Konkurencja w świecie foto nabiera rozpędu. Panasonic, Leica i Sigma idą na wojnę z Canonem, Nikonem i Sony

Artykuł/Foto 24.09.2018
Konkurencja w świecie foto nabiera rozpędu. Panasonic, Leica i Sigma idą na wojnę z Canonem, Nikonem i Sony

Konkurencja w świecie foto nabiera rozpędu. Panasonic, Leica i Sigma idą na wojnę z Canonem, Nikonem i Sony

Trzech mniejszych łączy siły by wspólnie ruszyć do walki z tuzami świata foto. Panasonic, Leica i Sigma wspólnie stworzą system bezlusterkowców z pełną klatką.

W fotografii 2018 rok będzie zapamiętany jako rok pełnej klatki. Już dawno nie obserwowaliśmy takiego obrodzenia w nowe sprzęty, a także w zupełnie nowe systemy.

Nowoczesne bezlusterkowce z pełną klatką do niedawna były domeną Sony. Od 2018 roku pojawiła się konkurencja, bo takie systemy pokazał Nikon i Canon. Teraz rodzi się kolejna siła, który powstanie przy współpracy Panasonica, Leiki i Sigmy.

(Nie taki) nowy pełnoklatkowy system od trzech producentów.

Od dawna mówi się o rychłej premierze pełnoklatkowego bezlusterkowca Panasonica. Firma od lat rozwija bezlustekowce w systemie Mikro Cztery Trzecie, więc wejście w profesjonalny, pełnoklatkowy segment jest mocno oczekiwane przez fanów Panasonica jak i cały rynek.

Teraz dowiadujemy się, że Panasonic połączy siły z dwoma innymi firmami. Pierwszą będzie Leica, której nie trzeba przedstawiać fotografom. Ten zasłużony niemiecki producent ma długą historię współpracy z Panasonikiem. Wielokrotnie widzieliśmy bliźniacze aparaty wydawane pod szyldem Panasonica i Leiki.

Tym razem współpraca ma wyglądać podobnie, co oznacza, że nowy system Panasonica będzie bazował na istniejącym bagnecie Leica SL. To dobra wiadomość, bo dzięki temu Panasonic nie zaczyna od zera, co byłoby zecydowanie trudniejsze, zwłaszcza przy tak mocnej konkurencji.

Panasonic-Leica SL, czyli jak nie zgubić się w nazewnictwie?

Leica SL

System SL jest bardzo młody, ponieważ Leica wprowadziła go na rynek w 2014 roku, wraz z premierą aparatu Leica T. Początkowo bagnet również nosił nazwę T-mount, ale Leica w 2015 roku wprowadziło rozgraniczenie: bagnet TL dla bezlusterkowców APS-C i bagnet SL dla bezlusterkowców z pełną klatką.

Nowy aparat Panasonika ma bazować na bagnecie SL. Można się spodziewać, że w przyszłości będziemy widzieć tańsze bezlusterkowce SL Panasonica i droższe, bardziej luskusowe wersje SL Leiki.

Jaka będzie rola Sigmy?

Sigmę kojarzymy jako producenta obiektywów, ale nie można zapomnieć, że firma produkuje też własne aparaty, w tym bezlusterkowce. Na ten moment nie wiadomo, czy Sigma zamierza tworzyć aparaty systemu SL. Raczej w to wątpię. Bardziej prawdopodobne wydaje się tworzenie obiektywów pod nowy bagnet SL.

Trudno uwierzyć w sytuację, w której Sigma ograniczy do tworzenia obiektywów tylko do systemu SL. Sigma słynie z tego, że jest producentem niezależnym, pokazującym obiektywy właściwie do wszystkich systemów. Najpewniej bagnet SL nie dostanie wyłączoności, ale będzie traktowany priorytetowo.

Co to wszystko oznacza dla klientów? Niestety trzeba spodziewać się wysokich cen.

Nowy aparat Panasonica (a być może dwa aparaty) mamy zobaczyć już jutro. Będzie to kolejna bardzo ważna premiera na rynku fotograficznym, ale – ponownie – będzie zarezerwowana tylko dla profesjonalistów lub entuzajstów z głębokim portfelem. Mówi się o progu cenowym na poziomie 4 tys. dol.

Czy w takim razie można mówić o erze pełnej klatki? Wybór w tym segmencie jest większy niż kiedykolwiek, ale ceny są potężne. Wszystkie tegoroczne konstrukcje, a więc Sony A7 III, Nikon Z6, Nikon Z7 i Canon EOS R kosztują minimum 9,8 tys. zł za sam korpus. Można się spodziewać, że nowe aparaty spod znaku Leica-Panasonic-Sigma nie będą tańsze. A do tego trzeba przecież doliczyć obiektywy, które w pełnoklatkowych wersjach również nie są tanie.

Wobec tego większość fotografów może jedynie powzdychać do nowych aparatów, albo… zwrócić wzrok w kierunku starszych konstrukcji. I tutaj pojawia się Sony ze swoją pięcioletnią przewagą nad konkurentami, którzy weszli w bezlusterkową pełną klatką w 2018 roku. Pierwsza generacja Sony A7 kosztuje poniżej 3000 zł, a Sony A7 II to koszt ok. 4600 zł. Na rynku wtórnym te aparaty kosztują odpowiednio 2500 i 3700 zł.

Takie propozycje ma w ofercie na razie tylko Sony, a to sprawia, że jeszcze przez kilka lat to właśnie aparaty tej firmy będziemy widywać w dłoniach entuzjastów i półprofesjonalistów. Bardzo czekam na moment, kiedy podobna sytuacja zawita do nowych, tegorocznych systemów innych producentów. Kiedy ten moment nadejdzie, lustrzanki będą mogły odejść na zasłużoną emeryturę.

Dołącz do dyskusji

Advertisement