Microsoft pręży cyfrowe muskuły na Gamescom 2018. Sprawdziliśmy cztery gry, które trafią na konsole Xbox One

Relacja/Gry 22.08.2018
Microsoft pręży cyfrowe muskuły na Gamescom 2018. Sprawdziliśmy cztery gry, które trafią na konsole Xbox One

Microsoft pręży cyfrowe muskuły na Gamescom 2018. Sprawdziliśmy cztery gry, które trafią na konsole Xbox One

Microsoft na targach Gamescom 2018 prężył cyfrowe muskuły w towarzystwie koni mechanicznych. Sprawdziliśmy cztery gry, które zmierzają na Xbox One.

Na targach Gamescom 2018 w Kolonii, które wspólnie z Szymonem Radzewiczem dla was relacjonujemy, gigant z Redmond wystawił jak zwykle swoje stoisko. Udowadniał na nim, że gracze, którzy wybrali Xboksa, nudzić się nie będą. Ani tej zimy, ani w przyszłym roku.

Microsoft na Gamescom 2018.

Zaprezentowane gry rozpalały emocje graczy raptem kilka miesięcy wcześniej, podczas E3 2018 w Los Angeles, gdzie zobaczyliśmy ich zapowiedzi. Microsoft zrobił wtedy zresztą dużo lepsze wrażenie niż rok wcześniej podczas prezentacji konsoli Xbox One X.

Teraz przyszła kolej na to, by wreszcie położyć ręce na padzie i powiedzieć: sprawdzam. Kolejki były długie, a czasu tyle, co kot napłakał, ale udało mi się ograć cztery z prezentowanych tytułów. I faktycznie sprawdzić, czy kod spełnia oczekiwania.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 3

Forza Horizon 4

Można narzekać na katalog gier Microsoftu na wyłączność, ale w przypadku wyścigów firma ma w tej generacji asa w garści. Forza to uznana marka, a kolejne odsłony sprawują się coraz lepiej, podnosząc poprzeczkę w zasadzie samym sobie. Niedługo gracze na Xboksach i komputerach z Windows będą mogli zagrać w Forza Horizon 4, a ja miałem okazję sprawdzić już tę grę w praktyce.

Nowa odsłona jest markowana wypasionym McLarenem. Samochodem na stanowisku, które witało odwiedzających gości, można było naturalnie pojeździć w cyfrowym świecie, do tego cały czas patrząc… na prawdziwy egzemplarz tego cacka, który odholowano na czas Gamescom 2018 na halę targową. A to tylko jedno z 450 aut, które będą dostępne w tej odsłonie.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 4

Cztery kółka i cztery pory roku

Do premiery zostało jeszcze trochę czasu, więc nie ma mowy o ograniu pełnej wersji, ale w targowej demówce mogłem zobaczyć podczas kilku przykładowych wyścigach jedną z najważniejszych nowości w tej odsłonie, czyli nowy system zmiennych warunków pogodowych w fikcyjnej Wielkiej Brytanii. Forza Horizon 4 oprze bowiem rozgrywkę o sezony odpowiadające porom roku.

Robi to naprawdę świetne wrażenie. Chociaż cztery kolejne wyścigi, w których brałem udział, opierały się o ten sam silnik gry, to miałem wrażenie, że pochodziły z czterech różnych gier. Zmieniające się rodzaje samochodów – od wyścigowych po ciężkie terenówki – a także podłoża i wreszcie warunki pogodowe, zmieniają mechanikę jak nigdy wcześniej.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 2

Sam system sterowania pojazdem jest przy tym niezwykle przyjemny i to nawet dla casuali.

Forza Horizon 4 w przeciwieństwie do serii Forza Motorsport spodoba się zwykłym zjadaczom pikseli, którzy wychowali się na Need for Speedach, a nie na symulatorach. Nowa odsłona wyścigów Microsoftu co prawda nie wybacza wszystkich błędów, ale nie ma też mowy o zakończeniu rozgrywki na chwilę przed metą przez zaledwie jeden głupi ruch gałką analogową.

Tak naprawdę świetny model mechaniki jazdy i fenomenalna oprawa nie są jednak żadnym zaskoczeniem, bo to tego Microsoft nas już przyzwyczaił. Najbardziej mnie ciekawi komponent multiplayerowy, który dopiero będziemy mogli sprawdzić dopiero za jakiś czas. Forza Horizon 4 po premierze pozwoli bowiem bawić się graczom wspólnie – do 72 osób na jednym serwerze.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 7

Ori and the Will of the Wisps

Inną kategorią gier, które Microsoft rozgrywa świetnie, są platformówki. Nie gram w nie zbyt często i szybko się nudzę, gdy tylko trafię na trudniejszy poziom, ale seria Ori, tak jak Unravel wydane w ramach inicjatywy EA Originals, dają mi naprawdę dużo frajdy. Z ogromną chęcią sprawdziłem demo nadchodzącego Ori and the Will of the Wisps.

Podczas jednego z poziomów zwiedzałem dwuwymiarową mapę pełną wymyślnych dekoracji, kryształów odblokowujących nowe zdolności, szkaradnych stworków, które stały mi na drodze i… postaci niezależnych – od jednej mogłem nawet kupić mapę. Cieszy, że nie musiałem też dziesiątki razy powtarzać tego samego skoku. System save’ów zmieniono na klasyczne checkpointy.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 7

Łamigłówki były przy tym „w sam raz”.

Pomaga to, że sterowanie wchodzi w krew od razu. Od początku mogłem strzelać z łuku, machać ostrzem i chwytać się wystających wichajstrów, a w pewnym momencie mój Ori nauczył się nurkować w piasku i wyskakiwać z niego nieco wyżej niż wcześniej. Otworzyło to drogę do kilku nowych pomieszczeń z ukrytymi skarbami, a ich eksploracja dawała frajdę.

Gra do tego wygląda po prostu fenomenalnie. Chociaż czasem zgryźliwie podaję te platformówki i inne Minecrafty jako przykład na to, że Microsoft nie umie marketingowo ograć swoich 6 teraflopsów w Xboksie One X – platformówka to mimo wszystko nadal gra 2D – tak nie da się ukryć, że Ori and the Will of the Wisps to jedna z najładniejszych gier z tego gatunku.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 14

Shadow of the Tomb Raider

To już nie jest co prawda gra na wyłączność Microsoftu, jak dwie powyższe, ale silnie kojarzy się z marką Xbox ze względu na czasową wyłączność pierwszej odsłony po ostatnim reboocie marki Tomb Raider. A chociaż nowe przygody Lary Croft trafią do sprzedaży za trzy tygodnie, i tak wystałem na Gamescomie swoje w kolejce, by odbyć ze słynną archeolog krótkie rendez-vous.

Tym razem miałem okazję rozegrać fragment, który rozpoczynał się podczas balu maskowego. Co prawda przerywnik filmowy zbliżający serię do konkurencyjnego Uncharted był krótszy, niż oczekiwałem, ale wynagrodziło to najlepsze mięsko – zwiedzanie grobowca. Najnowsza odsłona bierze to, co najlepsze z poprzednich serii. I podlewa to jeszcze większą filmowością niż do tej pory.

Shadow of the Tomb Raider 6

Skakanie z jednej platformy na drugą to tylko wierzchołek góry lodowej.

Byłem też bardzo mile zaskoczony, jak bardzo naturalne było dla mnie sterowanie. Minęły w końcu lata, od kiedy grałem w poprzednią część, a i tak nie miałem żadnego problemu z wydawaniem komend. Po wykonaniu skoku instynktownie wbijałem czekan w ścianę – bez żadnego samouczka. Czułem się w tym grobowcu paradoksalnie jak po powrocie do domu z dalekiej wyprawy.

Mam tylko ogromną nadzieję, że crafting w pełnej wersji nie będzie nużył. W dwóch poprzednich odsłonach ten element mechaniki był zaprojektowany z głową, a w demo nie dało się odczuć braku wyposażenia, ale zbierania śmieci było z kolei co niemiara. Skarby zaginionych cywilizacji to jedno, ale panna Croft, schylająca się po każdy podświetlony archeologicznym zmysłem drut, burzy troszkę immersję.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 11

Metro Exodus

Kolejną grą, którą Microsoft mocno promuje, jest nowa odsłona serii Metro. Również i ona trafi na inne platformy, ale Microsoft nie waha się przypominać, że zostanie zoptymalizowana na Xboksa One X, by wyglądać lepiej niż u konkurencji. A ponieważ jestem fanem Głuchowskiego, na którego prozie cykl bazuje, prędko zgłosiłem się podczas Gamescom 2018 do testów.

Z bólem muszę jednak powiedzieć, że tak jak koncepcja gry polegająca na eksploracji nie podziemi, a nuklearnych pustkowi, bardzo mi się spodobała, tak od samej rozgrywki się odbiłem. Może przez to, że nie miałem okazji rozegrać tutoriala, a może przez brak czasu na wczucie się w historię, ale nie bardzo wiedziałem, po co właściwie mam przemierzać kolejne lokacje.

microsoft xbox gamescom 2018 relacja 11

Nowa odsłona serii Metro to przy pierwszym kontakcie taki przerost formy nad treścią.

Model strzelania jest mało satysfakcjonujący, a eliminowanie wrogów to raczej orka, niż satysfakcjonujące zajęcie. Zbieranie gratów z ziemi też jest monotonne i trwa zdecydowanie za długo, a otoczenie, chociaż pełne było detali, zlewało w oczach w mało atrakcyjną szaro-burą masę. Trudno było też ocenić, które śmieci mogę zebrać, a które są przyspawane do dekoracji.

Do tego dochodzi dość toporny interfejs. Łączy typowy HUD, w którym można wybierać opcje guzikami na padzie, z mapą, którą postać gracza wyciąga przed oczy, nie pauzując rozgrywki. Z jednej strony Metro Exodus chce być realistyczne, a z drugiej strony idzie w spore uproszczenia i ogromny nacisk kładzie na crafting. Oby kolejny kontakt z grą zmył to kiepskie pierwsze wrażenie.

Dołącz do dyskusji