Robert Feluś, jeden z ojców i redaktor naczelny Faktu, wydalił się z redakcji po skandalicznej okładce o sznurze

Felieton/Media 04.09.2018
Robert Feluś, jeden z ojców i redaktor naczelny Faktu, wydalił się z redakcji po skandalicznej okładce o sznurze

Robert Feluś, jeden z ojców i redaktor naczelny Faktu, wydalił się z redakcji po skandalicznej okładce o sznurze

Robert Feluś  (49 l.) to taki przesympatyczny facet, który jest związany z Faktem od samych jego początków, zaś przez kilka ostatnich lat był nawet jego redaktorem naczelnym. Z naciskiem na słowo “był”.

Autor nagłówka z Faktu nie jest znany z imienia i nazwiska, natomiast za winę w nadzorze (czy też raczej jego braku) odpowiedzialny stał się były już redaktor naczelny – Robert Feluś właśnie. Były, ponieważ na skutek zamieszania związanego z feralną okładką Robert Feluś podał się do dymisji. Nie będzie go już w Fakcie, nie będzie go już w samochodzie Onetu.

Nie płakałem po Felusiu

Z jednej strony Feluś był redaktorem naczelnym tabloidu. Jego wydawcy oczekiwali od niego tworzenia szmatławca, więc nie do końca mam ochotę wylewać na niego wiadro pomyj ze względu na całokształt twórczości – taka była jego praca, choć podpadł przez ten czas wielu osobom z tak zwanego celebryckiego świata.

Z drugiej, przyznam, miałem już ochotę pisać o nim w czerwcu widząc zdjęcia reprezentantów Polski nad basenem w Soczi. To nie był tylko tabloid, to była zawodowa szczujnia. Żerowanie na najbardziej prymitywnych instynktach, zapewnianie najtańszych emocji motłochowi. Ja tam widziałem nagonkę w kiepskim stylu, a Robert Feluś na Twitterze odgrażał się kibicom, że taka jest rola mediów.

Niestety, dotąd niejasne jest kto konkretnie odpowiada za okładkę feralnego Faktu ze sznurem w tytule.

Czy – jak podejrzewam – to tylko nieznany z imienia i nazwiska idiota, który przemknął gdzieś ze swoim przebłyskiem radosnej twórczości w zamieszaniu redakcyjnym, czy też Robert Feluś własnoręcznie wziął próbny wydruk PDF do ręki, podniósł pod światło i z przekonaniem kiwnął głową mówiąc “nie no, w sumie spoko”.

Gdyby nawet przyjąć koncepcję, że Feluś ostatecznie nie powinien być zwalniany za redaktora, który zerwał się z łańcucha, sam najchętniej zwolniłbym go za wystosowane wkrótce potem przeprosiny:

Wszystkich, którzy czują się urażeni tytułem do tekstu o życiu Leszka Millera juniora, przepraszam

Niczym z informacji telefonicznej odczytywanej przez syntezator mowy Ivona. Zero emocji, zero szczerej skruchy, zero posypywania głowy popiołem. Leszek Miller zapowiedział już, że pozwie Fakt oraz redaktora naczelnego, który zgodnie z prawem prasowym również jest osobiście odpowiedzialny za poczynania prowadzonego przez siebie tytułu. Czemu były premier ma spore szanse powodzenia, wyjaśniałem w osobnym tekście na Bezprawniku.

Nie płakałem po Robercie Felusiu. Od pierwszego dnia istnienia fakt-perełki naszego rynku medialnego tworzył narzędzie szczujni, wzajemnego napuszczania na siebie szczególnie tych najprostszych Polaków. Tańcząc na krawędzi dachu trzeba liczyć się z tym, że pewnego dnia noga może się powinąć, gdy zahaczymy o jeden sznur za daleko. Tym niemniej, z tak specyficznym wachlarzem umiejętności, droga do dalszej kariery na Woronicza pozostaje oczywiście otwarta.

W tym miejscu miały się jeszcze znajdować prywatne zdjęcia rodziny Roberta Felusia z wakacji, ale są jakieś granice. Jak widać piętno, które odcisnął na polskim rynku medialnym, ostatecznie nie było aż tak duże.

Dołącz do dyskusji