Sporo fanpage’y na Facebooku od rana nie działa. To tylko awaria czy wizja przyszłości serwisu?

Felieton/Media 23.08.2018
Sporo fanpage’y na Facebooku od rana nie działa. To tylko awaria czy wizja przyszłości serwisu?

Sporo fanpage’y na Facebooku od rana nie działa. To tylko awaria czy wizja przyszłości serwisu?

Facebook prawdopodobnie przeżywa od rana poważne problemy techniczne, ale sam ten fakt dał mi sporo do myślenia – po raz kolejny – nad przyszłością Facebooka i internetu. 

Od rana na wybranych fanpage’ach (w tym Bezprawniku) nie pojawiają się posty zawierające linki do stron internetowych. To spory problem dla serwisów, które uzależniają swój ruch od mediów społecznościowych. Pisałem już, jak staję na głowie, by nie być zależnym od Facebooka, ale na przykład niektórzy nasi konkurenci lata temu postawili dość mocno właśnie na ścisły mariaż z portalem Zuckerberga. I mam wrażenie, że z kwartału na kwartał, gdy Mark dociska jeszcze i jeszcze bardziej, coraz mocniej tego żałują.

Bo Zuckerberg nie ma nas, wydawców mediów, w nosie. On chce nas zniszczyć. Chciałby nas zjeść, przejąć, przemielić. By ludzie nie opuszczali Facebooka. Byśmy byli dostarczycielami treści, pokornie działając na warunkach największego serwisu społecznościowego świata, dostarczając informacje o zainteresowaniach jego użytkowników, które następnie Facebookowi uda się sprzedać.

Nie do końca to samo, ale podobnie, robi zresztą Google, jednak nie da się ukryć, że w przypadku relacji media-Google (wbrew temu, co twierdzi propaganda skupiona wokół tzw. “ACTA 2“) obie strony tej relacji są póki co jej beneficjentami. W przypadku Facebooka wojna jest totalna. Mark mówi zresztą niemalże wprost, że ma archaiczne media w głębokim poważaniu i ich czas jest policzony.

Dziś obserwuję przedsmak świata z medialną dominacją Facebooka.

Jeśli na grupie fanów rowerów napiszecie coś o pedałach, możecie liczyć się z ryzykiem otrzymania blokady na cały serwis Zuckerberga. Pierwsza na kilka dni, druga na kilkanaście, trzecia na kilkadziesiąt. Nie bardzo jest z kim polemizować i do kogo się odwoływać. Facebook od lat decyduje, co możemy publikować w serwisie, czasem kompletnie bez sensu, ładu i logiki, w konsekwencji ograniczając wolność słowa.

Od pewnego czasu Facebook chce walczyć z fake news i – szczerze mówiąc – już się boję. Bo dotychczasowe doświadczenia z Facebookiem pozwalają podejrzewać, że za fake news zostaną uznane wszelkie treści, które nie są wyjęte wprost ze spotów wyborczych Berniego Sandersa. A dziś – najpewniej w postaci błędu – obserwujemy przedsmak zapowiadanych algorytmów, które wprawdzie treści na Facebooku mają zamiar przyjmować, owszem. Ale już same algorytmy serwisu zdecydują, czy chcą je rozpowszechniać szerszej publiczności, stwierdzając przy tym czy aby na pewno treści są „prawdziwe”. I „politycznie poprawne”, gdzie przez „politycznie” rozumiemy oczywiście politykę Facebooka.

Nie mam pewności, czy to właśnie nie testy nowych algorytmów, źle wdrożone, bombardują dzisiaj działalność wielu fanpage’y na łamach Facebooka. A to, mimo prób uniezależniania portali od serwisu (przynajmniej tych, które trochę lepiej czytają trendy i ruchy Zuckerberga), nadal niesie za sobą widoczne konsekwencje. Do czytania mediów właśnie za pośrednictwem Facebooka przyzwyczailiśmy wielu spośród naszych najwierniejszych czytelników. Interakcje i popularność niektórych tekstów w najpopularniejszym serwisie świata biorą z kolei pod uwagę nawet mechanizmy Google. Bardzo to się wszystko robi niebezpieczne dla wolności mediów na świecie.

Dołącz do dyskusji