Komisja Europejska podejrzewa wielką zmowę branży moto. Jeśli to prawda, wszyscy zapłacimy za nią zdrowiem

Felieton/Motoryzacja 19.09.2018
Komisja Europejska podejrzewa wielką zmowę branży moto. Jeśli to prawda, wszyscy zapłacimy za nią zdrowiem

Komisja Europejska podejrzewa wielką zmowę branży moto. Jeśli to prawda, wszyscy zapłacimy za nią zdrowiem

Podobno smog zabija coraz częściej. Podobno przez pięć ostatnich miesięcy cały świat bił rekordy ciepła. Ale na szczęście podobno wszyscy martwimy się o jakość powietrza, którym oddychamy. No, prawie wszyscy.

Największa afera motoryzacyjna skończyła już trzy lata. Wtedy wszyscy przecierali oczy ze zdumienia i nie mogli uwierzyć, że Volkswagen robi ich od lat w konia. Też byłem wkurzony, nie powiem. Ale bardziej zainteresowało mnie milczenie pozostałych graczy na rynku motoryzacyjnym. I od razu w głowie urodziło się podejrzenie: że niby tylko Volkswagen taki zły, a reszta taka dobra?

Komisja Europejska szuka zmowy.

Życie jednak dobrze podpowiadało, że takiego prostego podziału na uczciwych i tych nie – po prostu nie ma. Co więcej, bardzo możliwe, że w niedługim czasie dowiemy się, że to nie tylko gigant z Wolfsburga wolał zysk od zdrowia swoich klientów. Podobnie skusić mogli się też inni. Czy tak faktycznie było ma odpowiedzieć prowadzone w trybie pilnym postępowanie wyjaśniające Komisji Europejskiej.

Śledczy po lupę wzięli gigantów branży moto. Dochodzenie prowadzone jest przeciwko koncernom BMW, Daimler i grupie VW.

Komisja bada, czy BMW, Daimler i VW zgodziły się nie konkurować ze sobą w sprawie opracowania i wdrożenia ważnych systemów, mających ograniczyć emisję szkodliwych czynników w samochodach osobowych napędzanych benzyną i olejem napędowym.

 

Technologie te mają na celu uczynienie samochodów osobowych mniej szkodliwymi dla środowiska: jeśli podejrzenia się potwierdzą, zmowa ta oznacza odmowę możliwości zakupu samochodów emitujących mniej zanieczyszczeń, mimo że technologia jest dostępna dla producentów – tłumaczy zakres śledztwa komisarz Margrethe Vestager, odpowiedzialna w KE za konkurencję.

Sprawa jest znacznie poważniejsza niż nam się może wydawać.

Wielkie mecyje, trochę podkręcili wyniki testów, żeby sprzedać więcej samochodów. I od razu taka afera? Owszem, można mieć małą wyobraźnię i patrzeć na świat przez wygodną szparę. Lepiej jednak przynajmniej niekiedy otworzyć szerzej oczy i rozejrzeć się uważnie. Wtedy jest szansa, że zobaczymy nieuczciwe praktyki branży moto z innej perspektywy. Bo tak, jasne, chodzi o dolary i euro. Setki miliardów. Ale przy okazji nie może nam umknąć jeszcze jeden, ale przecież bardzo istotny aspekt.

To zanieczyszczenie powietrza, zmiany klimatyczne (tutaj ubóstwiamy udawać, że to nieprawda, a jak nawet, to nie dotyczy ona nasze planety tylko jakiejś wymyślonej) i degradacja środowiska ma na nas bardzo duży, o ile nie decydujący wpływ.

Przecież nawet odmieniany na wszystkie sposoby od 2 lat przez polskich dziennikarzy termin „smog” wiąże się z konkretnymi zagrożeniami. Tylko w 2016 r. z jego powodu miało umrzeć 19 tys. Polaków. I nie jest to teza żadnych „nawiedzonych ekologów”. To dane polskiego rządu.

Koszty zmian klimatycznych zabijają zysk.

Trzeba sobie wyobrazić, że każde auto emitujące m.in. niebezpieczne tlenki azotu to kropla wody. Trafia w skałę. Tylko takich kropel są setki milionów. I koniec końców skała skruszeje. Tak samo niestety będzie z naszym klimatem. Jeżeli faktycznie branża moto oszukiwała na taką skalę, to skutki tych działań po pierwsze mogą okazać się nieodwracalne, a po drugie – z pewnością będą bardzo kosztowne.

Naukowcy z angielskiego UK National Oceanographic Centre (NOC) przeanalizowali poziom wód na naszej planecie. Jeżeli swojego podejścia do klimatu nie zmienimy i średni wzrost temperatury wyniesie 2 st. C, to straty związane z podniesieniem poziomu mórz i oceanów (m.in. przez topniejące lodowce) mogą wynieść rocznie 14 bln dol. Czyli 14 i dwanaście zer, dla lepszego wyobrażenia.

Branża moto śmieje się w twarz nie tylko klientom.

Jeżeli dochodzenie KE potwierdzi przypuszczenia, że najwięksi gracze rynku motoryzacyjnego dogadali się i razem oszukiwali swoich klientów i użytkowników, to może warto inaczej spojrzeć też na całą gospodarkę, która przecież miała systematycznie podążać w kierunku odnawialnych zasobów energii.

Kosztem paliw kopalnianych, których dalsza eksploracja ziemskiemu klimatowi też nie najlepiej robi.

Lata temu było Kioto. Powstał tam nawet Protokół, który miał być koronnym dowodem na to, że człowiek jednak nie jest skończonym idiotą i o własne otoczenie, może z ponagleniem, ale jednak, potrafi zadbać. Potem był Paryż. Następnym gospodarzem szczytu klimatycznego ONZ będą już w grudniu Katowice. Prezydent stolicy Górnego Śląska marzy nawet o przyjęciu podobnego dokumentu jak we wspomnianym Kioto.

Nic tylko przyklasnąć. Znowu można mieć wiarę, że politycy – jak jeden mąż: ci mniejsi i więksi – faktycznie dbają i o nas, i o naszą planetę. Można spokojnie spać, oni zniwelują zagrożenia. Przecież spotykają się regularnie, potem w świetle fleszy podpisują dokumenty. Nie może być inaczej. No chyba, że to wszystko pic na wodę fotomontaż. Że mamy do czynienia z prowizorką, której jedynym celem jest uspokojenie sumienia największych graczy.

Ale tak naprawdę zagrożenia klimatyczne i związane z tym niebezpieczeństwa dla ludzi po prostu przegrywają z zyskami największych korporacji.

Na szczęście nie wszyscy udają miłość do klimatu.

Po śledztwie branża moto może mieć ogromne kłopoty. Głównie wizerunkowe, bo na plajty raczej bym nie liczył. Na nagły spadek przychodów w dłuższej perspektywie też nie.

Czyli klimat nie ma żadnych szans? Najpierw jest konsekwentnie i z premedytacją niszczony, a potem winni tego unikają konsekwencji i rychło przeskakują na nową gałąź?

Na szczęście ta kiepska wizja nie ma do końca przełożenia na rzeczywistość. Owszem, nie brakuje przykładów tych największych, którzy kierowani wyłącznie zyskiem oszukiwali, na czym cierpiał ziemski klimat.. Ale nie brakuje też takich, którzy nie dość, że mówią o konieczności ochrony klimatu, to dodatkowo jeszcze robią, to co zapowiadają.

Takim przykładem jest Apple, jedna z największych, jak nie największa firma na naszej planecie.

Gigant z Cupertino, po wdrożeniu ekologicznej strategii, już odnotowuje pierwsze sukcesy w tym względzie. W 2018 r. cała energia używana w ich obiektach pochodziła wyłącznie z odnawialnych źródeł. Po kontrowersyjnej decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego, Apple zapowiedział wyemitowanie zielonych obligacji o wartości 1 mld dol., które będą przeznaczone na ochronę środowiska. Firma z jabłkiem w logo utrzymuje, że dzięki temu ich cały nakład na ekologię wyniesie w sumie 2,5 mld dol.

Tech bardziej eko niż moto.

Jeżeli przyjrzeć się bliżej całej branży technologicznej i wzrokiem ogarnąć tylko tych największych, widać jak na dłoni, że ekologiczny Apple wcale nie jest wyjątkiem. Bardzo poważne podejście, poparte konkretnymi działaniami pokazuje chociażby Google czy Microsoft. Pierwszy potentat już trzy lata temu, w ramach usługi Google Earth, stworzył testowe mapy zanieczyszczenia powietrza i emisji trujących substancji w San Francisco oraz Los Angeles. We wrześniu br. poinformowali, że chce w ten sposób zmapować cały świat. Na początek wypuści 50 samochodów, wyposażonych w mobilne sensory produkcji Aclima. Te sprawdzą poziom dwutlenku węgla, tlenku węgla, dwutlenku azotu, ozonu oraz pyłu zawieszonego PM 2.5 z różnych stron świata. Odczyty mają być dostępne w zasobach Google BigQuery.

Z kolei firma Billa Gatesa już w 2012 r. całkiem na poważnie zaczęła realizować program swojej ekologicznej neutralności. Polegało to, i dalej polega, na większych zakupach energii odnawialnej i ograniczeniu emisji. Inicjatywa „carbon neutral” jest z pewnością kosztowna, ale ma też przynosić realne korzyści. Widać jak na dłoni, że największa trójka technologiczna w poważnych działaniach ekologicznych zostawiła wielką trójkę moto (BMW, Daimler i grupa VW) daleko w tyle. Szkoda.

Klimat może uratować tylko frontalna współpraca.

Cieszą takie przykłady – nie ma wątpliwości. Dobrze, że ktoś – z możliwościami i pieniędzmi – myśli o klimacie jak najbardziej poważnie, a nie jedynie w kategoriach zysku politycznego lub materialnego. Ale w kontekście walki ze smogiem, poszukiwania recepty dla naszego klimatu ,już bardziej jednak smuci. To tak jak z jaskółką, którą dojrzymy w marcu i już myślimy, że można zimę w krótkim rękawku żegnać. Dopiero potem sobie przypominamy porzekadło, że jedna jaskółka wcale wiosny nie czyni. I w kontekście klimatu oraz uczciwości największych koncernów mamy do czynienia z podobnym mechanizmem. Super, że Apple jest taki ekologiczny. Pewnie jakby poszperać ciut głębiej – znalazło by się też kilka innych przykładów.

Tylko co z tego? Skoro branża moto może to wszystko mieć w poważaniu i oszukiwać kosztem naszego zdrowia ile wlezie. Przecież na świecie liczba samochodów parę lat temu przekroczyła miliard sztuk. Setki milionów potencjalnych trucicieli. Każdego dnia i w każdym zakątku Globu.

A co jeśli jest tak, jak z pijanymi kierowcami? Że owszem, policja każdego dnia łapie dziesiątki, jak nie setki takich delikwentów, ale to i tak mniej niż tych, którym się upiekło i na podwójnym gazie uniknęli kontroli. I teraz wystarczy sobie wyobrazić, że branża moto w swoim dążeniu do zysku kosztem zdrowia nie jest wcale osamotniona. Tylko akurat ich złapali.

To tak jakbyśmy z jednej strony budowali mur, a z drugiej zaprosili do jego burzenia kumpla. Faktycznie, sporo się dzieje, ale efektu żadnego nie ma i być nie może. Prawda bowiem jest taka, że w zmianach klimatu już dawno zaszliśmy za daleko. Drogi powrotu szukać na próżno.

Dlatego lepiej przedzierać już szlaki na przyszłość. Tylko musimy nimi podążyć wszyscy, bez wyjątku. Inaczej znowu wygra zysk, a przegra klimat i my sami.

Dołącz do dyskusji

Advertisement