Amerykanie mają zielone światło na drukowanie broni na drukarkach 3D

Artykuł/Technologie 23.07.2018
Amerykanie mają zielone światło na drukowanie broni na drukarkach 3D

Amerykanie mają zielone światło na drukowanie broni na drukarkach 3D

1 sierpnia w Stanach Zjednoczonych zmienia się prawo dotyczące udostępniania w internecie instrukcji drukowania broni na drukarkach 3D. Czy powinniśmy się bać? 

Jest rok 2013 r. Cody Wilson publikuje w internecie przepis na to, jak wydrukować w domu broń palną. Instrukcja zostaje ściągnięta około 100 tys. razy. Ludzie na całym świecie chcą wiedzieć, jak za pomocą drukarki 3D stworzyć własny pistolet, a Wilson chce stworzyć wikipedię dla twórców broni. Szybko interweniują politycy. Departament Stanu Stanów Zjednoczonych każe Wilsonowi zdjąć instrukcje z sieci. Ten stosuje się do zalecenia, ale pozywa urząd o działanie niezgodne z Pierwszą Poprawką do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Tak zaczyna się długa sądowa batalia, która dopiero niedawno dobiegła końca.

Strony porozumiały się niespodziewanie po 3 latach. Nie doczekaliśmy się wyroku sądu, bo zawarto ugodę. Wilson dostał 40 tys. euro, a także wywalczył prawo dla siebie i każdego innego do publikowania szczegółowych instrukcji, pokazujących, jak wydrukować i złożyć broń.

Czy drukowanie broni jest skuteczne?

Wszystko wskazuje na to, że tak. Samo Biuro ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej oraz Materiałów Wybuchowych (ATF) ściągnęło z sieci pliki Liberatora i po wydrukowaniu przetestowało go u siebie w laboratorium. Według opublikowanych rezultatów broń radzi sobie ze strzelaniem niemal równie dobrze jak komercyjna, ale jak tłumaczy Andrzej Burgs, CEO Sygnis New Technologies, firmy zajmującej się drukiem 3D i kompleksowymi wdrożeniami technologii druku 3D, nie musimy jeszcze wpadać w panikę.

Matylda Grodecka, Spider’s Web: Czy wydrukowana broń jest skuteczna i bezpieczna dla strzelającego?

Andrzej Burgs, CEO Sygnis New Technologies: Nie. Przy liczbie użyć większej niż jedno czy dwa, grozi nam, że broń wybuchnie nam w ręku. Strzał to przecież w gruncie rzeczy eksplozja, która następuje w komorze. I bez większych trudności może rozerwać pistolet-wydruk.
Ideą Cody’ego Wilsona jest, by broń wydrukowana z jego projektu była bezpieczna i skuteczna do użycia w domu i jak rozumiem, samoobrony. Pierwszy Liberator z 2013 to jednostrzałowiec, drugi jest już modelem poprawionym, który w teorii i założeniu ma pozwalać na oddanie większej liczby strzałów. Tyle że bez testów zmęczeniowych trudno stwierdzić, czy taka broń odda w ogóle więcej strzałów niż jeden czy dwa.

Liberator jest bronią drukowaną w technologii FDM. To najtańsza z dostępnych technologii druku 3D – drukarki FDM można kupić już za 1 – 10 tys. zł. Drukarki 3D, które drukują z metali czy bardziej wytrzymałych materiałów to już raczej maszyny przemysłowe, których ceny zaczynają się nierzadko od 200 tys., tyle że euro. Na nich także drukuje się broń, ale dzieje się to w wyspecjalizowanych i uprawnionych zakładach przemysłowych – w Polsce choćby w Radomiu, w Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia w Zielonce czy na WAT w Warszawie. Niemniej są to głównie projekty badawczo-rozwojowe.

Czyli, żeby wydrukować taką broń jak Liberator nie potrzeba specjalistycznej drukarki. A co z materiałami?

Szpulę materiału (filamentu) można kupić na Allegro czy eBay za nawet 50 zł i z niej wydrukować taki projekt. Oczywiście, im lepszego materiału użyjemy, tym finalnie wydruk będzie bardziej wytrzymały. Tu warto zaczerpnąć wiedzy u kogoś z branży, jeśli nie jest się obeznanym. Nie zawsze najwyższa cena to najwyższa jakość filamentu i wydruku. Obecnie trwa duża rewolucja w jakości materiałów, każdy tydzień i miesiąc przynosi coś nowego.

Czy trzeba być specjalistą, czy laik z instrukcją mógłby wydrukować taką broń?

Myślę, że i laik poradzi sobie bez większych problemów. To jest poziom trudności między złożeniem mebli z Ikei a złożeniem robota z klocków Lego. Nie trzeba kończyć żadnej akademii technicznej, żeby to zrobić. Finalnie w tym przypadku z drukarki 3D otrzymamy części, które trzeba będzie złożyć zgodnie z instrukcją obrazkową.

Czy taka broń będzie nierozpoznawalna? Czy, jeśli zostanie wykorzystana w napadzie, to będzie można zidentyfikować jej właściciela?

Niestety nie i to jest duży problem. To jedna z dwóch rzeczy, które przed laty zastopowały Cody’ego Wilsona. Pierwszą było rzekome naruszenie międzynarodowych traktatów o handlu bronią, a drugą brak numerów seryjnych na powstałych w ten sposób pistoletach. Teraz Wilson zaleca, żeby zamawiać u niego metalowe wstawki, na których on sam graweruje numery seryjne broni. Zatem cały proces wygląda tak, że dana osoba ściąga plik do druku a Cody Wilson wysyła mu domówioną u niego wstawkę. Tyle że, nie każdy musi chcieć się ujawnić i to jest ten moment, w którym wchodzimy w szarą czy ciemną strefę – jeśli ktoś będzie chciał zrobić „ghost gun” bez wstawki i numeru, to i tak to zrobi.

Sięgnijmy myślą w przyszłość. Czy będzie możliwe wydrukowanie broni automatycznej albo samopowtarzalnej?

Samo wydrukowanie broni automatycznej będzie dosyć łatwe i jest to moim zdaniem kwestia czasu i ewentualnie projektu. W zasadzie nie jest to nic wyjątkowo skomplikowanego. Istniejącą fizycznie broń należałoby rozkręcić, rozrysować mechanizmy, zdigitalizować i wrzucić projekt do internetu. Natomiast samo jej wykonanie w wysokiej jakości, umożliwiającej użytkowanie to już inna bajka. Tu dochodzą kwestie wytrzymałości materiałów i broni jako takiej po złożeniu. Jeszcze długo drukarki FDM do domowego zastosowania nie będą potrafiły sprostać wyzwaniu pt. broń automatyczna czy samopowtarzalna.

Zatem mamy dwie kwestie: pistolet taki jak Liberator i broń automatyczna o zupełnie innym rażeniu i mechanizmie działania. W pierwszym przypadku, jeśli ktoś ma odpowiednią wiedzę na poziomie pierwszych lat studiów na politechnice i chwilę posiedzi przy Google, to zrobi taką broń w domu. Wystarczy pójść do marketu budowlanego, kupić standardowe części, rurki PCV i tego typu rzeczy. Broń automatyczna tu już przeskok o kilka poziomów wyżej, bo tu występuje trudny do powtórzenia automatyczny mechanizm spłonki i iglicy, który jest zwyczajnie dużo bardziej skomplikowany. Ale jak wszystko – jest to prędzej czy później do zrobienia.

Wcale mnie pan nie uspokoił.

Nie obawiałbym się. To nie jest tak, że po 10 minutach broń jest do użytku. To nie działa jak w serialach Netflixa, że wybieramy print gun i po kwadransie mamy gotową do użytku broń. Najpierw tworzymy korpus i części, potem trzeba je poskładać i poskręcać. To jest zwyczajnie mało wydajne. Ta broń na tym etapie nie jest jeszcze groźna, łatwiej, a na pewno szybciej, zrobić broń na maszynach obróbkowych, niż na drukarce 3D. Liberator drukuje się około 10 godzin, a jego elementy trzeba przecież potem jeszcze dopasować i poskładać.

Dochodzi jeszcze jeden problem. Poza tym, że ktoś będzie miał taką broń, to jeszcze musi umieć z niej trafiać do celu, a to nie jest takie proste. Ta broń nie jest robiona na bardzo precyzyjnych maszynach lub z wysokiej jakości komponentów, zatem jej celność może pozostawiać wiele do życzenia. Broń Wilsona to tylko jeden z dostępnych w sieci projektów znaleźć można projekty poszczególnych części do wydrukowania, które następnie można łączyć z elementami kupionymi w sklepie. Takie projekty robił na przykład Japończyk Yoshitomo Imura. Co warte zauważenia:
W ostatnich latach dostępność drukarek 3D w Europie Zachodniej bardzo się zwiększyła a mimo to dane empiryczne nie wskazują, by poszła za tym jakaś lawina drukowanej w domach broni i jej użycia – także w popełnianych przestępstwach. Rynek amerykański jest pod względem podejścia do broni inny niż europejski, ale nie wydaje mi się, by groziło mu zalanie pistoletami z drukarek. Jak będzie naprawdę pokaże oczywiście czas.

Dołącz do dyskusji