W The Crew 2 rozegrałem kilka najlepszych wyścigów w życiu, ale to nie jest gra którą polecam znajomym

Recenzja/Gry 09.07.2018
W The Crew 2 rozegrałem kilka najlepszych wyścigów w życiu, ale to nie jest gra którą polecam znajomym

W The Crew 2 rozegrałem kilka najlepszych wyścigów w życiu, ale to nie jest gra którą polecam znajomym

Ależ pomysły mają Francuzi z Ubisoftu. Motocyklowy wyścig z Las Vegas do San Francisco trwał prawie 20 minut. W świecie gry minęła doba, podczas której siedziałem w Harleyu i podziwiałem piękno West Coast. Pod względem magiczności niektórych etapów, The Crew 2 jest wyjątkowe. Szkoda, że jako wyścigi per se gra sprawuje się tak sobie.

Jestem rozłożony na łopatki tym, jak wielki jest grywalny obszar w The Crew 2. Ubisoft postanowił zmieścić do gry całe Stany Zjednoczone, ze wszystkimi najbardziej charakterystycznymi miejscami kontynentu. Mamy więc wschodnie wybrzeże z Nowym Jorkiem, zachodnie wybrzeże z Kalifornią, pustynną Nevadę z Las Vegas, a także rozległe kaniony oraz bagna Pensylwanii. Góra Rushmore, miasteczko Salem, molo Santa Monica, droga 66, most Golden Gate – jest tutaj (prawie) wszystko, co sprawia, że USA to USA.

Co świetne, miniaturki charakterystycznych aglomeracji oraz punktów turystycznych nie są obszarami nałożonymi jeden na drugi. Pomiędzy kluczowymi miejscami znajduje się masa przestrzeni, po której można swobodnie podróżować. Łączny obszar jest gigantyczny, a przejechanie od jednego wybrzeża do drugiego to przygoda na minimum kilkadziesiąt minut. Coś niesamowitego. Otwarte światy z seriach Forza Horizon oraz Need for Speed mogą się schować.

Jeżeli chodzi o rozmach, rozmiar i zróżnicowanie lokacji, The Crew 2 nie ma sobie równych.

Kilometry dzielące kluczowe miejsca USA nie zostały potraktowane po macoszemu. Świat gry jest pełen szlaków na łonie natury, rwących potoków, górskich szczytów, skrótów, jezior, a nawet dosyć gęsto zarośniętych lasów. Chcesz się przebijać przez zagajnik, manewrując pojazdem terenowym między drzewami? Żaden problem. Masz ochotę przejechać się motocyklem po Route 66? Proszę bardzo. The Crew 2 oferuje poczucie wolności, które powinno być nowym standardem w zręcznościowych grach wyścigowych.

Niestety, Francuzi sabotują własny, misternie wykonany świat. Wszystko za sprawą opcji szybkiej podróży. Na PS4 Pro przeskok między wschodnim i zachodnim wybrzeżem USA trwa kilka sekund. Pokazuje to kapitalną optymalizację kodu i siłę francuskiego silnika graficznego. Z drugiej strony, tzw. quick travel zabija poczucie immersji. Gracz skacze od wydarzenia do wydarzenia, omijając mięsisty środek. Jeśli któreś zawody nie uwzględniają konkretnego miejsca, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że gracz nigdy go nie zobaczy.

Wszakże po co jechać kilka minut do celu, skoro można do niego przeskoczyć w kilka sekund. Dochodzi więc do nieco ironicznej sytuacji, w której usługa mająca zwiększać komfort gracza jednocześnie obniża frajdę z rozgrywki. Ubisoft pośrednio strzela w stopę własnemu światu, starając się jak najbardziej ułatwić sprawę graczowi. Szkoda, bo przez to społeczność The Crew 2 marnuje potencjał drzemiący w pięknie urządzonej lokacji. Architekci poziomów Ubisoftu powinni dostać podwyżkę.

Podwyżki nie powinni za to otrzymać deweloperzy odpowiedzialni za model sterowania pojazdami.

Biorąc pod lupę mechanikę jazdy, mamy do czynienia z nijakimi stanami średnimi. Francuzi postanowili wyłożyć świat gumą, przez co pojazdy zderzające się z otoczeniem zachowują się jak piłeczki z kauczuku. Wesoło odbijają się od ścian i ogrodzeń. Nieco to spowalnia, ale bardzo szybko nauczyłem się, że w The Crew 2 nie można naciskać hamulca. Jak w większości przeciętnych gier zręcznościowych, jedyna słuszna redukcja to zdjęcie nogi z gazu oraz podpisywanie barierek.

Nie podoba mi się, że przeciwnicy sterowani przez system jadą gęsiego, jeden za drugim. Takie zachowanie jest dobre na torze wyścigowym, gdy gramy w Gran Turismo Sport albo Forzę Motorsport. Jednak w ulicznych wyścigach walka o każdą wyższą lokatę powinna być doświadczeniem samym w sobie. Powinna emocjonować, tak jak np. w Forzy Horizon albo kultowym Undergroundzie. Niestety, w The Crew 2 albo nie wyprzedzamy nikogo, albo od razu cały peleton. Kończysz (przed)ostatni lub na podium.

Środek w zasadzie nie istnieje. Mija się go na jednym biegu, jak jakiś sztuczny, nierozłączny byt. Sztuczność czuć również podczas jazdy na pierwszej pozycji. Rywale ewidentnie dostosowują prędkość do lokaty gracza. Im lepiej idzie komuś w The Crew 2, tym zajadlej gonią go przeciwnicy. Wystarczy jednak przydzwonić w drzewo, a obroty silników rywali w magiczny sposób maleją. Na szczęście tzn. rubberbanding – pozycjonowanie przeciwników względem gracza – nie jest aż tak chamski i bezczelny jak w najnowszych odsłonach Need for Speeda.

Przeciwwagą dla takich sobie samochodów są pojazdy terenowe, motorówki, motocykle, poduszkowce a nawet samoloty!

Żebyśmy mieli jasność – modele sterowania innych maszyn są jeszcze większymi atrapami niż systemy napędzające samochody wyścigowe. Łódź motorowa czy awionetka, wszystko sprowadza się do banalnej obsługi maszyny za pomocą pada. Siła innych pojazdów drzemie jednak nie w mechanice sterowania, ale ich zróżnicowaniu. To kapitalna możliwość, móc przesiąść się na motocykl po serii ulicznych wyścigów samochodem. Albo oderwać się od nabijania punktów za drift i wsiąść do poduszkowca.

Bogactwo maszyn na lądzie, na wodzie i w powietrzu sprawia, że The Crew 2 dziarsko walczy z nudą i monotonią. To jest idealna gra na „jeszcze tylko jeden wyścig i wyłączam“. Oczywiście ostatecznie tych wyścigów robi się dziesięć, a zamiast iść do łóżka o 23:00 gracz kładzie się gdy zaczynają ćwierkać ptaki. Wprowadzenie podniebnych i nawodnych maszyn to najlepsza decyzja, jaką mógł podjąć Ubisoft. Dzięki niej The Crew 2 jest tak samo ciekawe po pierwszej, piątej i piętnastej godzinie zabawy. Kapitalny dodatek.

The Crew 2 zmusza do refleksji: czy gra wyścigowa, w której wyścigi są takie sobie, może być dobra?

Produkcja Ubisoftu to przypadek gry wyścigowej, w której wyścigi są mocno nijakie, a mimo tego tytuł wciąż jest przyjemny, grywalny i wciągający. Wszystko to za sprawą dwóch podstawowych elementów. Pierwszym jest piękny (nie licząc tekturowych budynków w miastach), kolorowy, zróżnicowany i otwarty świat. Drugi to oczywiście bogactwo maszyn, którymi można nie tylko jeździć, ale również latać i pływać. Te dwa filary sprawiają, że myśląc o The Crew 2 mam ochotę wrócić do fikcyjnych Stanów i rozegrać jeszcze kilka wyścigów.

Trzeba jednak zaznaczyć, że jako gra wyścigowa, produkcja nie zachwyca. Forza Horizon może spać spokojnie, zachowując swoją zręcznościową koronę. Rozczarowujące jest również to, że gra w żaden sposób nie jest MMO w prawdziwego zdarzenia. Owszem, od czasu do czasu widzimy innych graczy podróżujących po świecie, ale chęć oraz potrzeba interakcji z nimi jest minimalna. Zresztą, większość gości na serwerach i tak nie wychodzi poza mapę pozwalającą na tzw. quick travel.

Niezwykle działająca na nerwy jest również specyficzna yolo otoczka. Pierwsze The Crew koncentrowało się na przestępczym życiu kierowców uciekających przed stróżami prawa. W drugiej części nie ma policji, a rabusiów zamieniono na młodych lanserów głodnych lajków w mediach społecznościowych. Poważnie. Nieco odejmuje to powagi tytułowi, który momentami jest parodią samego siebie. Rozumiem jednak, że Ubisoft chciał zagospodarować młodszą widownię. Wątpię jednak, czy uda się to takim szpanerskim bełkotem z lat 90-tych.

To jedna z tych gier, które uruchamiam z ogromną przyjemnością, lecz nie mam odwagi jej polecić.

Nie namawiam znajomych na The Crew 2 z prostej przyczyny – model jazdy pozostawia wiele do życzenia. Gra broni się jako doświadczenie, jako otwarty świat, jako ujście dla stresu po pracy, ale nie jako pozycja dla fanów motoryzacji. Tytuł Ubisoftu zaserwował mi jedne z najbardziej ciekawych, pomysłowych, malowniczych i oryginalnych wyścigów z jakimi kiedykolwiek miałem do czynienia. To jednak doświadczenie do bólu subiektywne.

Największe zalety:

  • Dodanie pojazdów na wodzie i w powietrzu
  • Gigantyczny, piękny, otwarty świat
  • Tutaj nie ma nudy ani monotonii
  • Kapitalne pomysły na unikalne wyścigi i wyzwania

Największe wady:

  • Byle jaki model jazdy
  • Otoczka yolo
  • Szybka podróż zabija immersję
  • Rubberbanding
  • Interakcje między graczami? A po co?

Komuś innemu może w ogóle nie zależeć na poczuciu wolności i wiatru we włosach podczas kilkunastominutowej jazdy Route 66. Dlatego w ostatecznym rozrachunku sugeruję, aby poczekać na obniżkę ceny tej gry, a dopiero potem dać szansę The Crew 2. To rozsądny i bezpieczny wariant. Prawie tak bezpieczny jak kauczukowe samochody na oryginalnych licencjach.

Dołącz do dyskusji

Advertisement