Brawo my. Wyprodukowaliśmy tyle śmieci, że czasy, w których żyjemy, można nazwać epoką plastiku

Artykuł/Ekologia 17.09.2018
Brawo my. Wyprodukowaliśmy tyle śmieci, że czasy, w których żyjemy, można nazwać epoką plastiku

Brawo my. Wyprodukowaliśmy tyle śmieci, że czasy, w których żyjemy, można nazwać epoką plastiku

Plejstocen, paleocen, późna kreda i… plastik – jako ludzkość wyprodukowaliśmy tyle śmieci z tego tworzywa sztucznego, że plastik zasługuje na swoją własną epokę w historii Ziemi.

Tak przynajmniej sugeruje dr Dan Parsons, profesor sedymentologii na Uniwersytecie Hull. Już teraz, na dnie oceanów znajduje się ok. 400 mln ton plastikowych śmieci. Tak ogromna ilość odpadów, według Parsonsa będzie największym geologicznym śladem, jaki pozostawią po sobie obecne pokolenia.

— Za jakieś 10-20 mln lat geologowie będą drapać się po głowach i zastanawiać o co właściwie nam chodziło.

Mikroplastik w oceanach to problem, którego zrozumienie sprawia trudność nawet naukowcom.

Wiadomość o ogromnej ilości plastikowych śmieci zalegających na dnie oceanów staje się jeszcze gorsza, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że rozkładają się one do postaci plastikowych mikro-kulek. Proces ten jest względnie prosty: duże fragmenty plastikowych opakowań i innych śmieci stają się kruche pod wpływem promieniowania UV, a następnie są rozdrabniane przez fale i duże stworzenia morskie.

Henrik Pedersen, założyciel organizacji Plastic Change, porównuje ocean do ogromnego blendera, w którym rozdrabniane są wszystkie plastikowe śmieci. Co w tym złego? Wiele stworzeń zamieszkujących oceany żywi się łudząco podobnym do mikroplastiku planktonem, przez co ich dieta wzbogaciła się o drobne cząsteczki plastikowych opakowań.,

— Jak na razie nie udało nam się w pełni zrozumieć wpływu mikro-plastiku na środowisko. Z punktu widzenia naukowca jest to bardzo przerażające.

Ekolodzy twierdzą np., że to właśnie przez mikro-plastik ginie tak wiele ptaków i morskich zwierząt. Ich zdaniem plastik blokuje przewody pokarmowe, przez co zwierzę umiera z głodu. Brawo my.

Problemem ogromnej nadprodukcji plastikowych śmieci zainteresowali się już politycy.

Pojemniki na żywność, talerzyki, kubki, słomki do napojów i opakowania fastfoodów – gdybyśmy przestali z nich korzystać, oprócz lepszej kondycji oceanów, moglibyśmy ograniczyć również roczną emisję dwutlenku węgla do atmosfery o jakieś 3,4 mln ton. Całkiem sporo, zważywszy, że większość z nas nie zwraca zbyt dużej uwagi na to, ile plastiku zużywamy w charakterze jednorazówek.

Alternatywą dla plastiku mogłyby być chociażby biodegradowalne opakowania, wykonywane z tworzyw w pełni kompostowalnych. Ich rozkład jest nieporównywalnie krótszy i nieporównywalnie bardziej przyjazny środowisku. Problem rosnącej nadprodukcji plastikowych śmieci przybrał już tak gigantyczny rozmiar, że nawet nie śmiem szydzić z unijnych urzędników i będę im gorąco kibicował. Szkoda tylko, że od czerwca – kiedy to po raz pierwszy usłyszeliśmy o zakazie korzystania z plastikowych jednorazówek – nic w tej sprawie się nie zmieniło.

Czyli pomysł jest dobry, ale na razie nic się z nim nie dzieje. To bardzo częsty scenariusz, jeśli chodzi o rozwiązania dotyczące jakości życia na naszej planecie. Konsekwencje takiego zaniedbania prędzej czy później zaczną sprawiać nam naprawdę poważne problemy. Migracje klimatyczne, klęski głodowe, choroby wywoływane coraz gorszą jakością powietrza – to czeka na nas w przyszłości.  Niektórzy naukowcy twierdzą nawet, że skala zanieczyszczenia naszej planety osiągnęła już takie rozmiary, że nie uda nam się doprowadzić jej do porządku na czas.

Mam nadzieję, że się mylą.

Dołącz do dyskusji

Advertisement