Misja? Misją mediów jest rozrywka

Felieton/Media 17.09.2018
Misja? Misją mediów jest rozrywka

Misja? Misją mediów jest rozrywka

W powszechnym mniemaniu media powinny pełnić misję wobec społeczeństwa. Od dziennikarzy oczekuje się nadzwyczajnych cnót moralnych. Zderzenie rzeczywistości z wyobrażeniami skutkuje wyjątkowo niskim zaufaniem społecznym do branży i zgorszeniem płynącym z faktu, że coraz częściej media oferują odbiorcom rozrywkę.

Można oczywiście wylewać rzekę łez, w dekadenckim nastroju wieszać psy na rzeczywistości i ubolewać nad konstrukcją tego świata, rządzonego przez pieniądz.

Można też przywoływać przykłady misyjnych gazetek czytanych przez 500 czy nawet 1000 osób. Ich redaktorzy naczelni średnio co kwartał płaczą, że mają problem z otrzymaniem dotacji lub, gdy już ją dostaną, rozpowiadają, że jej kwota to ochłap rzucony z pańskiego stołu Ministerstwa Kultury.

Mimo tych przeciwności nie poddają się i nadal tworzą kwartalniki czytane przez 500, 1000 czy 2000 osób, wierząc, że w znoju i trudzie wybudują nową-lepszą Polskę. I nie bacząc, że dla 99,97 proc. odbiorców treści tworzone przez nich nie są interesujące i dlatego nie zarabiają na siebie.

Z jednej strony mamy zatem prezesów spółek medialnych, dla których ważniejsze niż misja są kejpiaje, z drugiej – idealistów na czele pisemek walczących o życie średnio co numer.

Dziennikarz kontra media worker.

Jestem wielkim fanem polskiego reportażu i rodzimej jego szkoły. Kilka dni temu skończyłem czytać kolejny zbiór tekstów Justyny Kopińskiej zatytułowany „Z nienawiści do kobiet”. Składa się on z wstrząsających reportaży, które na chwilę pozwalają zapomnieć o mediach lekkich, łatwych i przyjemnych lub tych podporządkowanych polityce: tej, czy przeciwnej. Kopińska z wielkim uporem idzie tropem ludzkiej krzywdy, próbując nie tylko wysłuchać ofiar, ale również spojrzeć w twarz katom i postawić pytanie „dlaczego?”.

Wspominam o tej reportażystce nieprzypadkowo. Niedawno odbyłem rozmowę z koleżanką na temat różnic między dziennikarzem i media workerem. Powtarzam ciągle, że nie czuję się dziennikarzem, choć moje początki w branży sięgają ponad dwóch dekad wstecz, a doświadczenie pozwala mi z czystym sumieniem określić się w ten sposób w rubryce zawód.

Wśród argumentów padł i taki, że dziennikarką może czuć się wspomniana Justyna Kopińska. Nie tylko z racji wkładu pracy, ważności podejmowanych przez nią tematów, ich oddźwięku, ale przede wszystkim z powodu wymiernych skutków w życiu bohaterów, jakie te teksty przynoszą.

Spider’s Web to serwis rozrywkowy.

Takie postawienie sprawy może zdziwić tych czytelników, którzy na media patrzą w sposób wyjęty żywcem sprzed kilku dekad. W zasadzie sprzed wielu dziesięcioleci, bo termin infotainment, który odnosi się do coraz większej liczby mediów, ma już ponad 30 lat. Co więcej, w przeszłości był on używany głównie w negatywnym kontekście, jako znak słabości mediów. Dziś powoli i w bólach zaczynamy się przyzwyczajać do tego, że rozrywka i informacja się przenikają, a rolą mediów stało się zabawianie odbiorców.

Postawmy wprost to pytanie: czego szukają czytelnicy serwisów internetowych i blogów? Informacji – odpowiecie. Zapewne w wielu przypadkach będziecie mieć rację. Przede wszystkim jednak poszukują rozrywki.

Czym są bowiem w naszym przypadku dyskusje na temat wyższości jednego systemu operacyjnego nad drugim, tą marką nad inną? To treści rozrywkowe, które możemy umieścić w niszy związanej z nowymi technologiami. Oczywiście na Spider’s Web piszemy również o sprawach ważnych: pseudonaukowej szarlatanerii, która podbija świat, bezpieczeństwie dzieci w sieci i wielu innych zagadnieniach. Stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że po głębszym namyśle większa część czytelników uznałaby, że wchodzi na Spider’s Web dla przyjemności, czyli – jakby na to nie patrzeć – dla rozrywki.

I wiecie co? Gdy doszedłem do powyższych wniosków nie poczułem wyrzutów sumienia i nie obniżyła się moja samoocena.

Obce mi jest również poczucie wstydu.

Powód jest prosty – nie ma w tym niczego zdrożnego, złego, niewłaściwego, że oferujemy czytelnikom treści, które można sklasyfikować jako rozrywkowe. Istnienie takiego medium jak nasze jest przejawem ewolucji branży. Istotny jest też sposób w jaki treści są przyswajane przez czytelników.

Dziś większość ruchu w serwisach internetowych pochodzi z urządzeń mobilnych. Zmiany proporcji mobile – desktop można jeszcze zauważyć w godzinach, gdy ludzie docierają i wychodzą z pracy, późnym wieczorem oraz w czasie pracy, ale i tak mobile, mówiąc kolokwialnie, miażdży desktop.

Smartfony wymuszają określony sposób przyswajania treści. Podnieście głowy znad swojego urządzenia w komunikacji miejskiej, pociągu lub kolejce do urzędu i przyjrzyjcie się, co robią pasażerowie czy petenci.

Rośnie liczba tych, którzy wpatrują się w ekran. Jedni przewijają Facebooka lub Instagrama, inni korzystają z komunikatorów. Część przegląda wiadomości. Mówiąc krótko: umilają sobie czas, zamiast patrzeć w okno i obserwować miejsca mijane od lat lub patrzeć w niezbyt urodziwy sufit urzędu. Rzecz jasna ten czas mogliby poświęcić na interakcję ze współpasażerami czy kolejkowiczami, ale nie każdy przecież gustuje w small talku.

„Misja” to najbardziej nadużywane słowo w odniesieniu do mediów.

Słowo „misja” odmienianie jest w kontekście mediów na wszelkie sposoby. Media mają rzetelnie informować, patrzeć na ręce władzy, spełniać służebną rolę wobec społeczeństwa. Dziennikarze powinni być moralnym wzorcem. Nieskazitelnymi i nieprzekupnymi bohaterami, wydobywającymi na światło dzienne afery i nadużycia.

To piękny kodeks postępowania. Jest tylko jeden problem: takie media nie istnieją i nigdy nie istniały.

Spójrzmy na rodzimy rynek medialny.

Dziś TVP w swoim sztandarowym programie informacyjnym osiąga wyżyny propagandy, której nie powstydziłyby się pospołu PRL-owskie organy: Trybuna Ludu czy Dziennik Telewizyjny. To niezwykle szyderczy chichot historii, że zadeklarowani na poziomie ideowym antykomuniści, garściami czerpią z tradycji, którą zwalczają.

Krytycy powyższej diagnozy przypomną (czy raczej wypomną), jak w Faktach TVN sekowana była i jest obecna partia rządząca. Po części tym wspominkom przytaknę. Z niesmakiem patrzyłem często na brak krytyki działań poprzedniej ekipy w mediach, które nazywane były wówczas przez prawicowych publicystów reżimowymi. Niezbyt podobała mi komitywa rządzących i tych, którzy mieli ich sprawdzać. Ale w całej historii programów informacyjnych podczas 8 lat rządów koalicji PO-PSL, nie przypominam sobie takiego stężenia propagandy, jak w codziennych wydaniach Wiadomości w TVP pod rządami Kurskiego. Nawet Piotr Gembarowski, który zasłynął nieprofesjonalnym wywiadem z Marianem Krzaklewskim, mógłby się wiele nauczyć od pracowników dzisiejszych Wiadomości.

Nie ma mowy o misji również w mediach lokalnych. Nie są nimi liczące setki zdjęć galerie, pokazujące publiczność juwenaliów, dzieci komunijne z każdego kościoła w mieście, czy studniówki. Takie materiały nie odpowiadają na społeczną potrzebę, ale mają na celu wyłącznie wygenerowanie odpowiedniej liczby odsłon.

To tylko wycinek z medialnego tortu, ale bardzo sugestywny.

Rozrywka czy misja, czyli mieć czy być.

Powyższa alternatywa jest fałszywa. Dziś media każdego rodzaju próbują przykuć uwagę czytelników. Nie bez przyczyny większości z nich, w tym Spider’s Web, zarzuca się stosowanie clickbaitów. Sam będę bronił dobrych, zachęcających do kliknięcia tytułów jak niepodległości, bo gdyby nie one, media przypominałyby nudną jak flaki z olejem szkolną gazetkę. Sprawa jest prosta: czytelnicy klikają w linki z interesującymi nagłówkami, ale nie lubią być wprowadzani w błąd. Liczy się również treść wpisów, obudowanie newsów kontekstem i nieograniczanie się do suchych faktów.

Wokół mediów i ich odbiorców wytworzyła się specyficzna atmosfera. Mądre głowy ubolewają w felietonach i programach publicystycznych nad spadkiem czytelnictwa, poziomem zinfantylizowania społeczeństwa. Społeczeństwo zaś nie ufa mediom. Według raportu Trust Barometer, tylko 34 proc. Polaków ma zaufanie do branży. Globalnie deklaruje je 43 proc., więc również niewiele. Być może to pokłosie wspomnianego na początku zderzenia oczekiwań z rzeczywistością.

A przecież jest też druga strona medalu. Narzędzie analityczne pokazują wydawcom, jak wiele ważnych tematów przeszło bez echa, gdy, mówiąc kolokwialnie, świetnie klikały się newsy pisane na kolanie w ciągu kilkunastu minut. Każda ze stron tego sporu ma w rękach amunicję, z której jest w stanie śmiertelnie zranić przeciwnika.

Choć sieć zmienia się dynamicznie, a Google robi wszystko, by stać się synonimem słowa „internet”, nadal każdy z nas jest w stanie znaleźć treści dla siebie. Zarówno wstrząsające reportaże na ważne tematy, jak i newsiki o gwiazdeczkach.

Dlatego alternatywa: misja czy rozrywka jest fałszywa, a zgorszenie rozrywkowym charakterem mediów przesadne.

Dołącz do dyskusji