż tylko wyświetlanie lub usuwanie ich.

Cieszy mnie też poprawiony głośnik, bo mogę prowadzić rozmowy bez dociskania nadgarstka do ucha. Świetnie działa też nowy silniczek wibracji – zwłaszcza przy kręceniu koronką. Czekam teraz, aż trafi się znajomy, z którym będę mógł przetestować nową aplikację walkie-talkie – a tymczasem zabieram się do dalszego testowania nowego urządzenia.

Dołącz do dyskusji