Tak powstaje relacja z wielkich targów nowych technologii. Niezbędnik blogera na IFA 2018

Artykuł/Media 29.08.2018
Tak powstaje relacja z wielkich targów nowych technologii. Niezbędnik blogera na IFA 2018

Tak powstaje relacja z wielkich targów nowych technologii. Niezbędnik blogera na IFA 2018

Branżowe targi, takie jak IFA 2018 w Berlinie, to prawdziwe medialne pole bitwy. Pracy jest zawsze za dużo, czasu zawsze za mało, a presja jak najszybszego dostarczenia jak najlepszych materiałów – ogromna. To też potężne wyzwanie dla sprzętu.

Dobór odpowiednich narzędzi pracy na taką imprezę jest kluczowy. Nie ma czasu na drugie podejścia, tym bardziej, że dookoła wszystkich stoisk krążą setki innych blogerów, youtuberów i dziennikarzy, czekających na swoją kolej. Dlatego sprzęt, który zabieramy ze sobą na targi czy branżowe konferencje musi być sprawdzony w boju, bo jego główne zadanie to „nie zawieść”.

Z racji wydeptywanych na targowych halach kilometrów, równie istotne jest to, żeby… nie wziąć sprzętu za dużo. Każdego dnia robimy tam średnio 10-15 km, kursując między stoiskami, gdzie zbieramy materiały, a press-roomem, gdzie przygotowujemy je do publikacji. A pamiętajmy, że oprócz pokonania samego dystansu, trzeba jeszcze zachować dość energii, by być potem w stanie odróżnić przecinek od kropki i pisać względnie sensowne zdania.

W tym roku postanowiłem więc ograniczyć się do niezbędnego minimum, wybierając tylko te sprzęty, których stabilnej pracy jestem w 100 proc. pewny.

Niezbędnik blogera na IFA 2018, czyli będzie w moim plecaku w Berlinie.

LG V30 i Huawei P20

Smartfon to dziś najważniejsze narzędzie w arsenale ludzi mediów. Na branżowych konferencjach większość osób tworzy relację właśnie z poziomu telefonu komórkowego, robiąc nim zdjęcia, streamując wideo na żywo, a czasem nawet publikując zeń materiały do Internetu.

Oprócz tego smartfon służy za mapę do poruszania się po targowych halach i nieznanym mieście, mobilny hotspot, w razie gdyby zabrakło Wi-Fi i – poprzez aplikację Slack – przenośną redakcję.

Nawet gdyby wszystko inne zawiodło, mając pod ręką smartfon, jestem w stanie przywieźć z Berlina solidnie wyglądającą relację. Dlatego na IFA 2018 biorę dwa telefony:

LG V30 to sprawdzony, przetestowany w każdych warunkach i niezawodny wół roboczy. Używam go od dnia polskiej premiery i jestem w 100 proc. pewny, że poradzi sobie ze wszelkimi możliwymi wyzwaniami na targach.

Huawei P20 trafił do mnie przy okazji pracy nad materiałem i pojedzie ze mną do Berlina jako zapasowy smartfon, ale także zapasowy aparat. O ile pod każdym innym względem preferuję LG V30, tak P20 ma bezsprzecznie lepszą optykę i gwarantuje ładniejszy obrazek w trudnych targowych warunkach.

Huawei Watch 2 2018

Smartwatch na targach przydaje się przeogromnie. Przede wszystkim pozwala być na bieżąco z palącymi powiadomieniami z redakcyjnego Slacka, gdy nie ma czasu zerknąć na telefon. I jest też dobrym sposobem na to, żeby zliczać pokonywane kilometry.

Olympus OM-D EM-1 mkII + grip HLD-9

Kilka miesięcy temu zamieniłem pełnoklatkowe Nikony na matrycę micro 4/3 i jak dotąd nie pożałowałem. Olympus OM-D EM-1 mkII jak dotąd spisywał się rewelacyjnie w każdych warunkach, zarówno pod względem fotografii, jak i wideo.

Oczywiście jakość obrazka nie umywa się do Nikonów, ale jest na tyle dobra, że mogę bez stresu zabrać ten aparat w trudne warunki i mieć pewność, że przywiozę przyzwoite zdjęcia.

Nie bez znaczenia jest też dla mnie stabilizowana matryca; dzięki temu jeśli zdarzyłaby się konieczność nagrania wideo, mogę się obyć bez statywu (a to zawsze kilkaset gram mniej na plecach).

Niestety piętą achillesową EM-1 mkII jest jego czas pracy na jednym ładowaniu. O ile na co dzień 450 zdjęć na jednym akumulatorze przyjmuję z pocałowaniem ręki, o tyle na targach to stanowczo za mało. Dlatego na tę okazję do aparatu podłączam grip, a w zapasie trzymam jeszcze jeden akumulator.

Olympus 12-40 mm f/2.8 PRO

W czasie targów kluczowa jest szybkość i uniwersalność, więc na bagnecie EM-1 mkII przez większość czasu założony będzie reporterski obiektyw 12-40 mm (ekwiwalent 24-80 mm dla pełnej klatki) o stałym świetle f/2.8. To szybki i celny obiektyw, nadający się praktycznie do wszystkiego.

Olympus 25 mm f/1.2 PRO

Czasem jednak warto zamienić uniwersalność na wyższą jakość. Dlatego obok 12-40 mm zabieram też mój ulubiony obiektyw Olympusa, 25 mm (ekwiwalent 50 mm dla pełnej klatki) o świetle f/1.2. Jest to szkło idealne do fotografowania w trudnych warunkach oświetleniowych, a przy tym zapewnia rozmycie tła, jakie wielu fotografów uważa za niemożliwe do uzyskania na systemie MTF.

Sennheiser MKE 400

Tutaj nieco przeczę swoim słowom ze wstępu, bo mikrofon Sennheisera nie jest urządzeniem, które sprawdziłem i przetestowałem przed wyjazdem. Tak jednak wyszło, że Rode Video Micro, którego używam na co dzień, wyzionął ducha, więc do Berlina jedzie ze mną MKE 400.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie jego rozmiar i jakość dźwięku. IFA 2018 będzie chrztem ognia dla tego mikrofonu i mam nadzieję, że Sennheiser MKE 400 zniesie ten chrzest bez szwanku.

Sennheiser ME2

Na wszelki wypadek – i dla większej uniwersalności – do plecaka pakuję też krawatowy mikrofon Sennheiser ME2. Hale targowe są piekielnie głośne i niejednokrotnie zdarza się, że mikrofon kierunkowy, jak MKE 400, nie daje rady czysto zebrać głosu, nawet z bliska.

Wtedy najlepszym rozwiązaniem jest albo mikrofon doręczny, albo lavalier. Jako że nagrywam sam siebie, postawiłem na niewielkiego, ale świetnie brzmiącego lava, którego będę wpinał w razie potrzeby bezpośrednio w mikrofonowe gniazdo aparatu.

Karty pamięci

Na nic zdałby się cały ten osprzęt fotograficzny, gdyby nie było na czym zapisać zdjęć i filmów. Dlatego do spóły z aparatem, obiektywami i mikrofonami, zabieram karty SD od SanDiska.

Przez lata sprawdziłem nośniki absolutnie każdej firmy i tylko karty SanDisk Extreme PRO i Extreme Plus jak do tej pory okazały się na tyle niezawodne, by zaufać im w czasie reportażu. Odkąd jednak zamieniłem Nikona na Olympusa, testuję nieco inny workflow pracy z danymi.

Dotychczas operowałem na dużej liczbie kart o niskiej pojemności. Zabierałem na wyjazdy 8-10 kart 16 GB, wychodząc z założenia, że w razie utraty danych przynajmniej utracę ich niewiele. Konieczność częstej wymiany nośników była jednak uciążliwa, więc teraz próbuję czegoś nowego.

Olympus ustawiony jest oczywiście na zapis równoległy do dwóch kart, przy czym karta nr 2 będzie zapisywała kopie z każdej kolejnej karty nr 1. W slocie nr 2 ląduje więc nośnik UHS-I o pojemności 256 GB, zaś w slocie nr 1 gościć będą na zmianę nośniki o pojemności 64 i 128 GB. Na potrzeby nagrywania wideo w 4K mam też dwie karty Extreme PRO UHS-II o pojemności 64 i 128 GB. Do tego wszystkiego czytnik kart, bo oczywiście producenci laptopów w 2018 roku notorycznie zapominają, że wbudowany czytnik kart SD może się jednak komuś przydać…

WD MyPassport SSD

Kopia zapasowa to świętość, a na targach musi się ona jeszcze równać szybkiemu dostępowi do danych. W tym roku za bezpieczeństwo materiałów odpowiadać będzie szybki napęd WD MyPassport SSD o pojemności 500 GB. Nośnik jest maleńki, elegancki, niezawodny i odporny na upadki z wysokości przeciętnego blatu, więc jestem spokojny o jego bezpieczeństwo w press-roomie. No chyba, że ktoś zdąży go po upadku nadepnąć…

Lenovo Yoga 730

Z reguły na imprezy branżowe jeżdżę z komputerem nieprzekraczającym 13” przekątnej ekranu, ale w tym roku z przyjemnością robię wyjątek. 15-calowa Yoga 730 jest u mnie od kilku tygodni i jestem zauroczony możliwościami tego sprzętu względem jego ceny. Za kwotę o kilka tysięcy niższą od Della XPS 15 czy Surface Booka 2 mam solidnie wykonany sprzęt, z dobrym czasem pracy na jednym ładowaniu, fantastyczną klawiaturą, czterordzeniowym procesorem Core i7 i dedykowanym GPU – GeForce’em GTX 1050.

Na tym komputerze mogę błyskawicznie obrobić zdjęcia, napisać tekst, a nawet zmontować wideo 4K, zupełnie jakbym pracował w domu. Z tego względu jestem w stanie pogodzić się z nieco większymi gabarytami. A przy okazji mogę też sprawdzić laptop na placu boju, zanim usiądę do pisania finalnej recenzji.

Microsoft Surface Precision Mouse

Długo się zastanawiałem, czy zabrać ze sobą “wszystkomającego” Logitecha MX Master 2s, czy nieco uboższą w funkcje, ale mniejszą – a przez to mieszczącą się do innej kieszeni w plecaku – myszkę Microsoftu. Zwyciężył rozsądek. To Microsoft Surface Precision Mouse będzie poruszać kursorem po ekranie Yogi 730 w czasie pracy na targach.

Sennheiser Momentum Wireless M2

Press-roomy są tak głośne, że zebranie w nich myśli wymaga albo zdolności skupienia na poziomie buddyjskiego mnicha, albo… dobrych słuchawek z redukcją hałasu. Słuchawki Sennheisera, które właśnie testuję, mają na tyle dobre ANC i na tyle wygodnie leżą na głowie, że nie mogło ich zabraknąć w moim plecaku podczas tego wyjazdu.

Kindle Paperwhite 3

Nie samą pracą człowiek żyje. Nawet w dni przepełnione pracą staram się znaleźć choć chwilkę na lekturę. Non-fiction z rana, na rozgrzanie zwojów mózgowych i fikcja z wieczora, żeby odprężyć zmęczony umysł przed snem.

Ściereczka z mikrofibry

Gdybyście zobaczyli, jak wyglądają obudowy smartfonów “wymacane” przez dziennikarzy z całego świata, zrozumielibyście. Żel antybakteryjny do kompletu. Lepiej dmuchać na zimne.

Vanguard Alta Rise 48

Wszystkie sprzęty opisane powyżej, wraz z niezbędnymi ładowarkami do telefonów, laptopa i aparatu, wylądują w plecaku Vanguard Alta Rise 48. Przez lata na targi jeździłem z torbą, ale gdy po ostatnim wyjeździe bark odmówił mi posłuszeństwa na dłuższą chwilę, postanowiłem więcej sobie tego nie robić.

Przyznaję się bez bicia, w 9 na 10 przypadków wolę torbę. Łatwiej z niej wyciągnąć sprzęt, trudniej okraść, no i nie boję się, że znokautuję niewinnych przechodniów obracając się z wielkim plecakiem. W tym 1 przypadku ważniejsze jest jednak to, żeby przez cały dzień móc taszczyć na plecach sporo sprzętu i nie nabawić się zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa.

Dlatego właśnie pakuję się do sprawdzonego plecaka Vanguard Alta Rise 48, który może i jest wielki, ale przy tym bardzo wygodny, bardzo pojemny i bardzo praktyczny.

Widzimy się w Berlinie!

Metaforycznie, oczywiście. Kiedy czytacie te słowa, część ekipy Spider’s Web jest już na miejscu. Część trafi tam dopiero za kilka dni. A ja prawdopodobnie w momencie publikacji będę słuchał ryku trzech cylindrów na niemieckim autobahnie. Okazuje się, że do Berlina jestem w stanie dojechać autem szybciej niż do Warszawy…

Tradycyjnie możecie spodziewać się tony profesjonalnie przygotowanych materiałów o wszystkich nowościach, które zostaną zaprezentowane podczas IFA 2018. W końcu po coś zabieramy cały ten sprzęt.

Dołącz do dyskusji