Minęło 17 lat od zamachów z 11 września, a teorie spiskowe dotyczące tamtych wydarzeń mają się świetnie

Artykuł/Nauka 11.09.2018
Minęło 17 lat od zamachów z 11 września, a teorie spiskowe dotyczące tamtych wydarzeń mają się świetnie

Minęło 17 lat od zamachów z 11 września, a teorie spiskowe dotyczące tamtych wydarzeń mają się świetnie

Alternatywne teorie dotyczące ataku na World Trade Center nie zamierają z czasem. Tysiące osób nadal jest przekonanych, że zamach został sfingowany. 

Teorii spiskowych otaczających dramat ataków na World Trade Center jest mnóstwo. Jedna z największych tragedii we współczesnej historii Stanów Zjednoczonych obrosła własną mitologią. W końcu nie trzeba oglądać House of Cards, żeby wiedzieć, że politycy kłamią nawet częściej niż nastolatki, a do tego są bardziej skorumpowani i na pasku trzymają media mainstreamowe.

Albo wiedzieli i nic nie zrobili, albo sami za tym stoją. Tertium non datur.

Zwolennicy teorii spiskowych lub, nazwijmy je ładniej, alternatywnych, zwykle dochodzą do jednego z dwóch wniosków — albo rząd zawczasu wiedział o ataku i nic z nim nie zrobił, albo to całe zamieszanie z jakąś Al Kaidą to fikcja i tak naprawdę za zamachem stoją służby specjalne Stanów Zjednoczonych działające na rozkaz najważniejszych osób w państwie. W obu wypadkach jedno jest pewne — politycy i przedstawiciele służb są umoczeni po uszy w całej sytuacji, a ich promienne uśmiechy wybielane regularnie w najlepszych gabinetach dentystycznych, skrywają jedynie przegniłe do cna dusze.

Jednym z głównym powtarzanych jak echo zarzutów jest ten o braku reakcji na porwanie ze strony lotnictwa amerykańskiego. W końcu potęga wojskowa, uczestnicząca w wielu wojnach, powinna być w stanie skutecznie reagować w przypadku ataku na własnym terytorium. Dzięki systemowi NORAD (North America Defense Command), powinna o nich szybko dowiedzieć, a kontrola lotów powinna natychmiast przekazać służbom odpowiednie informacje.

Niestety rzeczywistość okazała się głucha na wszystkie powinności. NORAD nie zaalarmował nikogo, bo jego radary przeszukują niebo w poszukiwaniu zagrożenia z zewnątrz, a nie porwanych samolotów na terenie Stanów. Kontrola lotów zaś miała problemy z namierzeniem odpowiednich samolotów, bo porywacze dość przytomnie wyłączyli w nich systemy wysyłające odpowiednie sygnały.

Wyburzenie kontrolowane.

Nic nie kreuje tylu ekspertów od katastrof lotniczych niż prawdziwa lotnicza katastrofa, ta uniwersalna zasada sprawdza się także za wielką wodą. W mgnieniu oka okazuje się w takich wypadkach, że wszyscy, bez względu na to, czy bronią teorii oficjalnej, czy alternatywnej, znają się na budowie samolotów, są specjalistami od aerodynamiki i chemii. Drugi fakultet robią według potrzeb. W Polsce mamy do czynienia z nagłym wybuchem specjalistów od dendrologii, w Stanach Zjednoczonych architektów.

Pierwszy samolot wbił się w wieże na wysokości 94 piętra, drugi na wysokości 78. Zanim budynki się zawaliły, nie było widać, żadnych uszkodzeń na poziomie lobby, a jeśli nie było ich widać, to nie istniały, a jeśli nie istniały, to nie pożar i nie uderzenie spowodowały zawalenie się budynków, ale umieszczone w nim uprzednio ładunki wybuchowe. Nie można ryzykować. Sama katastrofa mogłaby być nie dość diaboliczna, żeby wywołać pożądane efekty. Co więcej, nie było jeszcze w historii takiego budynku, który zawaliłby się od pożaru. Co prawda nie było też wielu wieżowców, w które wbiłby się samolot przed pożarem, ale to szczegóły.

Wersja oficjalna tłumaczy, że płonące paliwo dostało się do szybu windy, nie tylko uszkadzając go, ale także powodując pożar na innych piętrach wieżowca. W związku z dużą ilością łatwopalnego materiału temperatura pożaru rosła, a stalowa konstrukcja słabła z każdą chwilą, aż doprowadziła do zawalenia się budynku.

To Ptak? To Samolot? Nie, to rakieta uderzyła w Pentagon.

Jeśli chodzi o Pentagon, to nie ma mowy o żadnym samolocie. Ponieważ grono naocznych świadków składa się głównie ze spiskowców, łatwo było utrzymać brak aeroplanu w tajemnicy. Ale nie przed wszystkimi. Czujne oko zainteresuje się wielkością dziur, które są w oczywisty sposób zbyt małe jak na to, że zostały zrobione przez wpadający na nie z impetem samolot. Obrońcy wersji rządowej tłumaczą, żę samolot rozpadł się, zanim jeszcze spowodował zniszczenia i w związku z tym tylko jego część zderzyła się ze ścianami budynku.

Po co to wszystko? Cała ta zakrojona na ogromną skalę konspiracja? Każdy zaznajomiony z politycznymi thrillerami, a nawet filmami o superbohaterach z łatwością to odgadnie. Chodzi o pieniądze, władzę i panowanie nad światem. USA potrzebowało pretekstu do wywołania wojny w Afganistanie i Iraku. Nie mogli zaatakować ot tak, żeby nie wzbudzić sprzeciwu innych krajów i oporu u siebie. A atak na World Trade Center zmienił wszystko, zarówno w polityce międzynarodowej, jak i wewnętrznej. Po zamachu rozpoczęto wojnę i wprowadzono nowe przepisy dające większą swobodę służbom między innymi w inwigilacji obywateli Stanów Zjednoczonych.

Teorie dotyczące tego, co naprawdę stało się podczas zamachu na World Trade Center nie ustaną łatwo. Nawet jeśli w końcu prawda wyjdzie na jaw i przyznają się do niego reptilianie, część osób będzie wątpić także w to.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji