Były pracownik Microsoftu zdradza na Wykopie kulisy pracy i powody problemów z Windows 10? Uważajcie, to ściema

Artykuł/Technologie 09.07.2018
Były pracownik Microsoftu zdradza na Wykopie kulisy pracy i powody problemów z Windows 10? Uważajcie, to ściema

Były pracownik Microsoftu zdradza na Wykopie kulisy pracy i powody problemów z Windows 10? Uważajcie, to ściema

Lata mijają, świat się zmienia, a Wykop ciągle taki sam.

Nic dziwnego, że wielu ludziom udało się już odkryć metody, jak wykorzystać wykopową społeczność do swoich celów. Okazało się nawet, że na wykopowiczach można zarobić pieniądze: udało się to zrobić Maciejowi Aniserowiczowi, polskiemu inżynierowi, który napisał książkę o zawodzie programisty.

Maciej zauważył, że zachowania użytkowników wykopu są przewidywalne. Gdy o jego książce ukazał się odpowiednio negatywny wpis (Kupiłem książkę Aniserowicza i żałuję, to skok na kasę etc.), z linkiem do sklepu, tego dnia zanotował wyjątkową sprzedaż.

Są rzeczy dla Wykopu po prostu stworzone.

Jedną z tych rzeczy jest okazanie niechęci czy nienawiści do czegoś popularnego i zarabiającego pieniądze. Strona, która zarabia pieniądze – zakop. Firma czy system operacyjny – to samo. Jeśli napiszesz wpis hejtujący np. Microsoft czy Windows, masz gwarantowaną stronę główną.

Ale po co pisać? To tyle roboty. Znajdźmy internetową pastę i przetłumaczmy translatorem.

Tak zrobił użytkownik zelygapu, tłumacząc tekst o Windows, krążący od lat po forach internetowych, wklejany na Reddicie czy w komentarzach na stronach społecznościowych Microsoftu. Zelyagapu dokonał jeszcze jednej ważnej czynności – podlał wszystko ostrym sosikiem, udając, że jest pracownikiem Microsoftu w niedawnych latach (rzekomo 2014 – 2017).

Efekt? Oczywiście główna strona Wykopu osiągnięta.

Nieważne, że bardziej przytomni i ci, którzy nie dali się porwać owczemu pędowi, polemizowali. Nieważne, że szybko odnaleźli i wskazali źródło nieudolnego tłumaczenia. Wykopowa lokomotywa już pędzi i nic jej nie powstrzyma.


W tekście znalazły się oczywiste kalki językowe, które powstały jako artefakty automatycznego tłumaczenia (pracowałem za MS – I worked for MS, devastating – dewastujący, fragile – kruchy). Oczywiście każde wystąpienie skrótu MS zapisane było z symbolem dolara – M$ – aby pokazać, jak bardzo użytkownik gardzi zarabianiem pieniędzy, a jako symbol osoby związanej z Microsoftem był oczywiście wymieniony Bill Gates, który był CEO Microsoftu do… 2000 roku.
Nieudolne tłumaczenie często zmienia zupełnie sens zdania, co pokazuje, że Zelyagapu nie rozumiał, co tłumaczy, np. No enforced file system and registry hierarchy zostało przetłumaczone na Brak wymuszonego systemu plików i hierarchii rejestru. Po angielsku wymuszona jest hierarchia, po polsku system plików.
A co z merytoryką tekstu? Niestety również kuleje. Jak na tekst rzekomo poświęcony Windows 10, powtarza wiele nieaktualnych już zarzutów rodem ze starszych wersji Windows.
Niektóre z tych nieprawdziwych zarzutów to:

  • rzekoma fragmentacja dysków (kiedy ostatnio defragmentowaliście jakiś dysk?)
  • rzekomy brak mechanizmu aktualizacji aplikacji third party zintegrowanego z systemem operacyjnym
  • użytkownik twierdzi, że „trudno mu się debuguje Windows żeby sprawdzić czemu powoli się uruchamia” – najwyraźniej nigdy nic nie debugował, tym bardziej jądra Windows (co jak najbardziej jest możliwe, ale raczej nie jest to metoda na odkrycie przyczyny powolnego uruchamiania się)
  • rzekomy brak możliwości aktualizacji DLL bez restartu systemu
  • rzekomy brak ostrzeżenia w instalatorze systemu przed nadpisaniem MBR
  • rzekoma konieczność używania narzędzi typu CCleaner, gdy istnieją systemowe odpowiedniki
  • zupełne bzdury typu programy antywirusowe czynią komputer mniej bezpiecznym czy przestarzałe informacje typu nie można ręcznie pobierać aktualizacji – ciekawe, kto ręcznie pobiera aktualizacje w Ubuntu czy macOS, nie używając do tego systemowego interfejsu.

Nic się nie stało…

No i co? No i nic. Mimo nieudolności językowej, błędów tłumaczenia powodujących, że połowa zdań nie ma sensu, bzdurnej niemerytorycznej treści i tego, że post śmierdzi fałszywką na kilometr, tylu użytkowników Wykopu kliknęło „wykop”, że post znalazł się na pierwszej stronie.
Jestem pewien, że gdyby to było opłacalne, byłoby używane na szeroką skalę. Stworzenie postu tak trollującego wykopowiczów, żeby wypromowali go sami, zdaje się być dość prostym zadaniem. Niestety ich niechęć do komercji (i generalnie słaba siła nabywcza) powodują, że nie jest to dobre narzędzie marketingowe, a jedynie rynsztok do wylewania złych emocji.

Dołącz do dyskusji

Advertisement