Szaleństwo. Apple dalej sprzedaje czteroletniego Maca mini i chce za niego nawet 11 tys. zł

Artykuł/Sprzęt 17.10.2018
Szaleństwo. Apple dalej sprzedaje czteroletniego Maca mini i chce za niego nawet 11 tys. zł

Szaleństwo. Apple dalej sprzedaje czteroletniego Maca mini i chce za niego nawet 11 tys. zł

Na co można wydać 2 tys. zł? Może na nowy i jednocześnie czteroletni komputer uznanej marki? Czyli na przykład Maca mini.

Ok, więcej przykładów na rynku chyba nie ma. I za każdym razem, kiedy odwiedzam polską stronę Apple’a, nie mogę wyjść z podziwu, że jakkolwiek wiele się na niej zmienia, tak jedno zostaje od niemal równo czterech lat niezmienne. To obecność Maca mini w ofercie.

To już nawet przestało być śmieszne.

Mac mini – Mały gigant. Nieprzerwanie od października 2014 r. tak właśnie Apple reklamuje swój najmniejszy i najtańszy komputer w ofercie. Przy tym nie uległo zmianie nie tylko hasło reklamowe, ale też i oficjalny cennik, który powinien już trafić do jakiegoś zestawienia 10 najbardziej absurdalnych rzeczy, które zobaczysz dziś w internecie.

2299 zł – dokładnie tyle (bo dostawa jest bezpłatna) trzeba zapłacić za wersję z – i tu uwaga – dwurdzeniowym i5 o taktowaniu 1,4 GHz, 4 GB RAM (!), dyskiem talerzowym o pojemności 500 GB (5400 RPM!) i kartą graficzną Intel HD Graphics 5000.

Jeśli chcemy mieć na pokładzie 8 GB RAM, musimy zapłacić w sumie 2779 zł. Jeśli chcemy mieć SSD, musimy… obejść się smakiem. Niewielki komputer Apple w bazowej odmianie sprzedawany jest albo tylko z HDD, albo z dyskiem Fusion. Oczywiście dysk można wymienić po zakupie we własnym zakresie, ale co zrobić z pozostałym po operacji dyskiem 5400 RPM? Podobno nie przyjmują ich już nawet na zbiórkach elektrośmieci.

I oczywiście na 2779 zł się nie kończy. Najdroższy wariant Maca mini, po dodaniu wszystkich opcji, kosztuje – uwaga, uwaga – 9499 zł. Bez klawiatury, trackpada i przejściówki HDMI na DVI. Jeśli doliczyć to wszystko, na rachunku zobaczymy maksymalnie 10 926 zł!

Imponujące.

Imponujące też o tyle, że w kwocie o 500 zł niższej można złożyć bardzo sensownego… iMaca 27 5K. Nie mówiąc już w ogóle o tym, co można byłoby złożyć, samodzielnie dobierając części do budowy komputera.

I po co to wszystko?

Nie sądzę, żeby Apple zbierał zbyt wiele zamówień na Maca mini. To wprawdzie wciąż najtańszy sposób na wejście do komputerowego ekosystemu Apple i wciąż rozsądnie działający komputer, ale trudno go polecić komukolwiek, zachowując czyste sumienie. To się po prostu nie opłaca, niezależnie od tego, jak na to patrzeć.

Bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie, dlaczego mając do wyboru trzy wyjścia, Apple wybrało to najdziwniejsze. Można było Maca mini odświeżyć, pozostawiając go w jego dotychczasowej formie (tego w 2017 r. doczekał się też starawy MacBook Air). Można go było też po prostu z oferty wyrzucić. Skoro sprzedaje się słabo – a tak pewnie jest, biorąc pod uwagę brak zainteresowania ze strony Apple’a – to po co utrzymywać go sztucznie przy życiu? Gdyby ten komputer na chwilę znikł z oferty, nikt by tego nie żałował. Jeśli pojawiłby się następca – i tak wszyscy traktowaliby go jako pełnoprawnego kontynuatora linii.

Zamiast tego mamy smutną, zakurzoną zakładkę, wyeksponowaną na stronie Apple i straszący specyfikacją i cenami sprzęt. Oczywiście co jakiś czas pojawiają się sugestie, że niedługo może pojawić się kolejna generacja, ale to też nie powód, żeby robić ze sklepu i strony Apple muzeum, w którym bez trudu można kupować eksponaty.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement