Największy piłkarz w historii może trafić nie tylko do Juventusu, ale i do własnego serialu na Facebooku

Felieton/Social media 06.07.2018
Największy piłkarz w historii może trafić nie tylko do Juventusu, ale i do własnego serialu na Facebooku

Największy piłkarz w historii może trafić nie tylko do Juventusu, ale i do własnego serialu na Facebooku

Cristiano Ronaldo jest największym piłkarzem w historii – nie mam już co do tego złudzeń, nie mają też co do tego złudzeń kibice piłkarscy. Fanom Barcelony, z wiadomych względów, można wybaczyć kwestionowanie oczywistości. 

Tyle się mówi o tym, że Polacy źle zagrali na Mistrzostwach Świata z powodu reklam. Nie mamy niestety najbardziej światłego narodu na świecie i coś mi mówi, że jest przynajmniej paru rodaków, którzy autentycznie wierzą, że Kuba Błaszczykowski opuścił boisko meczu z Senegalem w przerwie, bo musiał wystąpić w emitowanej wówczas reklamie Lay’sów (a przecież nie mógł być w dwóch miejscach równocześnie).

Cristiano Ronaldo wywindował pojęcie gwiazdy futbolu do granic możliwości. Z powodzeniem jest nie tylko zawodnikiem największego formatu na boisku, ale i instytucją komercyjną. Co się raczej często nie zdarza – przeważnie jednak piłkarze byli utalentowani w jednym kierunku i na przykład dobrzy zawodnicy potrafili trochę nienaturalnie wypadać w reklamach, zaś gracze bardzo medialni na ogół byli dobrymi zawodnikami (np. D. Beckham), ale jednak nie wybitnymi.

C. Ronaldo to jednocześnie wybitny sportowiec, prawdopodobnie najlepszy w całej historii swojej dyscypliny, ale też instytucja futbolowa będąca modelem wzorcowym biznesowego prowadzenia swojej kariery. Chociażby zbliżający się transfer do Juventusu pokazuje, że Cristiano myśli o sobie dość cynicznie, traktując swój organizm i jego otoczenie również jako warunki do jak najdłuższego rozwijania biznesu i – no, w tym wypadku to określenie akurat jest uzasadnione – tzw. personalnej marki.

Cristiano Ronaldo w Juventusie

W tym miejscu pozwolę sobie wtrącić trzy grosze na temat transferu Cristiano Ronaldo, którego na przykład nie rozumieją moi koledzy, a który we mnie nie budzi (aż tak) dużego zaskoczenia.

W mojej ocenie z Portugalczyka żaden jeszcze emeryt. Ronaldo to unikalny projekt sportowy, demon fizyczności, prowadził się przez całą karierę właśnie tak, żeby grać do 40-tki, a w każdym razie długo. Od lat umiejętnie prowadzi swoją karierę, to już nie jest skrzydłowy, to już coraz bardziej typowa “9”, a więc pozycja, w której wcale nie trzeba aż tak bardzo biegać – szczególnie we włoskiej kulturze, która zna wręcz statyczne dziewiątki. Wreszcie, Serie A to liga, w której dobrze sobie radzą długowieczni piłkarze, nawet w ataku – patrz np. Di Natale.

Nie uważam więc, żeby sportowo Juventus popełniał błąd, ponieważ kupują nadal najlepszego piłkarza na świecie, który ma realne szanse na zdobycie kolejnej już z rzędu Złotej Piłki. I o ile miałbym wątpliwości co do tego czy Ronaldo może kolejne 4 lata być topowym napastnikiem w lidze angielskiej, tak we Włoszech może sobie z tym zadaniem poradzić.

Uważam też, że kwestie finansowe nie budzą aż takich kontrowersji. Przede wszystkim potwierdzają się moje przypuszczenia, że w pensję zawodnika zaangażowane będą koncerny samochodowe blisko związane z Juventusem i jakoś jestem w stanie zrozumieć, że Dybala jednak pogodzi się z tym, że zarabia 1/4 pensji Ronaldo, jeśli tylko spojrzy do tyłu na swoje i Portugalczyka osiągnięcia.

Jestem również przekonany, że zakup Cristiano Ronaldo zwróci się finansowo Juventusowi. Inter w 1997 r. kupił Ronaldo i do dziś jest marketingowym beneficjentem tego transferu. Do tego – wreszcie – względy sportowe. O ile Inter i Milan nadal nie są mentalnie gotowe na walkę o Scudetto i tutaj temat zostaje zamknięty, tak CR7 może pomóc Juve w zdobyciu upragnionej LM. Nie jest tajemnicą, że Portugalczyk kocha te rozgrywki i to z pogłębiającą się z każdym kolejnym rokiem wzajemnością.

Myślę, że zyska na tym cała liga. Bardzo liczę na przykład, że mój ulubiony Inter wykorzysta tę sytuację dla siebie, awansuje w tym sezonie sportowo i umiejętnie wypozycjonuje się w roli głównego rywala Juventusu, zyskując dzięki temu marketingowe wpływy na przykład u negatywnego elektoratu CR7, zwiększy wartość dobrze prezentującego się Icardiego i tak dalej.

A jeśli jakimś cudem Portugalczyk nagle okaże się niewypałem i pociągnie finansowo i sportowo Juventus na dno? W to nie wierzę, ale wtedy wyłącznie utwierdzi mnie w przekonaniu, że jest moim ulubionym piłkarzem w historii.

Cristiano Ronaldo na Facebooku

Ale kontrakty we Włoszech to jedno, a marka osobista to drugie. Portugalczyk podobno chce wyprodukować serial o tym, jaki jest wspaniały i jak wyglądała jego droga do sławy. Ronaldo nigdy nie słynął ze skromności, ale też w przypadku jego dorobku jakakolwiek skromność byłaby po prostu nienaturalna. Jezus też przecież nie rumienił się nieśmiało, gdy nazywano go Synem Bożym.

Co ciekawe jednak, serial nie trafiłby na Netfliksa, a… na Facebooka. I to właśnie z serwisem społecznościowym Zuckerberga prowadzone są negocjacje na temat 13-odcinkowego serialu, za który Ronaldo miałby otrzymać 10 mln dol. Nawet jeśli ktoś nie interesuje się piłką, to niewątpliwie należy zauważyć, że Facebook, podobnie jak YouTube, nie chce przegapić rynku autorskich produkcji telewizyjnych, na którym obecnie prym wiodą takie podmioty jak HBO i Netflix.

Gdyby na przykład serial o Cristiano Ronaldo okazał się sukcesem i dziełem na miarę Władcy Pierścieni, Facebook mógłby pójść za ciosem i nakręcić swojego Hobbita z na przykład jakimś innym, znanym piłkarzem…

Dołącz do dyskusji

Advertisement