Ponad milion osób ściągnęło z Google Play wiatrak w nadziei, że ich smartfon ostudzi nieco te gorące głowy

Ponad milion osób ściągnęło z Google Play wiatrak w nadziei, że ich smartfon ostudzi nieco te gorące głowy

Ponad milion osób ściągnęło z Google Play wiatrak w nadziei, że ich smartfon ostudzi nieco te gorące głowy

Dawno, dawno temu czasopismo Kaczor Donald ogłosiło, że dodatkiem do nowego numeru będzie komputer. Bardzo się ucieszyłem, bo w domu chyba nie miałem wtedy jeszcze peceta (za to kilka egzemplarzy Atari ST), a komputer i IBM były w owym czasie synonimem maszynki do grania w Wolfenstein 3D.

Rodzice z sympatią, ale jednak pukali się w czoło, mówiąc, że to nie będzie taki prawdziwy komputer. Ale ja z uporem maniaka składałem to kartonowe coś w – chyba, jak sądzę – nadziei, że na końcu zadzieje się jakaś magia, że odpali się MS-DOS, a może nawet Windows 95. Cóż – człowiek, kiedy ma 7 lat, jest na ogół kretynem. Zresztą, nawet mi sceptycyzmu nie brakowało, cały czas jednak rozpierała mnie jeszcze wspomniana nadzieja.

Polska, 2018. Kraj, w którym 57 proc. Polaków popiera nowy podatek dla bogatych, przy czym za bogatych uważa zarabiających powyżej 3500 zł na rękę. Spora część z nich uwierzyła, że dostępna w Google Play aplikacja imitująca dźwięk pracującego wiatraka to prawdziwy wiatrak. I przez sporą część rozumiem zauważalny wycinek spośród ponad miliona osób, które pobrały aplikację. W komentarzach Google Play czytamy rozczarowane opinie, że to jest jedno wielkie oszustwo, że telefon tylko hałasuje, ale nie chłodzi. Że nie tylko jest chłodniej, ale wręcz krew się zagotowała na widok oszustwa z oszustw obecnych w Google Play najbardziej perfidnego. Teraz widok ten został już nieco zakłócony przez trolli, którzy naśmiewają się z naiwnych i proponują kąpiel smartfona w jeziorze, ale wszystko zaczęło się zupełnie serio.

Ktoś sobie napisał aplikację imitującą szum wiatraka.

Mąż chrapie, po ulicy jeżdżą tramwaje, ludziom przypomina się Wietnam. Są różne fetysze, jedni do snu próbują sobie puszczać odgłos deszczu, kominka, Rafała Trzaskowskiego, a jeszcze inni wiatraka.

A jednak użytkownik z Polski jest zawiedziony. Że ożywcza bryza nie zmywa potu wprost z portu micro-USB. Że rozbrykany halny nie studzi skroni poprzez umieszczoną na przednim panelu kamerę. Że – wreszcie – wściekły tajfun nie wybrzmiewa ze stereofonicznych głośników najdroższego flagowca.

I w komentarzach na Onecie, Gazecie, Pani Domu piszą pod artykułami “haha, debile!”. Szydzą sobie z tych biednych ludzi, że głupi, że kto im dał te smartfony, że pewnie fani Xiaomi, że 500 plus, że intelektualnie to tam też nie za bardzo. A ja przypomnę tylko jedno słowo.

Nadzieja. Bo to nie jest tak, że każdy mieszka w klimatyzowanym wieżowcu Cosmopolitan z widokiem na całą Warszawę. To nie jest tak, że każdy ma teraz urlop i może leżeć nad chłodnym basenem w znajdującej się obecnie w umiarkowanym klimacie Afryce centralnej. To nie jest tak, że ktoś sobie wstanie od biurka i pójdzie do MediaMarkt po wiatrak. Bo wiatraków nie ma, wykupili. Następna dostawa za dwa tygodnie. Albo za miesiąc. Albo nigdy, bo nie dożyjemy.

Człowiek, kiedy ma 7 lat, jest na ogół kretynem. Ale człowiek, który musi cały dzień siedzieć, pracować i myśleć w 36 stopniach, też jest na ogół kretynem. Jedyne co zostało, to właśnie nadzieja.

Dołącz do dyskusji