Trener Fortnite’a zamiast korepetycji z matematyki. Rodzice nie chcą, by ich dzieci odstawały od rówieśników

News/Gry 02.08.2018
Trener Fortnite’a zamiast korepetycji z matematyki. Rodzice nie chcą, by ich dzieci odstawały od rówieśników

Trener Fortnite’a zamiast korepetycji z matematyki. Rodzice nie chcą, by ich dzieci odstawały od rówieśników

Rodzice wynajmują trenerów, by uczyć dzieci gry w Fortnite. Czasami też biorą lekcje dla siebie. To dopiero znak czasów.

Za sprawą artykułu Wall Street Journal świat obiegła informacja, że w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii rodzice wynajmują trenerów Fortnite’a. Tak jak jakiś muzyk mógłby udzielać godzinnej lekcji gry na gitarze, tak tutaj gracz profesjonalnie tłumaczy, jak stać się dobrym w najpopularniejszą grę świata. Stawki to choćby 20 dolarów za godzinę lub 50 dolarów za cztery godziny.

Ally Hicks skorzystała z tej drugiej opcji, by ułatwić życie swojemu dziesięcioletniemu synkowi. Skąd taki pomysł? Matka nie chciała, żeby jej dziecko odstawało wśród znajomych, gdzie liczy się nie tylko to, żeby grać w Fortnite’a, ale też żeby być w niego dobrym. Euan Robertson, ojciec dwójki nastolatków, skorzystał z usług trenerów, żeby chłopaki stali się lepsi w tym, co lubią robić. Woli też, żeby grali w Fortnite’a niż łamali nogi gdzieś na dworze. JD Giles postanowił z kolei kupić lekcje nie tylko dla swoich dzieci, ale i samego siebie. W efekcie zbliżył się do synów i ich przyjaciół.

Pobudki rodziców są różne, ale potwierdzają tylko, jakim fenomenem jest teraz Fortnite.

Wielu ludzi wydaje się oburzonych takim precedensem, tymczasem warto spojrzeć na to zjawisko jak na znak czasów, który niekoniecznie jest czymś jednoznacznie złym. Jasne, sytuacje, w których dziesięciolatek uczy się Fortnite’a, żeby koledzy się z niego nie śmiali, są patologiczne. Ale rodzice grający z dziećmi? Dzieci lub nastolatkowie mogący po prostu być lepsi w tym, co lubią robić i co realnie może im przynieść zysk?

Fortnite to aktualnie najpopularniejsza gra, nie jest dziwne więc, że dzieją się wokół niej tego typu rzeczy. Przy Pokemon Go też pojawiły się osoby, które “wychadzały” innym jajka do wyklucia albo po prostu uczyły gry. Kiedyś chętni dokształcali się z Minecrafta. Na stronie Gamer Sensei można zresztą znaleźć trenerów do kilku innych, dużych tytułów – reklamują się doświadczeniem turniejowym, liczbą zwycięstw czy popularnością “podopiecznych”.

Z każdą niezwykle modną grą przychodzą różne pomysły na zarobek. O wiele bardziej zdziwiłby mnie fakt, gdyby nikt nie kupował lekcji Fortnite’a. Szczególnie że może to być inwestycja – w końcu ze streamowania Fortnite’a czy turniejów też można zarobić pieniądze.

Gra stała się potężną popkulturową machiną złożoną z wielu różnych trybików.

Aż dziw bierze, że w Polsce tego typu rynek najwidoczniej jeszcze nie funkcjonuje. Jasne, da radę znaleźć strony, które tłumaczą rodzicom, czym jest Fortnite, ale z trenerami już jest gorzej. Być może to jakaś nisza, która zaraz będzie zapełniana? Jest to wysoce prawdopodobne, jako że Fortnite póki co raczej nigdzie się nie wybiera i wciąż zaskakuje i liczbami, i nowymi ciekawostkami.

Dołącz do dyskusji

Advertisement