Nawet Google nie wierzy do końca w Androida? Fuchsia OS to rewolucja sezonu ogórkowego

Nawet Google nie wierzy do końca w Androida? Fuchsia OS to rewolucja sezonu ogórkowego

Nawet Google nie wierzy do końca w Androida? Fuchsia OS to rewolucja sezonu ogórkowego

Wydaje mi się, że nic innego, jak sezon ogórkowy odkopał Fuchsia OS w Bloombergu, a w konsekwencji w wielu mediach – również w Polsce. 

Czym jest Fuchsia OS? To nasz branżowy kamień filozoficzny, o którym śnimy od kilku ładnych lat. Wreszcie jeden, by połączyć wszystkie. System operacyjny spajający razem różne typy urządzeń: smartfony, komputery, mikrofalówki, zegarki, telewizory. Spajający i spójny, o czym warto pamiętać, jeśli nie chcemy, by dziecko przeglądało naszą historię przeglądarki, odgrzewając sobie drugie danie.

Że to się stanie, wiedzą podobno wszyscy, ale nikt nie potrafi powiedzieć jeszcze jak się to stanie. Na przykład, żeby daleko nie szukać, zdaniem niektórych dni macOS są policzone i już tylko kwestią czasu są MacBooki wyposażone w iOS, co rzekomo doprowadzi do synchronizacji kompletnej, applości totalnej. Chciał tego dokonać Microsoft i “na papierze” nawet mu się ta trudna sztuka udała. Problem w tym, że z życiem jest jak z piłką nożną, na papierze jesteś mocny, a potem bęcki z Senegalem i nawet nie wychodzisz z grupy.

Największe nadzieje wzbudza od lat Google, który jednak porządnego systemu operacyjnego tak na dobrą sprawę nie ma – przynajmniej na komputerach stacjonarnych, bo koncepcja Chrome OS jest ciekawa, pokrywa się z moim sposobem korzystania z komputera, ale nie w pełni, a i w tej niekompletności bywa ograniczona. Jest Android, Pan Android, Król Android, ale Android to jednak Linux, ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Nadal nieobecny w biurach, w korporacjach, choć niejeden prezes zabiera go oczywiście na lunch czy kawę.

Nie wiem kto jest najbliżej systemu przyszłości, który połączy je wszystkie. Wydaje się, że Microsoft, tyle tylko, że Microsoft nikogo nie obchodzi, przegrał walkę o wszystko, co tylko można zmieścić do kieszeni i wcale nie sprawia wrażenia kogoś, kto już się otrzepał i chętnie spróbuje raz jeszcze. Zdaniem analityków szanse na zwycięstwo w wyścigu ma Google, a Fuchsia, system operacyjny przyszłości, pozwoli na dominację nad światem.

Nie jestem takim optymistą w tej materii

Moim zdaniem Fuchsia OS to produkt, który obecnie ma mniejsze szanse na trafienie do masowej dystrybucji, niż na to, że trafi do kosza. Oczywiście – bo byście mi to wypominali latami – nie mówię, że jednak się nie ukaże. Nie mówię nawet, że nie okaże się wielkim sukcesem. Studzę jedynie wasz entuzjazm oraz entuzjazm mediów.

Jest to byt bardzo koncepcyjny. Takie coś zdarza się w branży od czasu do czasu. Microsoft planował kiedyś skończyć z produkcją Windowsów i wprowadzić na rynek Midori. Projekt ostatecznie zamknięto w 2015 roku. Zadziałała tu zasada przysłowiowego indyka myślącego o niedzieli. Nagle pojawia się jakaś rewolucja technologiczna, dynamiczna zmiana trendów, która – szczególnie planowane latami projekty – wywraca do góry nogami. Oczywiście innowacje systemowe nie są zmarnowanym czasem, ponieważ w zdecydowanej większości pozwalają na to, by wykorzystać je w przyszłości nawet w obecnych wersjach już posiadanego produktu.

Wprowadzenie całkiem nowego systemu operacyjnego do masowej dystrybucji, to nie jest taka prosta sprawa. Google na szczęście uczy się na błędach poprzedników i zapewni obsługę (pytanie: czy sprawną?) aplikacji z Androida. I choć wydawałoby się, że jest to kwestia oczywista to pogłoski medialne wskazują, że “raczej niedawno to dodali”, niż że było to dla nich pewnikiem. Sam ten fakt budzi już mój niepokój. A przecież Steve Ballmer może i przegrał najważniejszą walkę w dziejach Microsoftu, ale miał rację w tym aspekcie:

Wprowadzanie innowacyjnego systemu bez oprogramowania jest karkołomne, nawet jeśli jesteś wielką firmą. Nawet jeśli jesteś Googlem.

A potem dochodzą kolejne problemy

A kiedy już masz produkt, to musisz jeszcze przekonać do niego świat. Co też nie jest łatwe, nawet jeśli jesteś Microsoftem, o czym wiemy od kilku lat. Google wystąpi wówczas w bardzo niezręcznej roli androidowego króla świata, który nagle zabija swoje starsze dziecko w imię większego dobra. Zupełnie nie zdziwi mnie, gdy obok klasycznych fanowskich Gran Derby Apple vs Google czy Apple vs Microsoft, rozgorzeje nagle wojna domowa Google vs Google.

Jak rewolucjonizować? Jak zdobywać rynki? Ideałem, dla Google, byłaby aktualizacja nowszych urządzeń z Androidem do Fuchsia OS. Jak sądzicie, czy Google w kolejnych wersjach zostawi sobie aż tak daleko idącą furtkę? Z technicznego punktu widzenia byłaby to nieprawdopodobna operacja logistyczna. A z drugiej strony – piękny pokaz hegemonii na rynku globalnego oprogramowania i bardzo mocne wejście. Chciałbym to zobaczyć, choć taka operacja nie wydaje mi się prawdopodobna. Z drugiej strony, hej, mówimy przecież o “systemie przyszłości”.

Osobiście podchodzę jednak do Fuchsia OS z dużym dystansem. W moim przekonaniu jest to póki co co najwyżej pewien koncept, który może się nigdy nie doczekać wersji konsumenckiej. Na mówienie o “Android killer” jest w tym wypadku za wcześnie, zaś przed Google piętrzą się wyzwania programistyczne, marketingowe i dość intrygująca kwestia “autokonkurencji” z niepokojącym sygnałem do świata, że nawet Google nie wierzy tak do końca w Androida.

Dołącz do dyskusji