Chorwaci chcą ratować linie Croatia Airlines i zapraszają do rozmów polski LOT

Artykuł/Biznes 17.07.2018
Chorwaci chcą ratować linie Croatia Airlines i zapraszają do rozmów polski LOT

Chorwaci chcą ratować linie Croatia Airlines i zapraszają do rozmów polski LOT

Chorwację teraz kocha każdy. To efekt walki, determinacji i wołania o Ukrainę podczas rosyjskiego Mundialu. Możliwe, że ten bałkański kraj za chwilę pokochają też bardzo polskie władze. LOT przymierza się do częściowego lub całkowitego przejęcia Croatia Airlines.

Polskie Linie Lotnicze LOT 29 grudnia będą obchodzić setne urodziny. Być może to dobra okazja, żeby właściciel, czyli Skarb Państwa, popracował trochę nad sytuacją finansową i usytuowaniem na rynku przewoźników. Dzisiaj rządzący idą drogą dumy narodowej i wychwalania pod niebiosa wszystkiego, co polskie. I w tym oparach zawiązała się też wizja silnych, polskich skrzydeł, które nie dość, że same sobie doskonale radzą, to dodatkowo nie muszą oglądać się na światowych potentatów. Co więcej, to oni mają patrzeć na LOT z zazdrością.

Polski LOT chce konsolidować europejski rynek.

Może w tym jak zwykle więcej propagandy i pasa transmisyjnego do własnego elektoratu. Przecież takich przykładów nie brakuje. Tylko, że w przypadku LOT-u może być akurat inaczej. Chociaż państwowa spółka przeżywa kłopoty, to równolegle coraz odważniej rozgląda się na lotniczym rynku. Jednym z pierwszych kroków do przodu było przejęcie linii Regional Jet, należących do Nordica, narodowego przewoźnika w Estonii.

Przy tej okazji szef LOT-u oficjalnie przyznał, że to dopiero początek drogi, na końcu której jest silny międzynarodowo i niezależny polski LOT. Zdaniem Rafała Milczarskiego współpraca przewoźników z regionu pokazywać ma, że nie są oni skazani na podporządkowanie zachodnim firmom i “utratę swoich narodowych tożsamości”

Oczywiście jednym z fundamentów tej nowej lotniczej potęgi ma być Centralny Port Lotniczy. Ale bez dalszych inwestycji zagranicznych raczej się nie obejdzie.

Croatia Airlines potrzebują pieniędzy.

I chyba nadarza się ku temu kolejna okazja. Od kilku lat finansowe problemy bowiem przeżywa chorwacki przewoźnik. Ma tylko 12 samolotów i lata na 39 lotnisk. W ubiegłym roku przewieźli w sumie 2,1 mln pasażerów. Dość powiedzieć, że tylko Katowice Airport w zeszłych 12 miesiącach obsłużyło 3,8 mln pasażerów.

Dla Chorwatów główny biznes to Europa, ale przewoźnik lata tylko do trzech lotnisk na Starym Kontynencie: do Bukaresztu, Pragi i Sankt Petersburga. Trudno się dziwić, że linie tracą na działalności operacyjnej i tak naprawdę od paru lat szukają pieniędzy. LOT zaś ponoć ma gotówkę na własny rozwój. Zaproszenie do rozmów przez chorwacki rząd wydaje się jak najbardziej naturalnym krokiem.

Musieliby konkurować sami ze sobą?

Przedstawiciele LOT na razie nie chcą niczego komentować. Zwłaszcza, że sprawa jest rozwojowa. Nie jest wszak tajemnicą, że taki ruch ze strony LOT-u musiałby oznaczać przemyślaną strategię na obecność w tamtej części Europy. Przecież w tym roku doszło do pewnych rozstrzygnięć, które mają wpływ na cały rynek.

W Budapeszcie w maju swoją bazę otwiera LOT Aircraft Maintenance Services (LOTAMS, wydzielony ze struktur LOT w 2010 r.), którego głównym klientem jest rzecz jasna PLL LOT. Ewentualne przejęcie Croatia Airlines mogłoby się wiązać z koniecznością budowy kolejnej bazy, ale tym razem w Zagrzebiu, co może nie mieć oparcia finansowego i strategicznego. Jeżeli dodamy do tego nie potwierdzone informacje o zamysłach polskiego przewoźnika względem słoweńskiej Adrii, to z jednej strony na horyzoncie widać rosnącą potęgę lotniczą, a z drugiej po prostu bałagan.

Chyba lepiej zamiast na zakupy, wziąć się za porządki.

Polski przewoźnik ma niezłą opinie za granicą. Jak chcesz wylecieć z Budapesztu do USA to będzie to prawdopodobnie jeden z najlepszych wyborów. Nic tylko przyklasnąć, bo takie gremialne opinie w przypadku wzmacniania własnej marki są nie do przecenienia. Być może rozległyby się brawa, jakich jeszcze nikt nie słyszał, gdyby nie jedna rysa na tej tafli.

Trudno nie widzieć kłopotów wewnętrznych. A tutaj od pewnego czasu nasz przewoźnik jest symbolem odwołanych albo wyraźnie spóźnionych lotów. Tylko w czerwcu polski LOT odwołał aż 154 loty, w tym 20 długiego zasięgu.  Blisko 40 proc. połączeń miał opóźnienie przeciętnie wynoszące 50 minut. Tym samym nasz przewoźnik uplasował się na 19. miejscu wśród 26 największych linii lotniczych w Europie. Według ekspertów podczas tegorocznych wakacji może być jeszcze gorzej. Rok temu z największego ciągle w Polsce Lotniska Chopina przeszło 52 proc. połączeń było opóźnionych.

Dobrze, że LOT chce rozwijać i budować własną markę. Nikt za nich tego nie zrobi. Ale jeszcze lepiej, gdyby taka strategia połączona była z wielkimi porządkami na krajowym podwórku. Inaczej zagraniczne inwestycje będą cieszyć oko bardzo krótko. A rodzime kłopoty szybko przetransferują na inne rynki. I szlag trafi całą, narodową strategię.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji