Projektant tej myszki jest albo szaleńcem, albo geniuszem. Logitech G Pro Wireless – recenzja

Recenzja/Gry 18.09.2018
Projektant tej myszki jest albo szaleńcem, albo geniuszem. Logitech G Pro Wireless – recenzja

Projektant tej myszki jest albo szaleńcem, albo geniuszem. Logitech G Pro Wireless – recenzja

Masz 15 sekund na znalezienie przycisku DPI, oglądając zdjęcie zaraz pod tym akapitem. Nic? Zero? Null? Przełącznik czułości został osadzony w najbardziej nietypowym miejscu. A to tylko jeden z wielu schematów, którym wymyka się bezprzewodowa mysz Logitech G Pro Wireless.

Logitech G Pro Wireless to bezprzewodowa mysz dla najbardziej wymagających graczy, nad którą „pracowało kilkudziesięciu profesjonalnych e-sportowców“. Jeżeli przewróciliście teraz oczami, doskonale was rozumiem. Marketingowe frazesy tego typu bardziej odstraszają niż zachęcają do zakupu. Mam jednak podejrzenie, że akurat w tym przypadku konsultacje z graczami mogły przełożyć się na innowacyjny i odważny projekt gryzonia. Logitech G Pro Wireless jest klasyczną, a jednocześnie mocno nietypową konstrukcją.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie: poszukiwania przycisku DPI.

Pierwsze, co robi gracz po podłączeniu myszki do komputera, to dostosowanie czułości. Gdy już zapisałem cztery stopnie DPI za pośrednictwem dedykowanego oprogramowania (maksymalnie można pięć), napotkałem na płaski plastik. Tam, gdzie zazwyczaj znajduje się przełącznik czułości, w Pro Wireless nie było niczego. LPM, PPM, rolka… przycisku DPI próżno było jednak szukać. Znalazłem go dopiero na spodzie urządzenia. Gdzie?!

Gracze turniejowi żalili się Logitechowi, że w ferworze walki zdarzało im się niechcący przełączać czułość. Nawet jeśli palec jedynie zjechał w okolice przełącznika, e-sportowcowi towarzyszyła niepewność. Czy na pewno dalej gra na 800 DPI? Może jednak przełączył? Jak to szybko sprawdzić? Umieszczenie wciskanego przełącznika na spodzie urządzenia ma eliminować tego typu sytuacje. Teraz gracz ma 100 proc. pewności, że wartość początkowa pozostanie niezmienna.

To ryzykowny zabieg. Z jednej strony zawodowiec wchodzi na serwer z gotową, niezmienną i pewną konfiguracją. Znam jednak kilku graczy żonglujących DPI w zależności od wykorzystywanej broni. Inną czułość preferują na strzelbach, inną na karabinach snajperskich. Dla nich Logitech G Pro Wireless będzie praktycznie nieużywalny. Podnoszenie myszki w trakcie pojedynku i przełączanie fizycznego przycisku na spodzie urządzenia to proszenie się o wirtualną śmierć.

Sam również żongluję wartościami DPI. Na przykład grając w Overwatcha. Inną czułość preferuję na Annie i Wdowie, inną na muskularnym Reinharcie. Na szczęście zmiana czempiona trwa tyle, że bez problemu podniosę gryzonia, wcisnę przycisk i z powrotem położę go na podkładce. Dlatego jestem przekonany, że z perspektywy czasu decyzja Logitecha okaże się słuszna. Dla większości graczy będzie to rozwiązanie z korzyścią. Cieszy mnie, że producenci odważnie eksperymentują ze swoim flagowym modelem, ponieważ dzięki temu…

…Logitech G Pro Wireless stał się najlepszą myszką bezprzewodową dla graczy dostępną na rynku.

Patrząc na możliwości gryzonia, ten jest bezkonkurencyjny. Wszystko dzięki autorskiemu, energooszczędnemu sensorowi HERO. Ten zaliczył bardzo udany debiut w znacznie tańszym modelu G305, który z całą pewnością wywróci bezprzewodowy rynek do góry nogami. Teraz HERO powraca z jeszcze lepszymi parametrami, działając na podstawie ukochanego przeze mnie, doskonałego, niemal bezkonkurencyjnego PixArta 3366.

Dwie autorskie technologie Logitecha – HERO oraz Lightspeed – pozwalają na działanie bezprzewodowego gryzonia dla graczy przez ponad 60 godzin. To kapitalny wynik, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że sensor działa z częstotliwością 1000 Hz, redukując opóźnienie między grą i urządzeniem poniżej 1 ms. Wszystko przy zachowaniu czułości do 16000 DPI, z solidną precyzją i bez sztucznej akceleracji.

Oczywiście w tym miejscu mogą pojawić się głosy: też mi coś, moja bezprzewodowa myszka biurowa na dwie baterie AA to działa i pół roku bez ładowania. Tak zapewne jest. Tylko taki biurowy gryzoń nie posiada natywnej czułości maksymalnej na poziomie 16000 DPI, a także nie wysyła danych z częstotliwością 1000 Hz oraz nie posiada opóźnienia poniżej 1 ms. Te dwie ostatnie zmienne to dla gracza fundamentalna sprawa.

Biurowe myszki bezprzewodowe posiadają kilkukrotnie większe opóźnienie. Dopóki pracujesz w Wordzie, buszujesz po sieci albo grasz w Heroes of Might and Magic, nie ma to większego znaczenia. Jednak na serwerach Call of Duty, Overwatcha czy CS:GO każda urwana milisekunda jest na wagę złota. To jak przyspieszenie do setki w wyścigowym samochodzie. Każde opóźnienie powyżej 1 ms dyskwalifikuje bezprzewodowego gryzonia. Sprawia bowiem, że ten jest wolniejszy od konkurenta po kablu. Na szczęście Logitech osiągnął na tym polu perfekcję. To jedna z kilku firm, które sprawiają, że różnice między kablem i łącznością bezprzewodową przestają istnieć. Ale tak naprawdę, bez żadnej marketingowej ściemy.

Pod względem osiągów podkręcony HERO wychodzi na energetycznego bohatera.

Maksymalna czułość sensora to 16000 DPI. Czyli kilkanaście razy więcej niż potrzebuje najbardziej wymagający gracz. Nie obyło się jednak bez drobnych potknięć. Chociaż HERO potrafi działać natywnie na 16000 DPI, robi to tylko w maksymalnie sprzyjających warunkach. Podczas zwykłych ruchów sensor ratuje się systemową interpolacją, najczęściej w wariancie 2+1. Powyżej 10000 DPI HERO lubi „oszukiwać“ użytkownika tworząc puste piksele. Nawet z wyłączoną akceleracją i na średnim poziomie systemowej prędkości kursora (Windows 10).

Do wartości 3200 DPI nie zauważyłem jednak żadnego posiłkowania się interpolacją. Wartości „dla graczy“ są w pełni natywne. Niewidoczne, niewyczuwalne, sztuczne piksele pojawiają się powyżej 10000 DPI. Z kolei po 8000 DPI HERO zaczyna rejestrować szumy. To wszystko bardzo pozytywne, solidne wartości. Nowy sensor ma wyższą odporność na szumy od HERO w Logitechu G305, który tak zachwalałem. Co nie zmienia faktu, że mógłby być jeszcze lepszy. Producenci wciąż mają pole do popisu.

Sensor stał się wyraźnie szybszy. Nawet bez podkładki Logitech G Pro Wireless osiąga prędkość powyżej 10 m/s. To lepiej niż deklarowane wartości na opakowaniu. Gryzoń jest w stanie przebyć drogę 400 wirtualnych cali na sekundę, nie blokując się, nie tracąc precyzji oraz nie gubiąc się na wartościach spoza spektrum możliwości. Z perspektywy gracza oznacza to, że Logitech G Pro Wireless jest w stanie dotrzymać kroku nawet najszybszym e-sportowcom na planecie Ziemia. Niezależnie jak szybkie, nerwowe oraz impulsywne będą ruchy dłonią, Pro Wireless zawsze odpowiednio i w pełni je odczyta.

Sensor jest również niezwykle dokładny.

Na dwumetrowym odcinku testowym przekształconym w 360-stopniowy ruch bronią w Destiny 2 HERO uzyskał ponad 97 proc. precyzji przy 16000 DPI oraz ponad 99 proc. precyzji przy 3200 DPI. To szalone wyniki! Zawodowi gracze polegający na natychmiastowej, niemalże podświadomej pamięci mięśniowej mogą w pełni zaufać Logitechowi i grać na pamięć. Podczas piruetu 360 stopni wykonywanego z różną prędkością oraz siłą kursor wracał na to samo miejsce. Różnice wynosiły garść pikseli przy czułości 16000 DPI oraz były praktycznie nierejestrowane na 3400 DPI. Jest moc.

Pomimo wysokiej częstotliwości odświeżania oraz minimalnego opóźnienia, sensor oszczędza energię jak tylko potrafi. Można mu w tym pomóc, wyłączając zbędne oświetlenie. W trybie LED-off, ale z sensorem działającym na pełnych obrotach, Logitech G Pro Wireless działa powyżej 60 godzin. To naprawdę imponujący wynik jak na akumulatorowe urządzenie dla graczy. Firma po raz kolejny pokazała, że standard HERO to zupełnie nowa jakość na rynku. Logitech świetnie zabezpieczył się na przyszłość.

Pod względem ergonomii Logitech G Pro Wireless kojarzy mi się z ukochanym SteelSeries Sensei.

Pro Wireless również posiada średniej wielkości garb, sylwetkę mydelniczki, symetryczne skrzydła bez profilowania oraz prosty, surowy i pozbawiony zbędnych wodotrysków wygląd. W przeciwieństwie do mniejszego i tańszego modelu G305, ten Logitech zda egzamin również u graczy z większymi, grubszymi dłońmi. Wciąż nie jest to tak kapitalnie podłużna myszka jak G903, ale kształt gryzonia jest możliwie uniwersalny.

Podoba mi się również, że mechaniczne przełączniki mają większą wytrzymałość niż w modelu G305. Tam producent zapewniał 20 mln kliknięć. Logitech G Pro Wireless wytrzyma z kolei aż 50 mln klików, co sugeruje solidne przełączniki Omrona. Skok LPM i PPM jest dosyć płytki, a punkt aktywacji niemal natychmiastowy. To kolejny element, który zostanie doceniony przez zawodowych graczy.

Architektom Logitecha należą się również brawa za odchudzenie gryzonia. Myszy bezprzewodowe są zazwyczaj o 20 g cięższe od przewodowych odpowiedników. Pro Wireless to z kolei zaledwie 80 g masy. Co świetne, pomimo małych gabarytów urządzenie jest kompatybilne ze standardem bezprzewodowego ładowania Logitecha wykorzystującym indukcyjne podkładki.

Chociaż Logitech G Pro Wireless wygląda skromnie, mysz posiada głębokie możliwości edycji.

Do zestawu dołączone są dodatkowe przyciski boczne (po dwa na jedną stronę gryzonia), które można włożyć lub wyjąc z obudowy. Dzięki tym kawałkom plastiku gracz zdobywa aż cztery nowe przyciski. Jeśli jednak woli prostą konstrukcję opartą wyłącznie na wciskanej rolce, PPM i LPM, również ma taką możliwość konfiguracji. Świetna sprawa.

Dodatkowe przyciski można konfigurować ma masę sposobów. Oprogramowanie Logitecha pozwala nagrywać makra, przypisywać skróty, a także dedykować przyciski konkretnym funkcjom, blokom tekstowym, programom czy sekwencjom działania z wykorzystaniem myszki i klawiatury. Dzięki temu urządzenie świetnie sprawi się również przy zadaniach biurowych. Chociaż akurat na tym polu od lat istnieje niezastąpiony Logitech MX w coraz nowszych odsłonach.

Logitech znowu wyrósł na technologicznego lidera myszy komputerowych.

Żaden inny gryzoń nie posiada tak zaawansowanego sensora przy tak długim działaniu na jednym ładowaniu akumulatora. Logitech G Pro Wireless pokonuje kilka rekordów – czasu działania, opóźnienia, a także lekkości. Firma chwali się, że wyprodukowała najlepszy bezprzewodowy produkt w swojej ulubionej kategorii. Jakby na to nie patrzeć, pod względem parametrów i osiągów Logitech ma rację. Analizując czas działania, czułość, precyzję, masę i cenę, faktycznie nie znajdziemy lepszego bezprzewodowego gryzonia.

Największe zalety:

  • Do 60 godzin pracy na jednym ładowaniu, przy odświeżaniu 1000 Hz i opóźnieniu nie większym niż 1 ms
  • Opcjonalne, wyjmowane, konfigurowalne przyciski boczne
  • Uniwersalny, bardzo wygodny kształt
  • Możliwość ładowania indukcyjnego bezpośrednio z podkładki
  • Do 3200 DPI sensor to żyleta
  • Odważna decyzja z przełącznikiem czułości
  • Kompletne zatarcie różnicy między kablem i technologią bezprzewodową

Największe wady:

  • Zadziwiająco szybko widoczna interpolacja na najwyższym wartościach DPI
  • Słabe ząbkowanie rolki
  • Dla technologicznego malkontenta nudna wizualnie
  • 650 zł za myszkę to dla wielu zaporowa stawka

Paradoksalnie największą wadą Pro Wireless jest w moich oczach to, że myszka jest tak wzorowo poprawna i nudna. Tęsknię do szalonego projektu G903 i liczę, że z czasem doczekam się również nowej wersji tamtego kapitalnego gryzonia. Oczywiście wyposażonego w jeszcze lepiej skalibrowany sensor HERO, z jeszcze mniej widoczną interpolacją i jeszcze dłuższym czasem działania akumulatora. Do tego czasu Logitech Pro Wireless zostaje moją ulubioną myszą bezprzewodową.

Dołącz do dyskusji