Ciekawe czasy w ewolucji telefonów się skończyły. Nowe iPhone’y są nudne

Felieton/Sprzęt 12.09.2018
Ciekawe czasy w ewolucji telefonów się skończyły. Nowe iPhone’y są nudne

Ciekawe czasy w ewolucji telefonów się skończyły. Nowe iPhone’y są nudne

Czekałem bardzo na premierę nowych iPhone’ów. Myślałem, że chociaż Apple zaprezentuje coś, co po raz kolejny fundamentalnie zmieni sposób, w jaki korzystamy z telefonu. I się nie doczekałem.

Od pewnego czasu na premiery nowych telefonów patrzę zupełnie niewzruszony. To dziwne, bowiem pamiętam z jak dużym zainteresowaniem i emocjami śledziłem premiery kolejnych iPhone’ów, Lumii, Galaxy czy telefonów Huawei. Przecież bardzo często firmy te wprowadzały do swoich urządzeń pomysły, które znacząco zmieniały sposób, w jaki z nich korzystamy.

Apple wprowadził do telefonów ekran pojemnościowy z wielodotykiem, co w zasadzie zakończyło erę telefonów z fizyczną klawiaturą. Sama idea smartfonu, a więc możliwość instalowania na telefonie aplikacji rozszerzających jego możliwości również była rewolucyjna. Nokia napędziła zainteresowanie telefonami, które pozwolą nam zostawić aparat kompaktowy w domu. Dziś telefon zastąpi nam nawigację GPS, odtwarzacz muzyczny a nawet kartę płatniczą. Żyłem w bardzo ciekawych czasach jeśli chodzi o rynek urządzeń ultramobilnych.

Konferencja Apple’a to jednak już któreś wydarzenie tego typu z rzędu, które oglądałem w malutkim okienku na tableciem zamiast ceremonialnie, na kanapie, z przekąskami i na dużym telewizorze. Wolałem szybciej zakończyć służbowe obowiązki z nią związane niż ją celebrować. Spodziewałem się, że rewolucji w nowych iPhone’ach nie będzie. No i nie było.

Nawet wypasiony iPhone Xs Max niczym mi nie zaimponował. Innowacje są subtelne.

No chyba że za wielką innowację uznamy, na przykład, wprowadzony w iPhone X wyświetlacz sięgający krawędzi obudowy na prawie wszystkich krawędziach. Ale… czy na pewno zmienia to tak wiele? Face ID w najlepszym razie jest najlepszą implementacją pomysłu, który znamy od lat. Gesty interfejsu i brak sprzętowych przycisków to przecież cecha telefonów z BlackBerry 10 – niech będzie, że tam gorzej zrealizowana. Nawet czytnik linii papilarnych wbudowany bezpośrednio w wyświetlacz – mit, który nie znalazł potwierdzenia w rzeczywistości – niewiele by zmienił. Choć wszystko co powyższe, to oczywiście majstersztyk inżynierii i technologii.

iPhone Xs Max i jego tańsi bracia zaoferują nam jeszcze wydajniejszy procesor, jeszcze lepsze wyświetlacze, jeszcze lepiej zabezpieczone przed zalaniem obudowy, jeszcze lepsze głośniki, jeszcze szybszy Face ID. Większa moc obliczeniowa ma nam zapewnić piękniejsze gry oraz bogatsze doświadczenia w rozszerzonej rzeczywistości. Pewnie za rok doczekamy się systemu szybkiego ładowania.

Ziewam.

To nie tylko Apple. Konkurencja również powolutku ewoluuje.

Moi znajomi wiedzą, że wolałbym kupić sobie nowy telefon Samsunga czy Huaweia od urządzenia Apple’a. Szkoda czasu na argumentowanie, może przy innej okazji. Istotne jest to, że również preferowani przeze mnie producenci nie są w stanie wprowadzić na rynek nic przełomowego. Kilka obiektywów. Algorytmy sztucznej inteligencji pomagające wpisać zapytanie do Wyszukiwarki Google. Nowe wersje językowe wirtualnych asystentów. Bla, bla, bla.

Ciekawe czasy w ewolucji telefonów się skończyły. Uważam, że Apple od dawna nie jest przesadnie innowacyjny, trudno mi jednak dyskutować z faktami. A te są takie, że firma ta innowacje – czy swoje, czy cudze, to dyskusja na inny czas – popularyzuje. A co spopularyzował iPhone X i jego zaprezentowani dziś następcy? Staranie się, by wyświetlacz zajmował jak najwięcej miejsca na obudowie. Idea chlubna, ale mało istotna.

Jestem przekonany, że telefon – tak jak komputer PC – osiągnął szczyt swoich możliwości.

Pod względem możliwych scenariuszy użytkowania, rzecz jasna. Możemy być pewni, że iPhone za rok będzie jeszcze szybszy, będzie robił jeszcze ładniejsze zdjęcia. Konkurencja zapewne jeszcze głębiej zintegruje Google Assistant z interfejsem telefonu. Ktoś pewnie w końcu zdecyduje się wsadzić w telefon siedem obiektywów. A ja nadal nie wiem czemu właściwie – poza moją infantylną zajawką na różne bajery – miałbym wymienić mojego Galaxy S7 na nowy telefon. Pomyślę o tym, jak Android Pie będzie szerzej dostępny, bo na mój telefon już nie trafi. Albo jak mu w końcu akumulator zdechnie.

To właśnie wspomniany akumulator wydaje się ostatnią słabością telefonów. Ostatnim miejscem, które wymaga znaczącej poprawy. Wiele zmieniły systemy szybkiego ładowania – tę rewolucję akurat uważam za szalenie istotną i nie pojmuję czemu iPhone’y nadal są jej pozbawione. Możliwość naładowania akumulatora prawie do połowy w kwadrans nie zmienia jednak faktu, że po sześciu godzinach (często korzystam z telefonu) zaczynam powoli myśleć, czy na pewno zabrałem ze sobą powerbanka.

Pamiętacie czasy, w których rozważaliśmy, czy na pewno brać ze sobą ładowarkę do telefonu na wczasy podczas długiego weekendu? Przecież powinien wytrzymać. Pierwszy producent telefonu, który przy zachowaniu nowoczesnej funkcjonalności tego typu urządzenia zaproponuje mi kilkudniowy czas pracy na akumulatorze będzie miał moje pieniądze. Póki co jednak będziemy świadkami kolejnych rewolucji w postaci cieńszej o 0,4 mm obudowy czy jeszcze lepiej obrobionym przez SI zdjęć bokeh. Przynajmniej nie będzie nas kusiło do tak częstego wydawania pieniędzy na nowy telefon.

Dołącz do dyskusji

Advertisement