Dziś startuje nowy sezon Fantasy Premier League. Weekendy znowu nabiorą sensu

Felieton/Gry 10.08.2018
Dziś startuje nowy sezon Fantasy Premier League. Weekendy znowu nabiorą sensu

Dziś startuje nowy sezon Fantasy Premier League. Weekendy znowu nabiorą sensu

Fantasy Premier League to największa, najpopularniejsza i zarazem najbardziej emocjonująca gra typu „Fantasy” w świecie futbolu. 

Być może kojarzycie z amerykańskich filmów czy seriali, gdy bohaterom zdarza się rozmawiać na przykład o Fantasy Baseball (tego typu gra była motywem przewodnim jednego z odcinków popularnych  „Suits”).

To niezwykle popularny gatunek gier przeglądarkowych, w którym mając do dyspozycji określony budżet, budujemy swoją „drużynę” wybierając – w przypadku Fantasy Premier League – zawodników z pierwszej ligi angielskiej, starając się przewidzieć którzy z nich zdobędą najwięcej punktów w nadchodzącej kolejce, a – najlepiej – w całym sezonie. Oczywiście nieco inne kryteria punktowania mają obrońcy, pomocnicy czy napastnicy, ale generalnie słusznie domyślacie się, że warto dużo strzelać bramek i asystować.

Oczywiście to fajna zabawa dla sympatyków futbolu, natomiast przez lata wykształciły się całe społeczności fanatyków tej szlachetnej formy rozrywki, które porozumiewają się ze sobą już swoistą nowomową, slangiem. Przykładowo cechą charakterystyczną bloga Fantasy Premier League Polska jest specyficzny język artykułów, w którym zdania złożone powszechnie uznaje się za zbędne produkowanie niepotrzebnych informacji. Na Facebooku i Twitterze od tygodni trwają dyskusje na temat ostatecznego kształtu drużyn.

Tegoroczna edycja będzie jedną z – moim zdaniem – trudniejszych

A wszystko dlatego, że większość gwiazd Premier League błyszczała na Mundialu do jego samego końca i albo nie zaczęła jeszcze nawet trenować ze swoimi drużynami, albo jest na bardzo wczesnym etapie przygotowań. W rezultacie. Fani muszą budować drużyny bez Harry Kane’a, Edena Hazarda, Raheema Sterlinga, Kevina de Bruyne’a czy Romelo Lukaku, jednocześnie mając w głowie, że za chwilę będą potrzebowali pieniędzy na ich zakup – a liczba transferów w grze też jest co do zasady ograniczona.

Drugą zmienną jest Mohamed Salah, który w poprzednim sezonie skolonizował Premier League w nieprawdopodobnym stylu i trudno sobie wyobrazić ryzyko nieuwzględnienia go w składzie na tegoroczny sezon (ma go w drużynie aż 53,3 proc. graczy). Jednak jego koszt w wysokości 13 proc. całego dostępnego bazowo budżetu jest astronomiczny i siłą rzeczy warunkuje oszczędności przy innych formacjach. Dość wspomnieć, że w wielu drużynach bez Salaha wprost roi się od gwiazd, zaś pozostałe 53,3 proc. w dużej mierze „gra” na Egipcjanina, który – jeśli się nie mylę – jako pierwszy w historii Fantasy Premier League przekroczył granicę 300 punktów.

W związku z powyższym tegoroczna edycja Fantasy Premier League ma bardzo specyficzny początek, a wiele drużyn może być do siebie dość podobnych, na dodatek pewnie jeszcze w sierpniu zostaną uruchomione Wildcardy (raz na pół roku nielimitowana liczba transferów). Zwykle pewnie czuję się w Fantasy turniejowych, Lidze Mistrzów – dopiero co rozpykałem czytelników Spider’s Web na Mundialu:

Tak Fantasy Premier League nie jest niestety moją domeną i już od kilku lat spisuję się tam co najwyżej średnio. W ubiegłym sezonie byłem nawet maskotką w lidze moich kolegów ze studiów, bo choć podejmowałem pozornie racjonalne decyzje, to jakoś zawsze pechowo prowokowałem kontuzje, ciągi meczów bez strzelonej bramki, a jak raz jeden (przypadkiem, coś źle się wstawiło na mobile) odebrałem opaskę Salahowi, to oczywiście – tak, tak, macie rację – 4 bramki i asysta. Doszło już nawet do tego, że jedną z naczelnych zasad ligi, było podejmowanie decyzji odwrotnych do moich. Oczywiście mam nadzieję, że w tym sezonie uda mi się zrewanżować, choć…

Kiedy obserwuję mistrzów Fantasy Premier League, widzę, że to niestety nie tylko szczęście, nie tylko „czucie” futbolu. Ci najlepsi poświęcają swojemu sukcesowi naprawdę masę czasu i energii, śledząc uważnie wszelkie detale, analizując grę taktycznie ze statystykami WhoScored i poruszania na boisku (bo na przykład Sane musi bardziej bronić od Sterlinga, a Alonso dwa razy częściej atakuje od Azplicuety), a nawet pamiętając kiedy partnerka Kane’a ma urodziny. To już jest poziom trudny do osiągnięcia śmiertelnikowi, natomiast takich zapaleńców – nie tylko na świecie, ale i w kraju, nie brakuje.

Osobiście najbardziej ubolewam nad faktem, że West Ham ma tak niekorzystny kalendarz na początku sezonu, ponieważ to chyba najciekawsze transfery w tegorocznej edycji Premier League (w tym „nasz” Fabian) – niestety brakuje mi odwagi na testowanie tej ekipy na początku sezonu. Nie dam się też nabrać na Everton, który wraz z Liverpoolem ma najłatwiejszych rywali na starcie, ale ich sparingi wyglądały koszmarnie. Również Manchester United wydaje mi się tykającą bombą, z której rozbrojeniem Jose Mourinho może mieć problemy.

Weekendy są w porządku

Ale weekendy najfajniejsze są wieczorem, a poranki i popołudnia kojarzą mi się z nudą i rosołem. Od paru lat weekendy to też wielkie emocje związane ze spotkaniami, które kibica Interu nie powinny przecież nawet przesadnie interesować. A tymczasem potrafię ze wzrokiem maniaka śledzić powiadomienia SofaScore z meczu Burnley-Crystal Palace. A ja jestem piknikiem. Mistrzowie oglądają to spotkanie ze swoim notesikiem.

Kod do ligi Spider’s Web: 131052-857873

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement