Zderzenie nowoczesnego Unreal Engine z klasycznymi grami jRPG. Octopath Traveler – recenzja

Recenzja/Gry 12.07.2018
Zderzenie nowoczesnego Unreal Engine z klasycznymi grami jRPG. Octopath Traveler – recenzja

Zderzenie nowoczesnego Unreal Engine z klasycznymi grami jRPG. Octopath Traveler – recenzja

Zderzenie to ogół zjawisk powstających przy zetknięciu poruszających się ciał. Ciałem numer jeden jest w tym przypadku nowoczesny silnik Unreal Engine 4. Ciało numer dwa to spuścizna azjatyckich gier RPG lat 80-tych. Octopath Traveler pokazuje, gdzie leży przyszłość klasycznego gatunku jRPG, jednak jako gra per se tytuł nie zawsze staje na wysokości zadania.

Czy rozpikselowana gra 2D potrzebuje najnowocześniejszego silnika graficznego? Instynkt podpowiada, że niekoniecznie. W praktyce Unreal Engine 4 doskonale podkreśla atuty gier jRPG. Również tych nawiązujących stylem oraz rozgrywką do hitów gatunku z lat 80-tych i 90-tych. Octopath Traveler jest najlepszym dowodem na to, że gry retro nie muszą straszyć wizualnie, zachowując swoją kwadratową specyfikę.

Świat w Octopath Traveler jest piękny. Przyciągający wizualnie. Magiczny wręcz.

Gra wygląda jak wyidealizowane wspomnienie pierwszych odsłon Final Fantasy. Tytuł stylizowany na grę ze SNES-a został dopalony wszystkimi najnowszymi efektami graficznymi. Dynamiczne efekty świetlne sprawiają, że promienie słońca w czasie rzeczywistym zmieniają położenie, w zależności od ruchu chmur na nieboskłonie. Woda w zamkowej fosie jest faktyczną cieczą z własnym efektem głębi oraz trójwymiarowymi falami. Magiczne pociski rzucają rozbłyski na ściany jaskini. Bajka.

Dzięki graficznym wodotryskom Octopath Traveler jest bardzo urokliwy. Gra wygląda przyjemnie zarówno na telewizorze w salonie, jak również na mobilnym ekranie Switcha. Pikseloza z wady zamienia się w zaletę. Oczywiście fani fotorealistycznej grafiki tak czy siak będą niezadowoleni. Tytuł cechują uproszczone do bólu projekty postaci i niemal kompletny brak ekspresji mimicznej. Nie ma tutaj efektownych ujęć na wybuchy ani pojedynkowej choreografii azjatyckich reżyserów. To gra od miłośników kultowych jRPG dla miłośników kultowych jRPG.

Jako graficzny benchmark, Octopath spisuje się doskonale. Jako gra jPRG, znacznie gorzej.

Gra czerpie pełnymi garściami z klasycznych rozwiązań poprzedników. Mamy eksplorację świata przeplataną losowymi walkami. Rywale pojawiają się na mapie nagle, jak w pierwszych odsłonach Final Fantasy. Walki toczą się w zamkniętym środowisku, podzielone na tury oraz kolejki. Do tego dochodzą bezpieczne miasta, w których można się przespać, uzupełnić zapasy oraz kupić lepsze bronie i pancerze. Klasyka klasyki.

Wyróżnik walki w Octopath Traveler to system ochrony/osłony. Każdy z przeciwników jest szczególnie wrażliwy na konkretne typy broni albo konkretne żywioły. Rywale posiadają wartość osłony naniesioną na ikonkę tarczy przy swojej nazwie. Jeżeli drużynie gracza uda się uderzyć w przeciwnika określoną liczbę razy za pomocą konkretnych narzędzi zniszczenia, oponent traci swoją turę, a także chwilowo zostaje szczególnie narażony na obrażenia.

To okienko chwilowej wrażliwości jest momentem, w którym grzejemy w przeciwnika ile fabryka dała. Drużyna wykorzystuje wszystkie najpotężniejsze czary oraz umiejętności. Octopath Traveler jest trochę jak Xenoblade Chronicles 2. Przez 90 proc. walki gracz żmudnie buduje sytuację wyjściową dla combo, którym załatwi przeciwnika w kilka sekund. To ciekawy pomysł na oponentów z przerażająco wielką pulą punktów życia.

Bardzo ciekawą nowością są specjalne umiejętności do wykorzystania w miastach.

Grywalne postaci mają możliwość okradania przechodniów. Można za ich pośrednictwem tymczasowo dołączać gapiów do drużyny. W grę wchodzi nawet pobicie niewinnego mieszkańca. Dzięki unikalnym umiejętnościom realizujemy większość zadań pobocznych, a także powiększamy stan posiadania. Jeśli próby kradzieży są nieudane, a prowokowane uliczne pojedynki kończą się porażką, reputacja drużyny cierpi. Gdy spadnie do zera, gracz nie ma możliwości podejmowania takich działań jak handel czy rabunek.

Na szczęście reputację można odzyskać, wykupując się u barmana. Odzyskujemy wtedy dostęp do menu zdolności terenowych, które są jedną z największych zalet Octopatha. Mechanizm zmusza do żonglowania bohaterami, których pomieścimy w drużynie maksymalnie czterech. Dzięki umiejętnościom terenowym słabe postaci na nowo stają się istotne, nie dając o sobie zapomnieć. Drużynowy kupiec może nie robić wrażenia na polu bitwy, ale tylko dzięki niemu kupimy od tajemniczego mężczyzny miecz +90. Im wyższy poziom naszego handlarza, tym lepsza ostateczna cena.

Dwa dobre pomysły to za mało, aby Octopath Traveler zachwycił wszystkich miłośników jRPG.

Największą bolączką i kotwicą u nogi programu okazuje się jego główne założenie. W Square Enix postanowiono bowiem, że gra będzie prowadzona równolegle. Każdy z ośmiu grywalnych bohaterów ma własny początek i własną historię. O ile jednak w takim Dragon Age: Origins unikalne otwarcie gry dla każdej rasy po kilkudziesięciu minutach prowadziło do wspólnego środka, tak w Octopath Traveler te indywidualne historie są toczone oddzielnie niemal do samego końca.

Wiem wiem, na papierze brzmi to bardzo ciekawie. Niestety, w praktyce jest znacznie gorzej. Pomimo równoległych historii zróżnicowanych bohaterów, do gry bardzo szybko wkrada się monotonia. Wszystko przez powtarzający się schemat. Odwiedzasz nowe miasto. Spotykasz nowego herosa. Słuchasz jego historii. Rozwiązujesz jego problem. Dołącza do drużyny. No i na nowo. Potem jeszcze raz. I jeszcze jeden. Łącznie osiem powtórzeń, aż cała drużyna będzie w komplecie.

Nawet po zebraniu pełnej gromady (wojownik, tancerka, złodziej, kupiec, łowczyni, zielarz, uczony, kapłanka) historie nie zazębiają się. Opowieść każdego bohatera została podzielona na rozdziały. Przy takim podejściu gracz szybko zdaje sobie sprawę, że non stop robi to samo. Zmieniają się jedynie tła oraz kluczowi członkowie drużyny. Największymi grzechami Octopath Traveler są powtarzalność oraz schematyczność. Pod sam koniec wiele wątków zostaje połączonych, ale jest już za późno, by historia na nowo rozwinęła skrzydła.

Przez zdecydowaną większość czasu opowieść w Octopath Traveler to brak opowieści.

Włóczymy się po świecie od przypadku do przypadku, bez żadnej nadrzędnej misji wiszącej nam nad głową. Zamiast jasnego celu mamy osiem równoległych historii. Dwie, maksymalnie trzy z nich są dobre. Reszta pozostawia wiele do życzenia, strasząc sztampowością i banalnymi schematami. Jak gdyby scenarzyści nie tyle tworzyli przygodę, co mieli do wypełnienia puste pola z opisami: hero 1 mission A, hero 1 mission B, hero 2 mission A i tak dalej.

Wyraźnie czuć, że nad grą pracowali pisarze o rozmaitym doświadczeniu i filozofii. Z jednej strony dostajemy mocną, dosadną historię tancerki, która wprost daje do zrozumienia, że kobieta była seksualnie wykorzystywana przez swojego alfonsa. Z drugiej strony mamy banalną opowieść o ratowaniu wioski przez niepozornego ale dzielnego kupca, który walczy z piratami w ich jaskini. Odmienność motywów powinna cieszyć, ale Octopath buduje wrażenie, że to bardziej brak spójnej koncepcji niż umiejętna żonglerka nastrojami.

Miał być hit, jest drogowskaz dla następnych produkcji jRPG nawiązujących do klasyków gatunku.

Jedno Square Enix wyszło bezłędnie. Japończycy pokazują, że płaskie gry Role Play utrzymane w stylu retro mają przed sobą piękną przyszłość. Octopath Traveler jest jak latarnia, która wyznacza drogę innym deweloperom nawiązującym do tradycji lat 80-tych i 90-tych. Jako pokaz technologii, tytuł nie ma sobie równych. To pionier, który łączy nowoczesne środowisko z archaicznymi mechanizmami. Nowe ze starym. Postępowe z konserwatywnym. Bardzo ciekawy eksperyment.

Octopath Traveler nie zostanie jednak hitem na miarę Final Fantasy, Kingdom Hearts czy nawet Dragon Questa. Nie stanie się tak ze względu na monotonię oraz powtarzalność, która trawi ten tytuł już po kilku pierwszych godzinach. Jeżeli jesteście głodni jakiegoś klasycznego jRPG-a, Octopath Traveler jest w tym momencie najlepszą ofertą dla konsoli Nintendo Switch. To jednak tylko w połowie zasługa deweloperów. Druga połowa to brak jakościowej konkurencji.

Największe zalety:

  • Przepiękna oprawa graficzna w stylu retro
  • System osłony w walce oraz system umiejętności terenowych
  • Mechanizm budowania pozycji do zadania śmiertelnych obrażeń
  • Niesztampowe klasy postaci
  • Przygoda na kilkadziesiąt godzin
  • Nielinearna eksploracja świata

Największe wady:

  • Seria równoległych historii to ciekawy, ale nieudany eksperyment
  • Bardzo kiepska, mocno spóźniona klamra spinająca wszystkie wątki
  • Monotonia i powtarzalność
  • To nie jest jRPG na miarę Final Fantasy czy Dragon Questa

Wszyscy ci, którzy liczyli, że Octopath Traveler będzie hitem Switcha na miarę Xenoblade Chronicles, raczej się rozczarują. Świadomość noszenia w plecaku gry na kilkadziesiąt godzin zabawy jest bardzo przyjemna, lecz byłoby mi jeszcze milej, gdyby ta przygoda wciągała nie tylko eksploracją oraz walką, ale również (a raczej przede wszystkim) historią i narracją.

Dołącz do dyskusji

Advertisement