Nintendo sieje postrach – strona, która od 18 lat udostępnia emulacje starych gier, usuwa swoją bibliotekę

News/Gry 09.08.2018
Nintendo sieje postrach – strona, która od 18 lat udostępnia emulacje starych gier, usuwa swoją bibliotekę

Nintendo sieje postrach – strona, która od 18 lat udostępnia emulacje starych gier, usuwa swoją bibliotekę

W tym wypadku, paradoksalnie, piraci są kustoszami wirtualnego muzeum. Trudno bowiem zagrać legalnie w wiele klasyków. Od tego są emulacje starych gier.

Nintendo znane jest ze swojej agresywnej polityki w kontekście własnych znaków towarowych. Na przestrzeni ostatnich lat japoński gigant zmiażdżył kilka fanowskich gier tworzonych w uniwersach z ich marek – czy to Pokemon Prism, czy remake Metroida 2. Dostało się też wirtualnej bibliotece archiwalnych numerów czasopisma Nintendo Power i firmie wynajmującej gokarty, która opierała się na motywach z Mario.

Teraz natomiast oberwały strony udostępniające emulacje starych gier – zarówno od Nintendo, jak i wielu innych firm. W lipcu Wielkie N pozwało LoveROMS.com i LoveRETRO.co na miliony dolarów. Obie witryny zarządzane były przez Jacoba Mathiasa, który nie tylko udostępniał wiele nielegalnych kopii gier, ale używał też znaków towarów Nintendo w layoucie strony. Ikonki z grzybkami, logo z literką N… Trudno nie zauważyć, że mocno przekroczono granicę. Teraz strony są już zamknięte, a proces sądowy trwa.

Wygląd LoveROMS.com przed zamknięciem strony

Działania Nintendo poruszyły środowisko tworzące emulacje starych gier. EmuParadise, jedna z największych stron tego typu, od 18 lat udostępniająca bogatą bibliotekę retro, usunęła wszystkie gry i wystosowała oficjalne oświadczenie. Możemy się w nim dowiedzieć, że choć twórca witryny, MasJ, jest bardzo dumny z tego, co osiągnął ze swoim zespołem przez niemal dwie dekady, nie może dłużej ryzykować. W aktualnej sytuacji prowadzenie EmuParadise w starej formie mogłoby mieć “katastroficzne konsekwencje”. Mowa z pewnością o potencjalnym pozwie Nintendo. Nikt nie chce raczej płacić firmie milionów dolarów. Dlatego strona będzie dalej istnieć, dalej będzie zrzeszać miłośników retro, ale nie znajdziemy już na niej klasyków do ściągnięcia.

Nintendo dopięło zatem swego i wszystkich nastraszyło, co pod kątem prawnym jest zrozumiałe i słuszne, ale rodzi inne pytania.

Co z tymi wszystkimi klasykami?

Część starych gier z ery NES-a czy SNES-a Nintendo udostępnia przez Virtual Console, wersje mini starych sprzętów i wkrótce subskrypcję Nintendo Switcha. Jest to jednak mały procent wielkiego archiwum historii gier wideo, o które poszczególne firmy zdają się nie dbać tak, jak powinny. W tym wypadku piracenie jest jedyną formą dbania o spuściznę naszego medium. Piraci stają się niejako kustoszami cyfrowego muzeum gier, archiwizując tytuły, o których nikt inny – nawet ich właściciele – zdaje się nie dbać.

Frank Cifaldi, twórca strony Game History, mówi o tym żywo na Twitterze. W serii rozbudowanych tweetów podkreśla, że osoby, które przygotowują emulacje starych, niemal zapomnianych gier powinni mieć pomniki w miejscach publicznych. To oni konserwują historię tego medium. Nie chodzi tutaj w żadnym wypadku o wspieranie piractwa, tylko umożliwienie ludziom grania w historyczne już tytuły. O zachowanie pamięci. “Kiedy ostatnio ściągnęliście MP3?” – pyta Cifaldi, dając do zrozumienia, że gdyby biblioteka starych gier była ogólnie dostępna, nawet za opłatą, mnóstwo ludzi wolałoby to niż dalsze piracenie. Trudno się z tym nie zgodzić. To trochę jak z serwerami World of Warcraft, odtwarzającymi grę z czasów jej premiery. Są nielegalne, ale jednocześnie to jedyny sposób, by zagrać w wersję WoW-a sprzed wszystkich aktualizacji i dodatków. Póki co.

Medium gier jest wyjątkowo kruche przez postęp technologiczny i szybką dezaktualizację rynkowych standardów. To realny problem, który branża powinna coraz bardziej brać pod uwagę i archiwizować swój dorobek. Agresywne pozwy Nintendo, jakkolwiek prawnie uzasadnione, z pewnością nie pomagają. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że te wszystkie gry gromadzone od lat na EmuParadise i tak znajdą swoje miejsce w internecie. Tutaj nic nie ginie, wiadomo. Niemniej dobrze byłoby nie musieć bać się ich dotykać.

Dołącz do dyskusji

Advertisement