Etat czy własna firma? Podpowiadamy, co możesz zyskać, przechodząc na samozatrudnienie

Etat czy własna firma? Podpowiadamy, co możesz zyskać, przechodząc na samozatrudnienie

Etat czy własna firma? Podpowiadamy, co możesz zyskać, przechodząc na samozatrudnienie

Nie takie samozatrudnienie straszne, jak je malują. Wielu osobom porzucenie wygodnego etatu na rzecz własnej działalności jawi się jako koszmar związany z samymi utrudnieniami. Odczarujmy ten mit.

Uczciwie zacznę od tego, że samozatrudnienie nie jest dla wszystkich. Istotnie, praca „dla siebie” wymaga pewnych poświęceń, z którymi nie zetkniemy się na etacie. Wiele osób nie będzie chciało się z tym mierzyć i nie ma w tym absolutnie nic złego.

Ba, powiem wręcz, że założenie własnej działalności to bardzo często bardzo zły pomysł.

Są ludzie, którym wydaje się, iż przejście na samozatrudnienie i „pozbycie się szefa nad głową” da im szczęście i wolność, a oni w końcu będą mogli robić to, co kochają. Tyle że to bardzo błędne myślenie.

Na samozatrudnieniu każdy zleceniodawca będzie niejako twoim szefem, dyktując, jak masz dane zlecenie wykonać. Do tego mam złą wiadomość – pozbycie się szefa oznacza ni mniej ni więcej tyle, że teraz to nam przychodzi mierzyć się ze wszystkimi odpowiedzialnościami i całym zapleczem formalnym związanym z prowadzeniem biznesu.

Błędem jest zakładać, że będziemy „robić tylko to, co się kocha”.

Ciekawie pisał o tym ostatnio Paweł Tkaczyk, mówiąc o pułapce własnej firmy i nawiązując do książki „Mit Przedsiębiorczości”:

Człowiek, który uwielbia piec ciasta i zakłada cukiernię, musi napisać biznesplan, wypełnić wniosek o kredyt w banku, zatrudnić ludzi, policzyć podatki, wypłacić pensje, przygotować dokumenty do księgowości, odpowiedzieć na pismo z Urzędu Skarbowego… A nie zaczęliśmy jeszcze nawet zdobywać klientów! W tym wszystkim nie zostaje wiele czasu na pieczenie ciast.

Samozatrudnienie nie jest dla ludzi, którzy chcą robić wyłącznie to, co kochają. Własna działalność, nawet taka jednoosobowa, freelancerska, jest drogą dla tych, którzy nie boją się robić wielu rzeczy na raz. W tym tych, za którymi nieszczególnie przepadają.

To też bardzo zły pomysł dla ludzi, którzy chcą pracować mniej.

Samozatrudnienie wiąże się bowiem (z reguły) ze znacznie dłuższą pracą niż na etacie. Bo – w ten czy inny sposób – pracując dla siebie pracujemy niemal non-stop. Nie bez powodu popularne w kręgach amerykańskich biznesmenów powiedzonko mówi, że „przedsiębiorca to ktoś, kto jest gotów pracować 80 godzin tygodniowo dla siebie, byle by nie pracować 40 godzin dla kogoś innego”.

Nie ma co się oszukiwać – przejście na działalność oznacza koszty.

Przyznam szczerze, że pierwsze rozliczenie „firmowe” względem rozliczenia „etatowego” działa jak kubeł zimnej wody.

Człowiek cieszy się ze sporej sumy, która wpada na konto, a chwilę później przekonuje się, że… musi oddać blisko połowę pieniędzy Państwu. 23 proc. na dzień dobry odpływa w VAT (od 1 lipca – możliwe nawet, że wpada na oddzielne subkonto w banku). Potem 18 lub 19 proc. dochodu musimy oddać w PIT (w zależności od tego, czy jesteśmy rozliczani na zasadach ogólnych czy wybraliśmy podatek liniowy).

Doliczmy do tego ZUS i nagle okazuje się, że suma, która zasiliła nasze konto, wcale nie była taka znowu „spora”.

Na szczęście kwotę daniny państwowej można obniżyć, stosując umiejętną optymalizację podatkową. Innymi słowy – mając dobrego księgowego. Umiejętnie podliczone koszty prowadzenia działalności mogą znacząco obniżyć wartość płaconych podatków.

I gdy przyjrzeć się zaletom własnej firmy, to dalece przewyższają one potencjalny koszt, który przyjdzie nam ponieść.

Samozatrudnienie ma jednak wiele zalet w zestawieniu z etatem.

Często – paradoksalnie – tożsamych z wadami. I tylko od indywidualnego podejścia zależy, czy daną kwestię będziemy traktować jako jedno, czy jako drugie.

Brak szefa nad głową to mimo wszystko wolność.

Choć samodzielna odpowiedzialność bywa przytłaczająca, świadomość tego, że samemu jest się sobie sterem, żeglarzem i okrętem, jest wyzwalająca. Nawet jeśli będąc na działalności, świadczymy usługi tylko jednemu klientowi, który teoretycznie jest naszym „szefem”, ta zmiana perspektywy ma kolosalny wpływ na podejście do pracy.

Na samozatrudnieniu nie pracujemy dla kogoś. Pracujemy dla siebie i na siebie. I oczywiście – wiąże się to z przeniesieniem na siebie ogromnej dozy odpowiedzialności, której na etacie nie ma. Z czasem jednak wzięcie takiej odpowiedzialności na siebie procentuje, a my stajemy się bardziej samodzielni i niezależni w życiu. To zaleta nie do przecenienia.

Sam decydujesz, jak spędzasz czas i kiedy pracujesz.

Ta zaleta dotyczy w szczególności freelancerów, zwłaszcza w branży kreatywnej. Kreatywne umysły z rzadka dobrze się czują ograniczane czymkolwiek, w tym godzinami pracy. Na Spider’s Web np., wyjąwszy dyżury, panuje praktycznie pełna dowolność w kwestii godzin pracy. Jeśli ktoś woli pisać po nocach – proszę bardzo. Jeśli komuś bardziej odpowiada wczesna pobudka i praca do południa – nie ma problemu.

Pracując dla siebie można dostosować pracę do indywidualnego biorytmu i zapasów energetycznych. Rozdzielić zadania tak, aby te najważniejsze robić wtedy, gdy czujemy się najlepiej, a te najmniej istotne – gdy dopadnie nas dołek.

Takiej swobody nie doświadczymy na etacie.

Tak, pracując dla siebie pracujemy więcej, niż pracowalibyśmy dla kogoś. Ale oznacza to również większe zarobki i więcej możliwości dywersyfikacji źródeł przychodu w naszej firmie. Na etacie w pewnym momencie dobijemy do „sufitu” zarobkowego. Na samozatrudnieniu to my decydujemy, gdzie jest ten sufit (albo gdzie go nie ma).

Samozatrudnienie = rozwój

To kluczowy atut przejścia na własną działalność. Etat, nawet najwspanialszy, prędzej czy później doprowadzi nas do ściany. Awansujemy tak wysoko, że wyżej się nie da. Poznamy wszystkie tajniki pracy w danym miejscu, przez co przestanie nas ona ekscytować. W końcu nie będzie już jak więcej zarobić, ani jak zdobyć nowe umiejętności.

Z tego powodu sam przeszedłem niedawno na samozatrudnienie. Choć w Spider’s Web rozwijam się nadal i non stop uczę się czegoś nowego, chciałem robić po prostu więcej. Realizować własne projekty, oferować swoje możliwości na szerszą skalę.

Własna działalność otwiera drzwi. Z perspektywy branży kreatywnej jest to najbardziej korzystna forma oferowania swoich usług, przede wszystkim z czysto pragmatycznego punktu widzenia – wielu usługodawców nie honoruje innej formy rozliczenia, jak faktura. Umowy o dzieło często nie wchodzą w grę.

I tak – o ile samozatrudnienie oznacza większe koszty, jak pisałem we wstępie, tak przedsiębiorca może wykorzystać je na swoją korzyść. Dla przykładu: kursy czy szkolenia, które możemy odbywać w ramach etatu, dają nam tylko dodatkowe umiejętności. To naturalnie wielka wartość, ale odbywając te same kursy w ramach samozatrudnienia nie tylko podnosimy swoje kwalifikacje, ale także wykorzystujemy je do podnoszenia swoich zarobków i pozyskiwania nowych klientów. Jakby tego było mało, odbyty kurs wrzucamy sobie w koszta, obniżając tym samym PIT.

Rozwój we własnej firmie daje nam znacznie więcej korzyści (w tym finansowych) niż rozwój na etacie.

Założyć własną firmę jest dziś łatwiej niż kiedykolwiek.

Nie tak dawno temu tzw. system zniechęcał nas do założenia działalności, jak tylko mógł. Pewnie, Państwo latami obiecywało „jedno okienko” do założenia firmy, ale dopiero jakiś czas temu teoria przerodziła się w praktykę.

Dziś faktycznie całość formalności możemy załatwić w jednym okienku. A większość z nich – nawet nie wychodząc z domu.

Gdy zakładałem firmę, wniosek przygotowałem przez Internet. Następnego dnia poszedłem do Urzędu Gminy, gdzie uprzejma urzędniczka już miała gotowy dokument, który musiałem tylko podpisać. Wraz z wnioskiem o wpis do CEiDG złożyłem wniosek ZUS ZZA.

Jako że zdecydowałem się na VAT, musiałem dodatkowo udać się do Urzędu Skarbowego, ale tam znowuż – procedura zajęła niecałe 10 minut. Jakby podsumować cały czas spędzony na fizycznym zakładaniu działalności, wyszłaby góra godzina.

A jeśli i to jest dla nas zbyt wielkim obciążeniem, działalność może za nas założyć np. księgowy.

Decydując się na usługi księgowości w Tax Care, możemy „przy okazji” założyć firmę.

Czasem warto skorzystać z takiej pomocy. Przechodząc z etatu na samozatrudnienie, często nie orientujemy się zbyt dobrze w meandrach państwowej biurokracji. Nie wiemy, co nam się bardziej opłaca, jaka forma działalności i opodatkowania jest najbardziej korzystna, etc.

Decydując się na usługi Tax Care, otrzymamy pełną pomoc na start. Księgowy pomoże nam wybrać najbardziej opłacalną formę opodatkowania (np. czy lepiej rozliczać się na zasadach ogólnych, czy może od razu wskoczyć na podatek liniowy?), wyjaśni nam dokładnie, jakie obowiązki urzędowe będą na nas spoczywać po przejściu na samozatrudnienie i – co niemniej istotne – podpowie, jakie koszty będzie mogła generować nasza firma.

Z własnego, a przecież tak niewielkiego, doświadczenia wiem, że ilość wiedzy, jaką trzeba przyswoić zakładając działalność, jest przytłaczająca. Bardzo łatwo jest się pogubić w tych wszystkich zawiłościach, rozliczeniach…

Warto więc skorzystać z pomocy. Tym bardziej, gdy jest ona oferowana za darmo w ramach podpisania umowy na prowadzenie księgowości.

Księgowość tak czy inaczej gdzieś musimy prowadzić, a Tax Care – w dobie Internetu i dynamicznych zmian rynku – jest należycie „nowoczesną” formą dbania o finanse firmy. Nad wszystkim panujemy nie wychodząc z domu, a nad naszymi pieniędzmi czuwa aż dwóch księgowych: jeden znający specyfikę konkretnej działalności i drugi, na wypadek gdyby ten pierwszy był np. na urlopie.

W dodatku wybierając Tax Care, możemy również skorzystać z bezpłatnego programu Chmura Faktur. To szalenie wygodne rozwiązanie do zapanowania nad papierologią, czy może raczej wyeliminowania jej z naszej firmy.

Więcej o Chmurze Faktur możecie się dowiedzieć z artykułu Ani Nicz: Papierowe faktury idą w odstawkę. Czas zatem wybrać program, który zadba o twoje dokumenty.

A będzie jeszcze lepiej. Państwo w końcu przestaje rzucać kłody pod nogi przedsiębiorcom.

30 kwietnia weszła w życie tzw. „Konstytucja Biznesu”, czyli pakiet ustaw mających ułatwić życie przedsiębiorcom.

Z perspektywy rozpoczynającej własną działalność, bodajże najważniejszym jej elementem jest „ulga na start”, czyli zniesienie składki ZUS przez pierwsze pół roku. Składając deklarację ZUS ZZA jesteśmy zobligowani płacić tylko składkę zdrowotną, czyli – na ten moment – ok. 320 zł miesięcznie. Po upływie okresu ulgowego mamy jeszcze dwa lata „małego ZUS-u”, wynoszącego obecnie nieco ponad 500 zł miesięcznie.

A od 2019 roku dodatkowo ma zostać wprowadzona obniżona składka ZUS, dla osób, których przychody nie przekroczyłyby w tym roku 5250 zł miesięcznie. Co – realistycznie rzecz ujmując – może oznaczać sporą ulgę dla wielu freelancerów dopiero zaczynających świadczenie usług.

Powtarzając więc słowa ze wstępu – nie takie samozatrudnienie straszne, jak je malują. Przy odpowiednim wsparciu i wiedzy przejście z etatu do własnej działalności jest praktycznie bezbolesne.

I pewnie, że prowadzenie własnej firmy kosztuje znacznie więcej wysiłku niż praca u kogoś na etacie.

Ale w zamian praca dla siebie przynosi znacznie więcej satysfakcji i daje większe możliwości. Może więc warto odrobinę bardziej się wysilić?

* Partnerem materiału jest marka Tax Care.

Dołącz do dyskusji

Advertisement