Laptop dla gracza musi być wydajny, ale niekoniecznie gorący. Taki właśnie jest Acer Predator Helios 500

Lokowanie produktu/Gry 07.09.2018
Laptop dla gracza musi być wydajny, ale niekoniecznie gorący. Taki właśnie jest Acer Predator Helios 500

Laptop dla gracza musi być wydajny, ale niekoniecznie gorący. Taki właśnie jest Acer Predator Helios 500

Notebook dla graczy to sztuka wielkich kompromisów. Wydajne podzespoły trzeba upakować do bardzo trudnej do schłodzenia obudowy. Acer – jak miałem przyjemność się przekonać – wybrnął z tego problemu absolutnie wzorowo

Nigdy nie powstał notebook dla graczy, który by mi w pełni odpowiadał. Zazwyczaj te sprzęty są albo paskudne, albo zbyt grube i zbyt ciężkie. Albo zbyt szybko się przegrzewają. Albo też nie dają sobie rady z nowymi grami w innych ustawieniach szczegółowości niż minimalne. Recenzowany tutaj sprzęt jest również daleki od doskonałości – ot, nie mamy jeszcze technologii pozwalającej upakować ogromne, znane z desktopów układy scalone do obudowy, która ma umożliwić łatwy transport.

Tyle że, choć Predator Helios 500 idealny z uwagi na powyższe nie jest, to jego konstrukcja każe myśleć, że Acer zatrudnił bardzo uzdolnionych inżynierów. To przenośny komputer, który da kopa absolutnej większości gier i programów. I który przy okazji nie będzie nas parzył w kolana podczas pracy czy gwałtownie zwalniał po kilkunastu minutach intensywnej pracy.

Od razu widać, dla kogo jest ten sprzęt.

Helios 500 został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o graczach. Producent wypożyczył mi komputer w wersji z procesorem Core i7-8750H, 17,3-calowym wyświetlaczem IPS LED 1080p 144 Hz odbierającym sygnał z układu GeForce GTX 1070 z 8 GB GDDR5 VRAM, 16 GB pamięci RAM DDR4 oraz pamięcią masową w formie dysku hybrydowego 256 GB PCIe SSD i 1 TB HDD. Można kupić wersje z większą ilością pamięci, lepszym wyświetlaczem oraz procesorem i9. Innymi słowy, mocy nie powinno zabraknąć.

Sam sprzęt utrzymany jest oczywiście w gamingowej stylistyce. Ma agresywną linię. Naturalnie, że przyciski WSAD i strzałek są na klawiaturze wyróżnione. I naturalnie, że nie brakuje licznych otworów wentylacyjnych mających pomóc schłodzić potężne układy, jakie w nim się znajdują. Z tego względu komputer jest dość gruby – mierzy 39 mm. Tyle że tego rodzaju urządzenie raczej nie ma szans być smukłe, a otyłość Heliosa 500 ma swoje dobre wytłumaczenie, do czego jeszcze wrócę. Całość waży 3,8 kg

Sama obudowa wykonana jest z plastiku. Sprawia wrażenie wytrzymałej i wykonanej z wysokiej jakości tworzywa. Klapa komputera otwiera się bardzo łatwo, opór stawiany przez zawias jest wręcz znikomy.

Acer Predator Helios 500 – podłączymy do niego w zasadzie wszystko.

Acer na szczęście się nie wygłupiał. Skoro sprzęt i tak musi być duży, to oznacza, że pozostanie na nim sporo miejsca na złącza. Użytkownicy tego komputera mają do dyspozycji dwa złącza USB-C z Thunderbolt 3, zgodne z DisplayPort i USB 3.1 oraz złącze ethernetowe. Szkoda, że zabrakło czytnika kart pamięci. Nie znajdziemy też w Heliosie 500 napędu optycznego, miejsce to zarezerwowano na coś znacznie bardziej przydatnego w dzisiejszych czasach.

Całość uzupełniają dwa złącza jack 3,5 mm (wejście i wyjście), trzy USB 3.1 (w tym jedno z funkcją ładowania), DisplayPort i HDMI. Komputer do łączności bezprzewodowej wykorzystuje wydajny standard 802.11ac. Zawiera też prostą kamerkę internetową 720p – z powodzeniem wystarczy do wideorozmów, choć streamerzy pewnie zechcą dokupić coś zewnętrznego.

Jak się na tym pracuje? Helios 500 może jest i do gier, ale świetnie się sprawuje jako mobilna stacja robocza.

Na komputerze znajduje się preinstalowany przez Acera system Windows 10, skonfigurowany już pod ten model komputera. Jest on nieznacznie zmodyfikowany przez producenta: oprócz firmowych i podpiętych pod usługę Windows Update sterowników, znajdziemy w nim użyteczną dla zaawansowanych użytkowników aplikację PredatorSense, dzięki której możemy modyfikować taktowanie układu graficznego oraz maksymalną prędkość obrotową wentylatorów. Acer dodał też aplikacje Care Center do konserwacji laptopa, oraz aplikację Dolby do strojenia dźwięku.

Na Heliosie 500 zaskakująco dobrze się pisze. Podpórka na nadgarstek wykonana jest z przyjemnego w dotyku, antypoślizgowego plastiku; podobną powłoką pokryte są też same przyciski. Do podświetlanej i cichej klawiatury dodano sześć dodatkowych przycisków – domyślnie umożliwiają włączanie i wyłączanie trybów turbo w karcie graficznej, gładzika i podobnych użytecznych funkcji, możemy jednak przypisać im dowolną inną rolę – również jako makro. Mamy tu nawet klawiaturę numeryczną, na wypadek gdybyśmy w przerwie od meczu w Fortnite’a potrzebowali powprowadzać sporo danych do Excela. Gładzik działa wręcz doskonale i jest bardzo przyjemny w dotyku.

Wyświetlacz jest doskonale zestrojony z możliwościami sprzętu. Oferuje rozdzielczość Full HD przy częstotliwości 144 Hz synchronizowanej przez G-Sync. Cechuje się doskonałymi czasami reakcji i ma matową powłokę. Kolory nie sprawiają więc wrażenia tak żywych jak na błyszczącej matrycy, ale w zamian znacząco eliminuje problem refleksów i odbić. Heliosa 500 raczej nie będziecie chcieli kupić przede wszystkim z myślą o pracy, ale to dobrze zbudowany komputer do każdego zadania. Choć bardzo zaawansowani użytkownicy Adobe Creative Cloud i jego konkurencji pewnie zechcą podłączyć przeznaczony do specyfiki ich pracy monitor zewnętrzny.

Koniec przynudzania. A jak na tym się gra?

😊

Tak w zasadzie mógłbym podsumować tę część recenzji, no ale zapewne chcecie wiedzieć więcej, niż tylko widzieć mój, wyrażony emotką, szeroki uśmiech. Sześciordzeniowy procesor najnowszej generacji oraz grafika GTX 1070 powodują, że żadna e-sportowa gra nie ma problemu z wstrzeleniem się w 144 Hz. Nie trafiła mi się też żadna gra, która miałaby jakiekolwiek problemy z utrzymaniem 30 lub więcej klatek na sekundę przy wszystkich ustawieniach na maksa w natywnej rozdzielczości wyświetlacza.

Wiedźmin 3 trzymał się 60 klatek na sekundę, a gry Battlefield 1 PUBG, Call of Duty: WWII, Rise of the Tomb Raider i Battlefront II 90 klatek. Wszystkie oczywiście z włączonymi wszelkimi wizualnymi upiększaczami. Ten komputer zdecydowanie starczy nam na długi czas od zakupu.

Tyle że dobre wyniki Heliosa 500 nie powinny nikogo dziwić. Nie on jeden sprzedawany jest w tak mocnej konfiguracji, te wyniki były do przewidzenia. Wrażenie robi coś zupełnie innego.

Siedź cicho komputerze, przecież gram, nie przeszkadzaj.

Nie jest trudno wlutować w płytę główną wydajne podzespoły. Dużo trudniej jest zapewnić im odpowiednią kulturę pracy. Co z tego, że komputer ma szybkie komponenty, skoro parzy w palce, wyje wentylatorami z bólu czy po prostu obniża parametry ich pracy, by nie roztopić nam się na kolanach.

Podczas pracy w prostych aplikacjach typu przeglądarka internetowa czy Office 365, Helios 500 jest bezgłośny, czasem tylko dysk HDD cichutko tryknie, jeżeli będziemy otwierać zeń dane. Dopiero jak uruchomimy grę czy wymagającą aplikację pokroju Adobe Premiere Pro, wentylatory idą w ruch.

I są relatywnie ciche. Nie mogę powiedzieć bezgłośne – a szkoda – jednak w żadnym momencie zabawy czy pracy nie dały się we znaki. Zarówno jeśli chodzi o charakter wydawanego odgłosu, jaki i jego intensywność. Czy to oznacza, że w zamian męczeni jesteśmy throttlingiem, a więc odcinaniem mocy od układów scalonych, by się nie przegrzewały?

Musiałem kilkukrotnie powtórzyć test, bo z samego początku nie wierzyłem wynikom zbieranym z czujników termicznych. Komputer podczas grania rzadko kiedy przekraczał średnią temperaturę z CPU i GPU w wysokości… 45 stopni Celsjusza. Katowanie go benchmarkami w najnowszych wersjach i przy ekstremalnych testach spowodowało, że temperatura znacząco wzrosła. Dalej jednak było to około 65-75 C. Wow.

Nie tylko więc będziemy mogli się cieszyć naprawdę niezłym zestawem głośników 2.2 bez drażniącego szumu i świstu chłodzenia, ale też sprzęt ten ma jeden z najlepszych systemów chłodzenia na rynku. Acer nazywa go AeroBlade 3D – składają się na niego dwa metalowe i smukłe wentylatory oraz pięć ciepłowodów, a powietrze wydmuchiwane jest z tyłu komputera. Konkurencja powinna czym prędzej rozmontować Heliosa 500 i podpatrzyć wszystkie nieopatentowane techniki, jakie tu zastosowano. Jest co kopiować.

Podsumujmy wady, bo zajmie nam to dużo mniej czasu.

Co mi się nie podobało w Heliosie 500? Pierwsza kwestia jest dość subiektywna: preferowałbym matrycę błyszczącą nad matową, wolę żywsze kolory od mniejszej ilości odblasków. Druga jest dość obiektywna: sprzęt zapewnił mi 90 minut zabawy w Wiedźminie 3 i już poprosił o podłączenie do ładowarki. To jeszcze mieści się w normie wyznaczonej przez konkurencję – tak duży wyświetlacz i tak obciążone podzespoły muszą pobierać prąd. Jednak 2,5 godziny pracy biurowej to już słaby wynik. Wynika to z faktu, iż ze względu na zastosowanie technologii G-Sync, Helios 500 nie obsługuje technologii Nvidia Optimus. A to oznacza, że ustawicznie wykorzystuje prądożerną grafikę Nvidii, zamiast przełączyć się na energooszczędny układ Intela, zintegrowany z procesorem.

Na tym jednak czepialstwo się kończy. Acer Predator Helios 500 to jasny, 144-hercowy wyświetlacz z G-Sync. To również bogactwo portów rozszerzeń oraz bardzo dobry zestaw dźwiękowy. To wygodna klawiatura i zaskakująco dobry gładzik. A przede wszystkim – to jeden z najcichszych i najlepiej chłodzonych komputerów w swojej klasie. Zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie.

Predator Helios 500 nie tylko wystawił na próbę moją niechęć do gamingowych laptopów, ale również skłonił do zainteresowania się pozostałymi sprzętami firmy. Jeżeli jej inżynierowie są w stanie skonstruować laptopa dla graczy o tak wysokiej kulturze pracy, to ciekaw jestem, co robią ze smukłymi ultrabookami. To jednak temat na przyszłość. Dziś mogę z całą pewnością powiedzieć jedno: Helios 500 powinien być na topie waszej listy z przenośnymi komputerami do gier, które warto kupić. Wspominałem na początku tekstu, że notebooki dla graczy to sztuka kompromisów. Acer wyznaczył je w dokładnie tych miejscach, co trzeba. Brawo.

Dołącz do dyskusji

Advertisement